Z każdej strony gospodarki - osobiste opinie, nie stanowią rekomendacji do inwestycji

Wpisy z tagiem: podatki

sobota, 21 lipca 2018
Kilka razy na blogu wspomniałem o korzyściach podatkowych przy inwestowaniu w fundusze parasolowe (nie w ramach IKE/IKZE). Sprawiają one, że operując funduszami chętnie na początek szukam funduszu o niskim ryzyku, nawet jeśli wydaje się mało atrakcyjny. Nie zraża mnie fakt osiągania stóp zwrotu poniżej topowych lokat.
Dlaczego?

Fundusz parasolowy to specyficzna konstrukcja prawna, która składa się z wielu subfunduszy inwestycyjnych. To pozwala na ominięcie obowiązku płacenia podatku podczas konwersji jednostek między subfunduszami działającymi pod jednym "parasolem". Obowiązek naliczenia podatku rodzi dopiero opuszczenie "parasola", czyli ostateczne odkupienie jednostek. Rozpatrzmy dwie sytuacje, gdy korzyść ta jest bardziej namacalna.

W pierwszej wyobraźmy sobie, że mamy świetną pozycję na TFI, w którym zyskaliśmy początkowo na obligacjach, a następnie na akcjach. Zyski z funduszu łącznie po pewnym czasie przekraczają 20%.
Jeśli wypłacimy środki zamykając inwestycję, zapłacimy 19% podatku, czyli 3,8% kwoty wpłaty. A można postąpić inaczej: konwertować je do funduszu niskiego ryzyka i czekać na kolejną szansę na profit. W ten sposób zarówno pierwotnie​ wpłacona kwota, jaki i zysk, procentują dalej. Nawet jeśli fundusz pieniężny ma niewielkie zyski, to przecież za jakiś czas możemy zdecydować się podjąć kolejne ryzyko i znowu zarobić - lub stracić, ale pomniejszając podatek.

W drugiej sytuacji ryzykowaliśmy i ponieśliśmy stratę. Można ją od razu zrealizować lub konwertować środki do funduszu pieniężnego. Jeśli przynosi on zysk nieco mniejszy niż lokaty to dalej może być opłacalny - bo odrabia stratę, która opodatkowana nie jest, a więc jego wynik to zysk netto. Przykładowo, 2% zysku w takiej sytuacji odpowiada ok. 2,47% zysku brutto. Ponadto można ponownie rozważyć podjęcie ryzykownej inwestycji - jeśli się uda, część zysku będzie pokrywała poprzednią stratę, czyli nie będzie opodatkowana.

Czasem też zdarza się tak, że nie jesteśmy zdecydowani co do trendu. Wówczas konwersja do subfunduszu niskiego ryzyka pozwala odroczyć ostateczną decyzję o wyjściu z parasola bez utraty korzyści podatkowych opisanych wyżej. Ba, każde zlecenie na subfunduszu wyższego ryzyka realizuje się po cenie, której w chwili zlecenia nie znamy - nie ma opcji realizacji z określoną ceną. Z tego powodu bardzo chętnie korzystam z konwersji na fundusz niskiego ryzyka, gdzie wahania ceny są niższe i łatwiej przewidzieć ostateczną wypłatę. Zarazem słabo oceniam te TFI, które nie potrafią stworzyć stabilnie zarabiającego produktu.

Niestety TFI nie pomagają w optymalizacji podatkowej - rzadko informują o podatkowym zysku/stracie, trzeba liczyć ją samodzielnie. To duże utrudnienie, szczególnie po kilku konwersjach, dopłatach i operacjach na części rejestru. W najbardziej dynamicznych sytuacjach może być tak, że część wypłaty związana jest z zyskiem, część ze strata. Tu szacowanie podatku to wyższa szkoła jazdy powiązana z wiedzą, że fundusze korzystają z jednej z metod LIFO/FIFO przy liczeniu podatku przy wypłacie (ostatnie lub pierwsze jednostki umarzane najpierw).

Tego typu optymalizacja jest unikalną cechą funduszy parasolowych. Nigdzie indziej nie da się odraczać zapłacenia podatku tak długo, albo kompensować straty na rynku akcji zyskiem z rynku pieniężnego: w ramach rachunku maklerskiego można mieć akcje i obligacje, ale odsetki z obligacji są oddzielnie opodatkowane, a lokaty są w ogóle poza ofertą biur. Obecnie fundusze gotówkowe pokazują słabsze wyniki niż niektóre lokaty. Przed pozbyciem się jednostek warto się zastanowić, czy będzie to korzystne. Fundusze, w przeciwieństwie do lokat, nie gwarantują oprocentowania - ale i nie ograniczają zysku do konkretnej wartości. Ich wyniki raczej falują w czasie, okresy słabe bywały bazą dla lepszych rezultatów. ​

Tagi: podatki
08:47, cyfrowyja , Fundusze TFI
Link Komentarze (1) »
piątek, 02 grudnia 2016
Rząd i z nim PiS odbębnił kolejny sukces pt. zwiększenie kwoty wolnej od podatku. Jednak kształt zmiany i sposób jej wprowadzenia świadczą o tym, że była to zmiana iście populistyczna, nie mająca na celu pomocy autentycznym obywatelom. Dlaczego - wyjaśniam poniżej.

