Z każdej strony gospodarki - osobiste opinie, nie stanowią rekomendacji do inwestycji

Wpisy z tagiem: CHF

poniedziałek, 06 czerwca 2016
W TVP co jakiś czas mam wstrząsającą lekcję finansów a la partia rządząca. Dowiaduję się więc, że 15zł abonamentu RTV od licznika energii to dużo mniej niż obecnie. Odpowiem: dużo mniej jak ktoś patrzy tylko na kartkę papieru z liczbami 22,7 i 15. Gorzej, jak uświadomić sobie, że połowa gospodarstw abonamentu nie płaci wcale, a nie jedno posiada licznik prądu w garażu, na działce i w mieszkaniu.

Co raz też TVP przekonuje, że kredyty walutowe są niesprawiedliwe, o ile nie oszukańcze. Niedawno informowała o jednostkowym wyroku sądu w tej sprawie. A dziś Rzecznik Finansowy (?ale nazwa?) twierdzi, że "Art. 69 ust. 1 ustawy - Prawo bankowe, w zakresie w jakim określa spoczywający na kredytobiorcy obowiązek zwrotu otrzymanej kwoty kredytu, stanowi normę bezwzględnie wiążącą . To wyklucza możliwość waloryzowania (indeksowania) tej kwoty kapitału w odniesieniu do innych mierników wartości np. waluty obcej. " i w tym fragmencie stawia krechę na kredytach frankowych. Dużo dłuższa i bardziej szczegółowa jest wypowiedź na stronie Polskiego Radia. Choć mam duże wątpliwości co do słuszności oceny Rzecznika, to w takich szczegółach, jak spread, ma rację. Tyle, że TVP pokazuje tylko jedną stronę tej wypowiedzi i ocenę, wieszcząc triumf pokrzywdzonych. Dlaczego? Nie wątpię, że to robienie atmosfery pod ustawę prezydencką i nagonka na banki. To się może bardzo źle skończyć, bo jak rozbudza się oczekiwania, to emocje biorą górę nad rozsądkiem. A rozsądek nakazywałby szukać równowagi i nie pogarszać sytuacji państwa.

Ciekaw jestem co usłyszymy jutro, czy będzie to przewalutowanie miliardów franków na koszt państwa, czy coś bardziej wyważonego.

poniedziałek, 15 lutego 2016

Wśród kredytobiorców-frankowiczów istnieją podzielone zdania co do tego, czy banki obłowiły się na wzroście kursu franka. Najlepszym wyrazem tego jest zamieszanie wokół banku Millennium, który franków fizycznie nie miał. Korzystał za to z transakcji CIRS, by udzielać kredytów ze stopą LIBOR. Jak to się działo?

Aby się temu przyjrzeć, zacznijmy od podstawowych mechanizmów bankowości. Bank przyjmuje od klientów depozyty. W zamian za nie wypłaca odsetki. Stara się przy tym, by odsetki te były niższe niż stopa procentowa, jaką banki wykorzystują we wzajemnych rozliczeniach pożyczek (czyli WIBOR). Przyjmijmy więc, że klient dokonujący depozytu otrzymuje średnio odsetki o wartości procentowej: WIBOR-X. Środki zdeponowane przez klientów bank może pożyczyć innemu bankowi na rynku międzybankowym po stawce WIBOR. Odejmując więc koszt depozytu od przychodu z tej transakcji mamy:

WIBOR - (WIBOR - X ) = X

X jest tu więc wartością różnicy względem stopy rynkowej, czyli jest to zysk odsetkowy banku na depozycie. Na razie jednak nie doszliśmy do udzielenia kredytu. Wyobraźmy więc sobie, że bank udziela kredytu innemu klientowi. Koszt kredytu długoterminowego przedstawia jako procent: WIBOR + Y, gdzie Y to marża. Kapitał na kredyt bank może pozyskać z rynku międzybankowego, płacąc za niego wartość WIBOR odsetek. Jego zysk z kredytu wyniesie więc:

(WIBOR - Y) - WIBOR = Y

Oczywiście najlepiej, by bank zarówno przyjmował depozyty i dawał kredyty, bo zarobi X+Y. Ale w tym wyniku X to zysk z depozytu, a Y z kredytu. Suma to wynik banku, jednak nie można utożsamiać jej tylko z kredytem. Pamiętajmy, że obie wartości są procentowe.

