Z każdej strony gospodarki - osobiste opinie, nie stanowią rekomendacji do inwestycji

Domowy budżet

czwartek, 01 czerwca 2017
Pomysły na prezenty, które nie będą kolejnymi zabawkami leżącymi na półce:

1. Książki, które lubią czytać - historie z Martynką zwierzakami, rycerzami, ale nie kolejne bajki Grimm! Znajdź ciekawą i rozwijająca lekturę dla dziecka. Może niech dotyczy hobby, pasji? Starsze dzieci czytają tak mało, warto zainwestować w ten nawyk. Do tego książka może przydać się kolejnemu dziecku w rodzinie. Polecam szczególnie czytnik elektroniczny książek

2. Gry planszowe, puzle - Wilk i Owce, Farmer, układanki-łamigłówki - jest tego sporo. Co prawda zajmą miejsce na półce, ale są rozwijające i socjalizujące, ze warte rozważenia. Jeśli się nie zdekompletują, mogą trafić do kolejnego dziecka, jeśli się zużyją - trafią do kosza.

3. Wyjście do kina/teatru/parku rozrywki/na lody - mile spędzony czas we wspólnym gronie integruje rodzinę i dla zagonionych osób jest wydarzeniem rzadkim. Tym bardziej może być to świąteczne wydarzenie. Parki oferujące różny sposób na "wyszalenie się" to alternatywa dla marketowych bawialni, pełnych hałasu. Można tez rozważyć Zoo.

4. Zabawki kreatywne: nawlekanie paciorków, konstrukcje. materiały plastyczne - te zabawki długo nie poleżą, a angażują dziecko na wiele godzin, rozwijając cierpliwość, zdolności manualne i plastyczne.

5. Ogrodowy plac zabaw - masz ogródek? Może przydałaby się huśtawka, piaskownica albo domek?

sobota, 11 lutego 2017
To ten czas, gdy rozliczamy podatki roczne i tradycyjnie podjąć decyzję o 1% podatku - zanim rząd zmieni zasady i uzna, że wie lepiej, kogo wesprzeć.

W tym roku premier Beata Szydło ogłosiła eliminację biedy dzieci, co sugeruje, że charytatywność w tej grupie już nie jest konieczna. Zapewne otrzymujecie mimo to czasem prośby o wsparcie dla chorych dzieci od znajomych. Trudno w takiej sytuacji odmówić, gdyż koszty leczenia są zwykle porażające. Pozostaje mieć nadzieję, że będą to przypadki coraz rzadsze. Jeśli jednak takich chorych nie macie lub chcecie nieco zdywersyfikować darowizny (np. rozliczacie kilka podatków), to mam także propozycję. Chciałbym w tym roku wesprzeć Fundację Nowoczesna Polska, która finansuje projekt Wolne Lektury. Dzięki temu projektowi udostępniono już w domenie publicznej cyfrowo 4400 utworów! Są to zwykle klasyki, ale nie brakuje rzadkich pozycji, jest literatura dziecięca, pojawiają się audiobooki. Dzięki temu kultura naprawdę ma szansę być powszechna i darmowa. Wierzę, że właśnie takie działania wzbogacają wszystkich, bez względu na region zamieszkania i wiek, sami zresztą popatrzcie. Zebrane pieniądze służą głównie opracowaniu cyfrowemu lektur, popularność zbiórek to też forma głosowania, co zdigitalizować najpierw.

Jest to inicjatywa jak najbardziej potrzebna, bo rządowy projekt "uwolnienia" praw do niektórych książek i wzbogacenia nimi domeny publicznej to jedno wielkie nieporozumienie.

poniedziałek, 07 listopada 2016
Wahałem się, czy pisać o osobistych wydatkach. Część z nich to trywialne, zdawałoby się, wybory. Jednak różne podejście znajomych do tych samych decyzji zachęciło mnie do poruszenia tematu, tym razem w odniesieniu do samochodu.

Spotkałem się z różnymi mitami dot. napraw i czynności obsługowych wokół auta. Jeden z nich to: "za bezpieczeństwo trzeba zapłacić". Jeśli trzeba, to pytanie ile? Wymieniając opony za 40zł nie zauważyłem żadnej różnicy z wymianą za 60zł. Jazda była tak samo bezpieczna, a tańszy warsztat oferował lepszą poczekalnię. To podobne stwierdzenie jak "płaci się za jakość" - wiele razy zapłaciłem więcej za bylejakość. Inny mit: "najlepiej zrobić w ASO". ASO w moim przypadku zawsze było opcją najdroższą,a i czasem potrafiło spartaczyć naprawę. Sporo nauczyły mnie własne błędy w wyborze sposobu rozwiązania problemu naprawy i tym chciałem się podzielić. Wiara, że większe pieniądze są w stanie rozwiązać problem szybko i skutecznie, niemal zawsze się nie sprawdzała.