Przypomnijmy: wprowadzono kwotę wolną od podatku 6600 zł tylko dla najuboższych, jej wprowadzenie odczują jedynie osoby zarabiające mniej niż 11 tys. zł zaś podatnikom o dochodach powyżej 85 tys. 528 zł rocznie stopniowo kwotę się zmniejsza, aż do zera. Co jeszcze okazało się, nie zmieniono kwoty wolnej od podatku dla posłów, która wynosi ok. 30 tys. zł. Ta absurdalna dysproporcja została utrzymana argumentem Morawieckiego, że posłowie i senatorowie "mają takie samo wynagrodzenia od 20 lat" oraz "posłowie i senatorowie wykonują bardzo ciężką pracę dla nas wszystkich". Krótko mówiąc, reszta kraju to mało istotni robole.

Kłopoty są dwa. Pierwszy taki, że pod potrzebą obniżki ministerstwo zrobiło podwyżkę podatku osobom zarabiającym nawet mniej niż 2 tys. EUR, co nie stanowi nawet średniej europejskiej. Taki średni Europejczyk zapłaciłby w Polsce najwyższe podatki! Jak gonić mamy Europę, gdy państwo nam zabiera? Z czym do ludzi? Oto, jak wyglądają nasze średnie płace na tle innych krajów:

Takie opodatkowanie jest wręcz socjalistyczne. Zniechęca do wysokich jawnych dochodów, pracy.

Drugi kłopot polega na tym, że nie bardzo wiadomo kto niby miał zyskiwać na nowo wprowadzonej kwocie wolnej. Najniższa emerytura wynosić będzie 1000zł, więc do nowej kwoty wolnej się nie łapie. Płaca minimalna również nie: 2000zł. Być może prace dorywcze? Ministerstwo Finansów opublikowało szereg memów pokazujących, jak bardzo kwota wolna pomoże Polakom. Oto niektóre z nich:




Te niby-przykłady ładnie wyglądają, jak reklamy. Tyle że nie przedstawiają prawdziwych Polaków. Zdjęcia zostały zaczerpnięte z zagranicznych serwisów fotograficznych. Zobaczcie np. to zdjęcie z fotolia.com albo tutaj. Ten brodaty fotograf to niemiecki model, a fotka kosztowała kilka euro. To on zyskał na kwocie wolnej ;) Podobnie jest z innymi zdjęciami, np. to zdjęcie zrobiła Tatiana, Rosjanka. Beneficjentką kwoty wolnej stała się Rosjanka, bo nie znaleziono szybko rzeczywistego przykładu - czy to nie jakaś parodia? Same opisy zdjęć wymyślone przez Ministerstwo biją po oczach oderwaniem od rzeczywistości. Skąd fotograf ma aparat za 20 tys. zł, skoro zarabia 10 tys.? Jak utrzymują rodziny ci ludzie? Czy ktoś widział równie biednego fotografa?

Dlatego wyliczenia mówiące o 3 mln Polaków, jacy mają zyskać na kwocie wolnej, traktuję z dużą rezerwą. Może istnieje grupa emerytów, którzy nie wypracowali pełnej emerytury. Zyskają niektórzy studenci pracujący dorywczo. Ale to nie jest walka z biedą, jaką reklamuje MF. To raczej pozory. Fakty są takie: 750 tys. osób zostanie pozbawione kwoty wolnej od podatku, która wynosiła raptem 3091zł, i zapłacą większy podatek. A jak to wygląda w Europie?

Nic dziwnego, że obrazki MF stały się tematem drwin internautów, szczególnie na twitter.com.




niedziela, 02 października 2016
Państwo powinno troszczyć się o swoich obywateli. Dlatego UK wprowadza podatek od napojów słodzonych powyżej 5%. Im słodszy napój - tym podatek wyższy.

W tym samym czasie nasz rząd wymyśla coraz bardziej wrogie dla obywateli podatki, opodatkowując wodę (sic!), prąd (opłata przesyłowa i OZE), czyli podstawowe dobra potrzebne do życia. A inne pomysły? Podatek handlowy - kompletny niewypał, bankowy - częściowy niewypał (banki go omijają).

