Z każdej strony gospodarki - osobiste opinie, nie stanowią rekomendacji do inwestycji

Wpisy z tagiem: książka

sobota, 23 czerwca 2018
​Tak się składa, że w wakacje czasem wpada mi w ręce lektura, która miała jakiś wątek finansowo-giełdowy. Tym razem jest to jedynie skojarzenie, czy trafne?

"Achaja" to wielotomowa powieść fantasy A. Ziemiańskiego, o której można napisać zarówno dużo złego, jak i dobrego. Fatalny i miejscami brutalny, rynsztokowy język, błędy, seksizm, nie do końca logiczna fabuła mogą zdecydowanie zniechęcać do lektury. Zwolennicy książki wymieniają humor, trzymającą w napięciu akcję i emocje wokół głównej postaci.
Można by przemilczeć tę książkę, gdyby nie filozofia, jaką przy okazji przemyca. Filozofia kojarząca się z grą na giełdzie i szczególnie trafna w odniesieniu do początkujących. Bo walka o życie i gra na giełdzie mają wspólny mianownik: olbrzymią stawkę i niemal brak zasad.

Achaja jest księżniczką, która wskutek intryg trafiła do niewoli i dopiero tam odzyskuje pewność siebie w towarzystwie dwóch mentorów - filozofa Krótkiego i szermierza natchnionego, Hekkego. Hekke szkoląc Achaję władania mieczem opisuje, jak początkujący podchodzą do szermierki (bądź co bądź śmiertelnej walki) i od razu wystawia wyrok:

Słuchaj, do walki ludzie stają z różnym nastawieniem. Jedni sądzą, „a może mi się uda przeżyć” – nie uda się, to już trupy jeśli trafią na zawodowca. Inni myślą „pofechtujemy się, zobaczymy kto lepszy, a potem się okaże, co i jak” – to też trupy, jeszcze przed walką. ​

Czy nie jest to trafne w odniesieniu do świeżych głów spekulujących na giełdzie ciężko zarobione pieniądze? "Może mi się uda", "Chcę spróbować i nauczyć się, zobaczymy", "Spróbuję szczęścia". Ile takich początkujących jest? Jak to się kończy - często tak, jak w cytacie, porażką i rolą "dawców kapitału", na których czekają wytrawni gracze. Dlaczego? Bo ta gra nie jest zabawą, chodzi o pieniądze, zarobienie, o życie.

Krew i pieniądze zawsze razem, zawsze w parze, jedno obok drugiego. Krew i pieniądze bardzo się kochały nawzajem. Jakby tylko mogły, wzięłyby ze sobą oficjalny ślub.

A wygrana? Ta zależy od ponoszonego ryzyka. Im mniejsze, tym lepiej - a to oznacza, że najlepiej zapewnić sobie zwycięstwo albo dużą przewagę. Gdy na szali jest życie, nie ryzykuje się dla zabawy.

Wygrywasz nie w walce. Wygrywasz tu – wskazał na swoje zniekształcone czoło. – Wygrywasz we własnej głowie, w sobie. Nie ma sensu walczyć, jeżeli z góry nie zapewnisz sobie wygranej. [...] Musisz chcieć zwyciężyć. Nie możesz bać się strat. Musisz w każdej chwili być gotowa poświęcić dokładnie wszystko, co masz, razem z samą sobą, żeby postawić to na jedną kartę... Ale tą kartą musi być tuz! Wygrywasz jeszcze przed samą grą albo po tobie. Nie ma sensu grać, jeśli nie wiesz, czy wygrasz! Widziałaś, jak grałem w kubki z „fagasami”. Gdybym był osłem, tobym stawiał twój tyłek w uczciwej grze, ale ja nie poszedłem tam, żeby grać, ja poszedłem tam wygrać. Nie ma sensu walczyć. Jest sens tylko zwyciężyć. Nigdy nie idź z nikim walczyć.

Pewnego razu również Achaja bierze udział w grze w 3 kubki i obstawia swoje porcje żywieniowe. Jest pewna wygranej, ale odnosi klęskę. Jak to się stało?

W uczciwy sposób oszukaliśmy cię, mała. Byłaś przekonana, że gram z tobą, a tymczasem graliśmy, ja i Hekke, przeciwko tobie. Obaj. – Ale po co? – Inaczej nie postawiłabyś swoich porcji przy tak doświadczonych graczach jak my. Musiałaś być przekonana, że lepszy jest z tobą. A ja celowo wskazałem pustą miskę, Hekke je zamienił, żebyś sądziła, że rozszyfrowałaś oszustwo. Obie miski, które zamieniał, były puste.