Naprawy i wymiany w aucie podzieliłem na pewne kategorie.

Najprostsze: czynności kontrolne, wymiana żarówki, filtra powietrza, bezpiecznika, naładowanie akumulatora. Na pewno potrafisz je zrobić. w końcu sprawdzenie poziomu płynów czy ciśnienia powietrza to żadna filozofia. Nieco gimnastyki może wymagać wymiana żarówki czy filtra powietrza, ale wymaga tylko prostych narzędzi i nieco cierpliwości. W internecie znajdziesz na pewno szereg filmów pokazujących te czynności, możesz też obserwować mechanika. Zakup odpowiednich zamienników ułatwi Ci każdy sprzedawca w sklepie z częściami. Oszczędność to nie tylko kilka złotych na częściach, ale i czas (nie czekasz na nikogo!) oraz koszt pracy. Do tego dochodzi satysfakcja z własnych umiejętności. Po każdej wymianie możesz zrelaksować się z piwkiem (bezalkoholowym). Szybko przekonasz się, że żądania niektórych warsztatów, np. 50zł za wymianę bezpiecznika, to zdecydowana przesada. A ładowanie akumulatora, dlaczego je wymieniłem wyżej? No cóż, wcześniej czy później każdy akumulator dokonuje żywota, i warto na ten moment się przygotować. Kable ładowania mogą przydać się, by odpalić silnik łącząc go z autem (przygodnego) znajomego, a ładowarka akumulatora przyda się, gdy przypadkiem rozładujemy akumulator, zostawiając choćby światła. Kilka prostych kluczy też się przydaje.

Wymiany okresowe: oleju, filtrów, płynów, opon itp. Według zaleceń instrukcji co jakiś czas, zwykle jest to ok. roku, trzeba pewne materiały wymienić. To nic złożonego i nie ma sensu jechać do ASO w większości przypadków. Prawi każdy warsztat to potrafi, co więcej możesz użyć materiałów, które sam uznasz za najlepsze i sam kupisz. Oszczędności z tego tytułu zwykle są niewielkie, ale warto sprawdzić, czy warsztat nie naciąga nas. Spytaj, jaki olej, płyn chłodniczy, albo filtr, wkłada. Sprawdż jego cenę: oleje często są w promocjach nawet w markecie, filtry oferuje wiele sklepów. Znajdziesz, gdzie są tanie materiały i tani warsztat - skorzystasz wiele razy i oszczędności się skumulują.

Wymiany okresowe części: rozrząd, klocki itp. Również części ulegają zużyciu i tu trzeba nieco pilnować i przebiegu, i stanu auta. Przy wymianie opon łatwo można ocenić stan tarcz i klocków, zaś rozrząd wymienia się po określonych przebiegach lub okresie - sporo zależy od konstrukcji auta. Dlatego zapisuję czas każdej wymiany, prowadząc swoją "książkę" serwisową. W kwestii kosztu wymian jest spory rozjazd. Mam nieszczęście posiadać auto z paskiem rozrządu, co oznacza spory wydatek co kilka lat. Cena z warsztatów wahała się od 700 do 1100 zł. I szczerze mówiąc - nie miała związku z jakością. Aby ocenić, ile można zaoszczędzić zorientowałem się w cenach zestawów rozrządu dla swojego auta w internecie, szukając polecanych marek części. Koszt samej robocizny wahał się znacznie: od 300 do ok 500zł. Wydawało się, że rozsądne minimum to ok. 650zł. Wiele warsztatów wykona usługi z części powierzonych, inne oferują je z hurtowni, co jest wygodne. Warto porównać oba warianty: kilka telefonów pozwoliło mi niedawno zaoszczędzić min. 200zł, przy użyciu tych samych części. Ostatecznie zapłaciłem 750zł za wszystko i nie widzę powodu, by zgadzać się na wyższą cenę albo jechać do ASO. Istnieją warsztaty, które specjalizują się w konkretnych wymianach, np. klocków hamulcowych. Ich oferta na pewno będzie lepsza.