OK, ale miało być o kredytach we frankach, a dotąd opowiadałem o kredytach złotowych. Otóż część banków wykonywała operacje CIRS (Currency Interest Rate Swap): to znaczy umawiały się z bankiem zagranicznym, że w zamian za depozyt PLN (stawka WIBOR) uzyska na jakiś czas zamiennie depozyt CHF (LIBOR) o wartości przeliczonej po kursach zbliżonych do aktualnych. Taka transakcja niesie za sobą pewne dodatkowe opłaty, ale nie chcę wchodzić w szczegóły, które zaciemnią obraz kredytu. Dość na tym, że na rynku międzybankowym bank polski wymienia depozyt po stawce WIBOR i sam zobowiązuje się płacić stawkę LIBOR za depozyt otrzymany zamiennie. Po upływie umówionego czasu banki z powrotem wymieniają się pierwotnymi depozytami. W ten sposób bank w Polsce uzyskał kapitał w CHF, który pożyczył klientowi w Polsce. Klient płaci odsetki LIBOR+Y, gdzie Y to marża. Dla banku w Polsce LIBOR jest kosztem transakcji CIRS, więc jego zysk to:

(LIBOR + Y) - LIBOR = Y

W ten sposób bankowi w Polsce udaje się udzielić kredytu na CHF. Warto zauważyć, że zysk banku nie zależy od wartości WIBOR ani LIBOR - czyli nie zależy od tego, kto ile komu płaci w ramach transakcji CIRS. Transakcja ta stanowi dla banku dopełnienie transakcji z klientami i uwalnia go od ryzyka zmiany stóp procentowych. Nawet gdyby WIBOR był równy LIBOR, choć obecnie to fantastyczne założenie, bank wypracuje zysk!

Bank zagraniczny, który uzyskał depozyt PLN, zabezpiecza swoje transakcje i również neutralizuje swoje ryzyka. Rolą banków nie jest bowiem spekulacja, tylko zarabianie przy unikaniu ryzyka.

Ale co z frankami i ich wzrostem? Jako inwestycja franki znajdowały wielu chętnych do kupna w okresie kryzysu. Mogły być to osoby prywatne, fundusze, instytucje. Kupujący poprawnie przewidzieli wzrost notowań, ale kiedyś będą chcieli je sprzedawać, by zrealizować zysk. Dotąd jednak ceny rosły, a w tym czasie kredytobiorcy ponieśli dodatkowy koszt kupując franki - tracili. Jednak gdy kupujących zabraknie, kurs może runąć.

Czy bank udzielający kredytu zyskał na wzroście kursu CHFPLN ? Jak dotąd mogłoby się wydawać, że nie, ale... Uważny czytelnik dostrzeże taką możliwość. Wyliczyliśmy, że bank zarabia na kredycie marżę Y w procentach. Są to procenty od kwoty kredytu w CHF! Przykładowo, niech będzie to 1000 CHF rocznie na kredycie o wartości 100 000 CHF. A to oznacza, że bank w Polsce zarobi więcej, gdy notowania CHF wzrosną, a mniej w dniach spadku CHF. Czyli jeśli notowania wzrosły o 50%, o tyle zysk z marzy w PLN rośnie. Widać też, że ten zysk banku to jedynie niewielki odsetek kredytu, bo marża, płacona nawet przez 30 lat będzie stanowiła ułamek kredytu. Z każdą ratą klient spłaca kapitał i kwota marży od pozostałej części spada. Bank więc odniósł korzyść z wysokiego kursu, ale nie aż taką, o jaką jest posądzany. Dodajmy, że wysoki kurs powoduje, że kredytowana nieruchomość nie spełnia dobrze roli zabezpieczenia i wiele kredytów jest zagrożonych spłatą. Wzrost rat kredytu sprawia, że niektórzy klienci nie spłacają go i bank ponosi straty. Wzrost kursu ma więc dwa oblicza i dlatego wiele banków wolałoby, by następował o wiele wolniej albo wcale. Spadek notowań CHF może zostać powitany z ulgą przez wszystkich: klientów i polskie banki.