Achaja została naciągnięta. Ta sytuacja jak żywo przypomina mi skojarzenia z pokerem i powiedzonko "poker patsy": “If you sit in on a poker game, and you don’t see a sucker at the table, get up. You’re the sucker.” Na giełdzie jest pełno sytuacji, w których ktoś kogoś robi w konia i ta scenka ze swoją filozofią to przybliża. Jak myślisz, kto "pomaga" giełdowym graczom - zarządy firm, analitycy, rekomendacje DM, inni akcjonariusze? Grają dla kogoś, czy dla siebie? Albo jaki sens ma pytanie z forum 'Które akcje radzicie kupić?" - para mentorów pewnie odczytałaby je tak, jakby znaczyło "Jestem frajerem, kto chce mnie nabrać?".

W innej scenie Achaja i Krótki grają w łapki. Achaja przegrywa mimo lepszego refleksu. Tajemnicą jest strategia gry. Filozof Krótki ją tłumaczy, ale przy okazji podkreśla dwie ważne myśli: że należy zapewnić sobie wygraną i że nie ma darmowych lekcji.

Tyle razy ci mówiłem, że nie siadam do gry, jeśli już z góry nie zapewnię sobie zwycięstwa. A ja zdradziłem ci swój sekret. Już nie wygram. – Ale... Zrób to dla mnie. – Nie robię niczego dla nikogo, kotku. Wszystko dla siebie. Jeśli cię uczę, to mam w tym swój ukryty cel. Słuchaj mnie uważnie. – Krótki rozsiadł się wygodnie. – Tyle razy ci powtarzałem, nie siadaj nigdy do gry, jeśli z góry nie zapewnisz sobie zwycięstwa. Nie walcz z nikim, jeśli już z góry nie będziesz miała zapewnionego zwycięstwa.

Jak w takim razie wygrać? Mozna skorzystać z nauczycieli, ale trzeba sobie zdawać sprawę, że nie zdradzą oni wszystkiego. Nawet jeśli coś nauczą, to maja w tym ukryty cel. I tak samo jest z giełdą. Mentorzy, znawcy,ci, którzy uczą, zwykle po prostu na tym zarabiaja (prowizje za spotkania, newslettery, książki itd) bez ponoszenia ryzyka, które ty ponosisz. Czasem zapłatą jest podnoszenie swojego profesjonalnego/mentorskiego wizerunku albo reklamowanie/wzmacnianie trendu, w jaki już dawno weszli. Nauczysz się od nich, ale ryzyko poniesiesz. Lepiej wypracować własną strategię. A co nas ogranicza, co w takim razie jest przeszkodą?

Twoim najgorszym wrogiem jest twój własny umysł. On cię wiąże, on cię krępuje.

A teraz drodzy Czytelnicy zastanówcie się, czy jest sens czytać blogerów finansowych i jaki mają w tym interes.

niedziela, 31 lipca 2016
Dziś wpis nieco rozrywkowy. Korzystając z letniego odpoczynku sięgnąłem po lekturę z młodości: "Łowcy meteorów" Juliusza Verne, klasyka literatury science-fiction. Książkę wydano po raz pierwszy w 1908r., czyli minęło ponad 100 lat! Mimo to, oraz mimo łamania praw fizyki, książka zachowuje aktualność charakteryzując ludzkie małostki i wady.

Czytając po raz pierwszy nie zwróciłem w niej uwagę na niektóre smaczki, a szczególnie wątek finansowy. Kto chce przeczytać sam i przekonać się, że taki jest, niech nie czyta dalej tego wpisu! Kto czytał lub nie jest zainteresowany lekturą, niech wie, że za chwilę poniżej nastąpi SPOILER, zdradzę fabułę powieści wraz z cytatami. Książka dostępna jest bez opłat w wersji elektronicznej.

Akcja książki kręci się wokół odkrycia meteoru, który okazuje się być zbudowany ze złota. Zarówno fakt odkrycia równocześnie przez dwóch amatorów, jak i szlachetny kruszec, są powodami roszczenia sobie praw do meteoru różnych ludzi i organizacji. Sam meteor jest olbrzymi: ponad 100m średnicy, kolosalna ilość złota. I jak to z ludźmi: zaczyna się gorączka złota, sławy i pęd do nowości. Problem w tym, że meteor krąży po orbicie nad Ziemią i nie ma ochoty spaść. Do czasu jednak: oto pewien samotny wynalazca (Xirdal) postanawia go sprowadzić na Ziemię tajemniczym aparatem (tu widać fascynację Verne'a elektrycznością i żarówkami), a do tego wspiera go wuj-bankier. A jak bankier, to wiadomo, że będzie interes:ów wuj obstawia skuteczność całej akcji i plajtę kopalni złota. Chce zarobić i wyjaśnia to tak:

— Gdyś mnie zaznajomił z twymi fantastycznymi projektami — podjął pan Lecoeur — przekonałeś mnie w końcu, przyznaję.
— Ba! — mruknął Xirdal.
— Dlatego stawiałem na upadek meteoru i grałem na giełdzie na zniżkę.
— Na zniżkę?
— Tak. Zacząłem sprzedawać.
— Co sprzedawać?
— Kopalnie złota. Rozumiesz, że jeśli meteor spadnie, spadnie też poziom kopalni i...
— Jak to? Coraz mniej rozumiem — przerwał Xirdal. — Nie widzę, jaki wpływ może mieć moja maszyna na poziom kopalni.
— Nie kopalni — przyznał pan Lecoeur — lecz akcji kopalni.
— Niech będzie — ustąpił Xirdal nie nalegając dłużej. — Sprzedawał więc wuj akcje kopalni złota. To nie jest takie ważne. To tylko dowodzi, że wuj ma te akcje.
— Przeciwnie. Nie mam ani jednej.
Xirdal osłupiał.
— Sprzedawać, czego się nie ma, to prawdziwa sztuka. Ja bym tego nie potrafił.
— To się nazywa interes terminowy, mój drogi Zefirynie — wytłumaczył bankier. — Gdy trzeba będzie dostarczyć akcji nabywcom, kupię je. To wszystko.
— Jaki więc zysk? Sprzedać, by kupić, to nie wydaje się na pierwszy rzut oka pomysłowe.
— Tu się właśnie mylisz, gdyż w tym momencie akcje kopalni będą tańsze.
— A dlaczego miałyby potanieć?
— Gdyż meteor rzuci w obieg więcej złota, niż go w tej chwili zawiera Ziemia. Wartość złota zmniejszy się zatem co najmniej o połowę i dlatego akcje kopalni spadną do zera lub prawie do zera. Zrozumiałeś teraz?
— W zupełności — odrzekł bez przekonania Xirdal.

Jak widać, bohaterowie tego fragmentu zachowują się jak insiderzy: chcą wykorzystać informację, której inni obserwatorzy nie posiadają. Ich plan dochodzi do skutku, meteor ląduje na wykupionym przez nich gruncie, ale ludzie.. jak to ludzie, nie chcą odpuścić i gorączka trwa w najlepsze. Jedyne co powstrzymuje wszystkich, to wysoka temperatura meteoru. Xirdal zdaje sobie sprawę, ile problemów sprawia ta bryła złota, uzmysławia sobie, że istnieje spore ryzyko, że nie będzie jej właścicielem i w rozczarowaniu postanawia wyrzucić kamień w głębiny za pomocą kolejnego wynalazku. A wuj-bankier główkuje znowu jak na tym zarobić spekulując:

Były dwa rozwiązania. Albo zdradzić oddziałom międzynarodowym plan chrzestniaka i uniemożliwić mu w ten sposób działanie, albo pozwolić, by sprawy potoczyły się swoją koleją. Pan Lecoeur zdecydował się na to drugie rozwiązanie. W pierwszym wypadku mógł słusznie liczyć na wdzięczność zainteresowanych rządów. Bez wątpienia przyznano by mu część skarbu ocalonego dzięki jego interwencji. Ale jaką część? Zapewne śmieszny ułamek. Przy tym złoto utraci wartość wobec takiego dopływu tego metalu.
Jeśli, przeciwnie, zachowa milczenie, zapobiegnie wszystkim klęskom, których zarodek nosi w sobie złowroga bryła złota, a których niszczycielska fala rozlałaby się po powierzchni kuli ziemskiej. Poza tym w ten sposób nie tylko uniknie nieprzyjemności osobistych, ale zapewni sobie wielkie zyski. Jako jedyny w ciągu pięciu dni posiadacz tajemnicy z łatwością wyciągnie z niej korzyści. Wystarczy za pośrednictwem „Atlantyku” wysłać na ulicę Drouot nowy telegram takiej treści: „Zbliża się sensacyjne wydarzenie. Kupujcie nieograniczoną ilość kopalni”.
Rozkaz ten mógł być wykonany bez trudu. Ponieważ upadek bolidu był już na pewno znany, akcje kopalni złota musiały spaść niemal do zera. Bez wątpienia oferowano je po cenach najniższych, nie znajdując przy tym nabywców. Przeciwnie, cena ich dojdzie do maksimum, gdy przyjdzie wiadomość o zakończeniu całej przygody! Z jakąż szybkością akcje skoczą znów do wysokości pierwotnego kursu z wielkim zyskiem ich szczęśliwego nabywcy!

Zarówno język powieści, jak i akcja sprawiają, że to lekka, wakacyjna lektura. Być może wyjaśnienie działania kontraktu terminowego nie są zbyt jasne dla osób nie interesujacych się giełdą, ale gracze giełdowi na pewno uśmiechali się podczas tej lektury: dla nich zagranie było oczywiste. Rzecz w tym, by widzieć okazję, prawda?

| < Listopad 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Opinie na blogu nie stanowią rekomendacji inwestycyjnej.