Naprawy awarii: mniej lub bardziej uciążliwych. W tym temacie również nie ma jednoznacznej odpowiedzi, gdzie jechać. Warto pogrzebać w internecie i popytać znajomych. Nie warto naprędce dokonywać po drodze naprawy: przekonałem się, że cierpliwość popłaca i usterki wymagają wnikliwego podejścia. Znowu najlepiej wykonać kilka telefonów: jeden warsztat szybko oceni, jak podejść do problemu, inny będzie ściemniać. Nikt nie ma monopolu na wiedzę, również ASO. Przekonałem się o tym, próbując poradzić sobie z unieruchomionym autem rekordowo mroźną zimą. Pierwsza myśl: ASO, może to akumulator, rozrusznik, oni ustalą. ASO spartaczyło jedno i drugie, choć auto ruszyło. Rozrusznik został poprawnie zregenerowany dopiero przez specjalizowany zakład, a akumulator musiałem wkrótce wymienić, w czym najlepszy był pan zajmujący się właśnie wymianą "z dojazdem" za dosłownie parę złotych więcej niż cena producenta. Niestety, brak doświadczenia kosztował mnie trochę.
Innym razem użerałem się z nieszczelnością układu klimatyzacji. W gorące lato warsztat z górskiej miejscowości okazał się siedliskiem oszustów. Potrzeba było dobrego diagnosty, by znaleźć nieszczelność. Znalazł ją, ale warsztat chciał mnie wkręcić w koszty kompletnego remontu za 650zł. Podziękowałem i poszukałem części na allegro. Za 90% wycieku odpowiedzialna była rurka wymieniona za 30zł, reszta układu okazało się mało istotna. I znowu cierpliwość popłacała.
Nie działające wycieraczki są bardzo uciążliwe. Mogłem je wymienić na nowe w ASO, ale zamiast tego wybrałem pochodzące z demontażu,ze szrotu na allegro. Koszt samej wymiany: 50zł - był do uniknięcia, gdybym jesienne popołudnie poświęcił na rozkręcenie podszybia. Kupione wycieraczki okazały się w dobrym stanie, działają jak nowe. W podsumowaniu: zysk względem ASO kilkaset złotych. Poświęcony czas: minimalny.
Kilka podobnych przypadków przekonało mnie, że warto podjąć ryzyko szukając rozwiązania samemu, kupując części zamienne lub używane, grzebiąc po internecie i dzwoniąc po serwisach. Warto też mieć także "swoje", sprawdzone, najlepiej pobliskie serwisy.

Awaria w drodze: ratunku!. Najgorsza możliwa okoliczność: awaria daleko od domu bez możliwości jazdy. Bo jeśli jechać się da, to naprawę usterki lepiej odłożyć. A co jeśli nie da się? Pozostaje zostawić samochód w bezpiecznym miejscu i wrócić do problemu później, albo - mając trochę czasu - szukać pomocy od razu. W jednym przypadku już ratowali mnie miejscowi, radząc warsztat godny zaufania. Przydaje się opcja "assistance" w ubezpieczeniu i w razie czego auto zastępcze, albo choć drugie auto w rodzinie, z którego można skorzystać.

Wypadek drogowy, uszkodzenia są złożone. To przypadek, gdzie ubezpieczenie i ASO przydają się, więc z nich korzystam. Sieć warsztatów ASO jest na tyle gęsta, że niemal wszędzie jest jakiś serwis, który radzi sobie ze złożonymi uszkodzeniami. To jest szczególnie cenne, gdy jesteśmy daleko, a naprawę finansuje ubezpieczyciel.

Tagi: auto
20:53, cyfrowyja , Domowy budżet
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 15 sierpnia 2016
Co jakiś rok-dwa robię porównanie usług telekomunikacyjnych z tymi, jakie oferuje rynek. Doszedłem właśnie do wniosku, że znowu przepłacam, a nawet nie tylko ja, także inni członkowie rodziny. Oczywiście żaden z operatorów nie zaproponował mi tańszego abonamentu, pakietu itd. Po co, skoro grzecznie płaciłem? Takie propozycje robi się nowym klientom, a starzy to - jak w banku! - materiał do wykorzystania, tłumok i frajer.

Co zmieniło się w usługach telefonii? Oto parę przykładów. Starsze osoby ciągle korzystają z telefonów stacjonarnych. Od pewnego czasu i dla nich oferowane są pakiety minut, a nawet nielimitowane rozmowy krajowe do wszystkich sieci. Dwa lata temu Netia wyceniała taki abonament na 60zł. Obecnie operatorzy proponują zastosowanie telefonów mobilnych (na kartę sim) z takim pakietem nawet od 19,99/m-c (Play), a z telefonem w pakiecie (prosta słuchawka MaxCom) już od 25zł. Rocznie całkiem fajna oszczędność!

Dla dzieci, które dopiero wchodzą w świat komórek, dobrą ofertą może okazać się karty Virgin Mobile. Telefon na kartę, która po doładowaniu działa cały rok, w pakiecie #Freemium, daje pierwsze 30 minut rozmów i 30 SMS za darmo. Dawniej tego nie było. Dalsze doładowania nie muszą być kosztowne, bo bez limitów można dzwonić za 29zł w ofercie #BezLimitu, albo za 5zł kupić kolejne 30 minut w pakiecie.