Jakie tempo wydaje się naturalne dla wzrostów cen walut? Jeśli w naszym kraju byłaby inflacja, a w Szwajcarii nie, to naturalny byłby wzrost franka w tempie inflacji. Stąd wysuwa się wniosek, że kredyt w walucie obcej nie przyniesie zysku, gdy zarabia się w walucie słabej. Jednak ostatnie lata pokazują, że na franku doszło do spekulacji, której w latach poprzednich nie zauważaliśmy. Znam osoby, które brały kredyt we franku ok. roku 2002/2003 i spłaciły go wcześniej, po paru latach, bo złotówka się umacniała i rosły płace. Te osoby, zadowolone z kredytu, często brały go ponownie i zawiodły się straszliwie. W sytuacji gwałtownych wzrostów nie przewalutowały kredytu na złote, obawiając się rat z odsetkami ponad WIBOR i wierząc, że sytuacja się ponownie zmieni.

Mechanizmy, które przedstawiłem, jasno dowodzą, że prezydencki projekt ustawy dot. kredytów w CHF uderzy w banki w Polsce, gdyż zmusi je do przewalutowania pozostałej kwoty kredytu z wielką stratą na kursie. Czy nic się więc nie da zrobić dla frankowiczów? Można i należy ukrócić praktyki w bankach dowolnego wyznaczania kursów spłat (spread) oraz ubezpieczeń do kredytu. Można zażądać odszkodowania za wypłatę kredytu po niekorzystnym kursie. Można próbować skalpować banki z marży: zamiast przeliczaną po obecnym kursie mogłaby to być marża przeliczona po kursie umownym. Dotyczy to szczególnie kredytów z ubezpieczeniem: to ono, a nie kurs, ma bankowi rekompensować ryzyko.

Między bajki jednak wkładam wszelkie wynurzenia o czerpaniu wielkich zysków z powodu wzrostu kwoty zadłużenia po przeliczeniu na PLN. Nieprawdziwe są też próby wykazania, że zysk banku na kredycie CHF odpowiada stopie WIBOR i waluta kredytu jest obojętna.

Tagi: CHF
23:07, cyfrowyja , Makro i polityka
Link Komentarze (5) »
piątek, 07 sierpnia 2015
Cały system może paść jak domino przez złe prawo i socjalizm.

Zyski z banków z poprzednich 10 lat zostały dawno przejedzone. Dopłaty do kredytów we frankach rzędu 90% zabiją z miejsca 2-3 duże banki, bo koszty pochłoną szybko kapitały własne. BFG nie ma środków, by zabezpieczyć depozyty w tych bankach, więc też padnie. Jeśli ktoś wierzy, że BFG jest w stanie wypłacić każdą kwotę, to brak mu wyobraźni. Już teraz BFG nadgryzają padające jak muchy SKOKi (wypowiedź o stanie SKOK min. Szczurka traktuję b. poważnie).

A to nie musi być koniec. Panika zbliżona do cypryjskiej może położyć kolejne banki. Dodajmy do tego straty OFE (mają akcje banków) oraz skarbu państwa (luki w podatkach). Republika bananowa będzie do zaorania.

SLD = komuna atakuje! A klaszcze jej tłum ludzi, którzy nie mają zielonego pojęcia o bankowości. Chcieliby sprawiedliwości.. tylko że wszyscy za nią zapłacą.

Linia obrony jest cienka: sprzeciw Senatu, prezydenta (wątpliwy; sami ekonomiczni słabeusze); pozostaje gwałtowny wzrost kosztu pieniądza, gdy program ruszy - wysoki WIBOR może odstraszać, ale... to znaczy, że znowu złotówkowi kredytobiorcy dostaną po tyłku. Jakąś ulgą byłoby rozłożenie strat banków na lata kredytu, ale nie przesądza to o uratowaniu systemu. Podobnie jak z lasami państwowymi, wystarczy noc cudów, by pogrążyć 38 mln. osób. I jak tu dziwić się emigracji!

piątek, 30 stycznia 2015
Z niedawnego spotkania ZBP z bankami - sposób na zatrzymanie wzrostu rat:
Wydłużenie na wniosek klienta okresu spłaty lub okresowe zawieszenie spłaty raty kapitałowej, tak, aby jej poziom nie był wyższy lub był niewiele wyższy niż przed uwolnieniem kursu. Wnioski te mogłyby być składane wyłącznie przez kredytobiorców zamieszkujących kredytowaną nieruchomość. Ten sam ZBP tak opisuje typowego kredytobiorcę CHF:
wiek 34-39 lat
kredyt na 30 lat lub więcej