Zamiast tego wolałbym podatek cukrowy, i to w wersji rozbudowanej. Proponuję podatek od produktów spożywczych zawierających dodatek cukru, powyżej jego poziomu:
- 50% dla produktów czekoladowych, dżemów, tortów
- 30% ciastek, ciast,
- 20% keczupów, przecierów, płatków
- 5% napojów i innych produktów
- 2% dla nabiału

Dokładną listę mogliby opracować dietetycy. Podatek nie dotyczyłby samego cukru ani cukru zawartego naturalnie w owocach i sokach. Cele wprowadzenia podatku to z jednej strony zmniejszenie spożycia cukru zawartego w produktach, z drugiej zdobycie pieniędzy przeznaczonych na leczenie chorych na cukrzyce i powikłania. Obecnie producenci szpikują nas cukrem niemal we wszystkim. Słodycze to często ponad 60% cukru, płatki typu musli - nawet 30%, keczup podobnie, ba, nawet musztarda może zawierać 10% cukru. Cukrzyca staje się chorobą społeczną i niszczy - więc cukier zasługuje na opodatkowanie tak jak inne szkodliwe używki. Mamy już akcyzę na alkohol i papierosy - dlaczego nie na cukier? W końcu zdrowe społeczeństwo będzie dłużej aktywne, dłużej będzie w stanie pracować i w ten sposób nieco zmniejszy się problem bomby demograficznej.

Ale skoro podatki mają kierować nas do zdrowego życia - to dlaczego tak wysoko opodatkowany jest sprzęt sportowy? Domagajmy się ulg!

wtorek, 09 lutego 2016
Komisja sejmowa wezwała prezesów banków, by tłumaczyli się z podwyżek cen (sic!). Działanie przeniesione prosto z PRL, tak samo jak zakaz podwyżek cen (może uda się wprowadzić Radę Ministrów od Cen ?).

To jednak, co stało się w czasie przesłuchania przekroczyło oczekiwania. Panowie z banków odpowiadali dość dyplomatycznie (odpowiedzi w rodzaju: ja to planowałem od dawna, a ja to zimą tak mam, a ja małpuję po kolegach). Pomiędzy posłami PiS i PO rozgorzał spór wręcz satyryczny. Wyłącznie mikrofonów, argument typu "jak będzie podatek od handlu to piekarzy będziecie przesłuchować", określenie "wilk z Wall Street" itp. ubawiły mnie do łez. Głos zabrał też Jan Szewczak (dawniej główny ekonomista SKOK) mówiąc, że w Polsce istnieje tylko teoretyczna ochrona klientów banków. Zastanawiam się jak bezczelnym trzeba być w sytuacji, gdy BFG ratuje klientom upadających SKOK skórę, a twórcy tych potworków pławią się w kasie - prokuratura w razie podejrzeń umorzy śledztwo.

Co będzie dalej? Ceny regulowane? Kartki? Na razie destabilizacja w pełni. Podatek bankowy wydaje się niewielki: 0,44% ale kwotowo to 1/3 zysków banków, dla niektórych banków - niemal cały zysk. Takie działanie bez podwyżek zahamowałoby akcję kredytową, a i z podwyżkami ryzykujemy obniżeniem PKB - a to oznacza mniej wpływów podatków. Kredyt to pewnego rodzaju lewar, który trudno rekompensować gotówką z programu 500+. Bilans jest ujemny.

czwartek, 03 grudnia 2015

PiS skierował projekt ustawy do marszałka Sejmu. Zgodnie z projektem

Nie wszystkie banki mają tak wysokie aktywa jak 4 mld złotych - dlatego podatek ten dotyczy głównie 20 największych banków, jak wydaje się z zestawienia banków np, tutaj. Również warto zauważyć, że podstawa opodatkowania = 4 mld aktywów obniży podatek szczególnie banków z drugiej dziesiątki.

Co to jeszcze znaczy ? Że małe banki, w tym spółdzielcze, mają łatwiej, bo mając niskie aktywa nie zapłacą nic! I że wchodząc do Polski można rozważyć zakładanie sieci banków zamiast molocha. Taka sieć może mieć przecież jednego usługodawcę - bank zrzeszający, który załatwi trudniejsze operacje. Inny przykład: Getin Holding posiada Idea Bank i GNB w Polsce i na Ukrainie. Dzięki rozbiciu na kilka banków może zapłacić mniejszy podatek. Wylęgarnia takich banków-klonów zyska na tym, że każdy z banków rozliczy się z nadwyżki ponad 4 mld aktywów. A jeśli każdy klon miałby niższe aktywa, nie zapłaci nic. Gdyby to był jeden bank, musiałby liczyć podatek z całości aktywów pomniejszonych o 4 mld zł tylko raz.

W przypadku kolosów cenę podatków zapłacą jednak ich klienci. W PKO BP do zapłacenia będzie niemal miliard rocznie ! To oznacza albo podwyżki opłat, albo niższe zyski i dywidendy. Podatek obniżający zyski - znamy to już z KGHM, gdzie udziałowcem jest Skarb Państwa. A przecież w PKO BP jest nim również. Podobny trick jak parę lat temu z KGHM (pamiętny podatek od kopalin) robi się teraz  z bankami: po co trzymać akcje i czekać na dywidendę, skoro można sobie wyszarpnąć podatek. A firma? Co tam, może i zdychać.

 

 
1 , 2 , 3
| < Listopad 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Opinie na blogu nie stanowią rekomendacji inwestycyjnej.