Takie oferty ma też wielu innych operatorów, mniej lub bardziej korzystnych. Osobiście jestem zwolennikiem telefonów na kartę do celów prywatnych - nie wiążą mnie abonamentem, mam kontrolę kosztów, żadne usługi po cichu nie nabiją mi rachunku do niebotycznych kwot. Dlatego z zainteresowaniem patrzę na oferty np. nju mobile na kartę, która jest tańsza od mojej obecnej.

Coraz częściej oferowane są też usługi zintegrowane, czyli dodatkowo telewizja albo internet. Ja nie lubię łączyć ofert, gdyż zmiana operatora staje się wyjątkowo trudna. Korzystam z internetu szerokopasmowego, którego jakość niestety pozostawia do życzenia - i dlatego za jakiś czas go zmienię. Właśnie jakość, a nie prędkość, stają się ważniejszym czynnikiem w decyzji o zakupie internetu.

Dla przedsiębiorców na pewno interesujące są jednak abonamenty i nie wątpię, że tu zmiana operatora jest trudniejszą decyzją. Jednak warto o niej pomyśleć, choćby po to, by mieć argument w negocjacjach cenowych. Bo niewierność (operatorowi) popłaca.

niedziela, 22 lutego 2015
Jeśli dobrze się przyjrzeć to idea działań wyprzedzających w celu zbudowania oszczędności jest powszechna, częsta.

Typowym przykładem jest kupowanie "na zapas" produktów na promocjach cenowych. Spodziewamy się, że wkrótce będziemy potrzebować danego produktu (choćby mąki, cukru, czy oleju) i korzystamy z obniżki ceny, by zwiększyć domowe zapasy. Oczywiście nie ma sensu gromadzenia zapasu produktów skłaniających do szybkiej konsumpcji (alkohol, czekolada) czy w ilościach większych niż konsumpcja do okresu ważności. Część produktów nie ma jednak daty końca przydatności, np. węgiel. Jeden ze znajomych pochwalił mi się, że kupił zapas na 5 lat tego surowca. Miał go gdzie składować. Ceny poszły w górę w tym czasie, co przy naszych górnikach nie jest trudne. Osiągnął oczywistą oszczędność na ogrzewaniu. Skoro można się przygotować na zimę (nawet na następną - najlepsze promocje na zimowe produkty są w końcu zimy) to także na inne zdarzenia.

Możemy więc uzyskać poważne oszczędności przygotowując się na przyszłe wydarzenia czy przewidując je. Np. jeśli przewidujemy udział w balu sylwestrowym, już wcześniej możemy przygotować odpowiedni strój, co pozwoli nie tylko uniknąć złych decyzji w ostatniej chwili, ale i znaleźć korzystną, tańszą ofertę. W przeciwnym razie dokonujemy zakupów w ostatniej chwili, w pierwszym lepszym miejscu, i będąc pod psychologiczną presją braku czasu wydajemy zwykle znacznie więcej. Inny typowy przykład to wymiana rozrządu w aucie. Przewidujemy koniec jego żywotności i możliwą awarię - w celu zapobieżenia takiemu wydatkowi wykonujemy wymianę przed czasem, wybierając dogodny warsztat. Jest to powszechne zachowanie, więc niewiele takich awarii ma miejsce, prawdopodobnie kierowcy są wręcz zbyt ostrożni w tej materii. Na podobnej zasadzie można zaplanować np. wymiany klocków hamulcowych, tarcz, płynów w aucie - wystarczy wpis w kalendarz, względnie wczesna kontrola pozwalająca zaplanować taki wydatek. Nie czekać do ostatniej chwili, aż wszystko będzie się sypać, a awaria gonić awarię - lepiej przeciwdziałać: porównać oferty, wybrać najlepszą. To mniej kosztuje. Wpisuję w kalendarz np. "kupić olej" i z parotygodniowym wyprzedzeniem rozglądam się za promocją.

Wcześniejsze planowanie zakupów, wyprzedzające zachowanie w tej materii umożliwia nie tylko oszczędności, ale i lepsze zaplanowanie własnego budżetu, na zasadzie: wiesz, ile wydasz - wiesz, ile musisz odłożyć. To duży krok naprzód względem pokutującego podejścia "jakoś to będzie". Gdy nawet planowane wydatki zaczynają przewyższać dochody - to znak, że może należy przemyśleć własną konsumpcję i z czegoś zrezygnować, dopóki dochody nie poprawią się. Ale cięcia wydatków to temat-rzeka na inny raz.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12
Opinie na blogu nie stanowią rekomendacji inwestycyjnej.