Teraz dodajmy: 39 lat + 30 lat + dodatkowe lata na spłatę - lata spłaty dotąd...
Daje to spłatę do emerytury, a może i dłużej, o ile dana osoba dożyje. Czyli praktycznie oznacza to dziedziczenie kredytu przez dzieci. Dzieci, które mogą wyjechać w świat, bo płace dalej mamy niskie. Nie sądzę, by wszystkie dzieci-spadkobiercy były zainteresowane spłatą długu, mając na głowie swoją karierę i rodzinę, a to tylko wzmocni obecny już trend spadkowy na rynku nieruchomości. Świetna rada, wujku!

Obserwuję też działania dotyczące wprowadzenia hipoteki odwróconej. Szykuje się kolejna pokusa finansowa, która sprawi, że wiele osób zadłuży się na koniec swego życia. HO "uwolni" środki zamrożone w nieruchomości, co spowoduje wzrost zadłużenia nieruchomości ogółem.

Sidła kredytu mieszkaniowego stają się coraz groźniejsze.

sobota, 24 stycznia 2015
Banki polskie zaniepokoiły się wyraźnie sytuacją: wiele z nich zdecydowało się uwzględnić ujemny LIBOR CHF kosztem własnej marży. Ponadto obniżają spread walutowy kursów wykorzystywanych przy spłacie.

Co to oznacza w praktyce: oszczędność na racie z tytułu LIBOR - rzędu 0,8%. Z tytułu kursu: 1-2% w zależności od banku. Razem, powiedzmy, 2.5% mniej. Kurs franka wzrósł do PLN przez miesiąc 19%. Jednak inicjatywa banków wymaga docenienia - w 2011 r. działania były o wiele skromniejsze, o ile były.

Jak wspomniałem wcześniej, uważam, że za obecną sytuację powinien częściowo odpowiadać SNB jako bank, który zwiódł rynek swoją komunikacją i doprowadził do wielkiego szoku walutowego. Nie bez winy też były same banki, które nieprofesjonalnie informowały o ryzyku walutowym. Wyglądało to często tak: "Ma Pan do wyboru ratę w CHF lub PLN. Rata w CHF zależy od kursu. Aby zrównała się z ratą w PLN, kurs musiałby wynosić.. 3, 20 zł". Następowała rozmowa, że to bardzo mało prawdopodobne i bardziej prawdopodobny jest wzrost kursu do 2,40 zł. I właściwie to wszystko prawdziwe informacje, tylko że... PRAWDOPODOBIEŃSTWO ZDARZENIA ROŚNIE W CZASIE, ZAŚ PRAWDOPODOBIEŃSTWA WAHAŃ GIEŁDOWYCH JEST WIELOKROTNIE WYŻSZE NIŻ ZDARZEŃ NATURALNYCH. Gdyby w naturze występowały zdarzenia o tej sile co na giełdzie, to mielibyśmy co 7 lat wybuch wulkanu rujnujący całe kraje. A kredyt jest na 25 lat! Doradcy bankowi dla mas i ajenci sprzedając kredyty, jakich nie brakowało w 2008 roku, mieli o tym nikłe pojęcie. Bankom nie zależało na ich edukacji, a tylko na sprzedaży kredytów.

Pojawiają się też opinie i publikacje wskazujące argumenty w obronie frankowiczów zupełnie od czapy. Najbardziej denerwujące są te, które dotyczą rozdawania pieniędzy (np. przewalutowania poniżej ceny rynkowej), aby uniknąć obniżenia poziomu konsumpcji prywatnej. Drodzy czytelnicy, w ten sposób to każdemu można by dać pieniądze na rozwój konsumpcji, tylko że to oznacza automatycznie inflację. Gospodarka wymaga balansowania między wydatkami i wpływami; fala kredytów po roku 2004 doprowadziła do wzrostu cen i inflacji, gdyby nie to, złotówka byłaby w lepszej kondycji w kolejnych latach. W sprytniejszą polemikę wchodzą dziennikarze. Np. pan Warzecha dla wp.pl podaje porównanie do samochodu z niepewnymi częściami. Tylko że zapomina, że cały ruch drogowy jest obarczony ryzykiem, że są ubezpieczenia, i że nikt nie żałuje osób, które podejmują nadmierne ryzyko, albo nie ubezpieczają się. Krótko się rozprawię z innymi argumentami:
1. "Cwaniaczki chciały zarobić, to teraz mają" - znałem osobiście parę osób, które mocno pyszałkowato obnosiły się ze swoją inwestycją i super kredytem. Mimo to nie używam słowa cwaniak, bo co to za cwaniak, co ma kłopoty? Tu nikt nad nikim się nie pastwi ani nie napuszcza; to kwestia ponoszenia odpowiedzialności za swoje wybory. Czasem bolesnej.
2. "frankowi kredytobiorcy to w większości ludzie majętni, im się krzywda nie dzieje" Nikt tak nie twierdzi, że to tylko majętni, ale że są relatywnie bogatsi od wielu osób naprawdę wymagających pomocy. Wielu z nich zwiększyło dochody, bo to również grupa inteligentna, pracująca.
3. "Bank nie jest kasynem" Niby nie, ale jednak to banki są przedsionkami biur maklerskich i rynków walutowych, a tu wygrana dla niewtajemniczonych wydaje się podobną do kasyna. Ryzyko kursowe, na ślepo, na długi termin to igranie z losem. I to było wiadomo. Ludziom tłumaczono, czym jest ryzyko kursowe, choć zgadzam się, że za słabo pokazywano szansę na jego wystąpienie. Uważam, że doradca bankowy nie ma szans na sprawdzenie, co klient rozumie i jak zareaguje na ryzyko. Natomiast doradca powinien odradzić, nawet na piśmie, podejmowanie ryzyka, które dla klienta będzie nadmierne. Tylko że bank za to nie płaci mu... a szkoda. Doradcy profesjonalni jednak taką rolę spełniają.
4. "Państwo jest odpowiedzialne (KNB)." I tak, i nie. Państwo może narzucić czy ograniczyć ofertę banku. Tylko czy to jest korzystne dla klientów? Szukanie złotego środka jest długim procesem, jak pan Warzecha sam zauważa, nie mądrzeje się od razu. Ale uważam, że powinno dalej się udzielać kredytów w walutach obcych, pod warunkiem zdolności kredytowej np. x2 rata i LTV<50%. Gdyby kredyty walutowe były na stałym poziomie, to strumienie walut: pożyczone i zwrócone byłby zbliżone i szoki byłyby mniejsze.
5. To nie manipulacja - były pomysły "by pomagać kredytobiorcom z moich pieniędzy?!". Łatwo znaleźć pomysły PiS i innych, zmierzające do przewalutowania kredytów po jakimś wymyślonym niskim kursie. To się może stać tylko czyimś kosztem. I ten ktoś się upomni.
6. "Dlaczego im miałoby być lżej, skoro zarobili na swoich kredytach, a mnie z moim nikt nie pomagał?". Na każdym kredycie zarabia tylko i wyłącznie bank. Nieprawda. Bank stara się zarobić w każdych okolicznościach - minimalizuje ryzyko. Ale przypomnę, że ok. roku 2001 można było brać kredyty w CHF, frank po pewnym czasie spadał, zaś wartość nieruchomości po 2004 r. rosła. Osoby, które tak postąpiły, czuły się "zarobione" i niektóre z nich wzięły kolejny kredyt. Kredytobiorcy w PLN mogą czuć się źle traktowani: nie podjęli ryzyka kursowego, płacili więcej, by spać spokojniej, a teraz okazuje się, że nie mieli się czego bać!
7. Państwo powinno pomagać kredytobiorcom w potrzebie. Komuno wróć! w czystej formie. To znaczy tyle: nie musisz być odpowiedzialny, państwo myśli za ciebie, a ty bimbaj. Państwo powinno przeciwdziałać szokom rynkowym, powinno dawać edukację ekonomiczną, a nie finansować kredyty. Zgadzam się jednak, że rozwiązania systemowe są potrzebne.

To teraz moje porównanie: frankowicz jest jak osoba kupująca auto sprowadzone z zagranicy po trzecim właścicielu. Zaoszczędzi na początek, ale jeśli liczy na to, że bez ubezpieczenia i nakładów przejedzie kolejne 100 000 km to troszkę może się przeliczyć. I nie jest to kwestia wyłącznie winy autokomisu.

 
1 , 2 , 3
| < Czerwiec 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  
Opinie na blogu nie stanowią rekomendacji inwestycyjnej.