Z każdej strony gospodarki - osobiste opinie, nie stanowią rekomendacji do inwestycji

Makro i polityka

sobota, 23 września 2017

Mija ponad pół roku 2017, TVP i inne media przychylne PiS od miesięcy opowiadają o sukcesie gospodarczym rządu, który polega na wzroście ściągalności VAT poprzez uszczelnienie systemu. Powtarzane jest hasło "wystarczy nie kraść" i wskazywana nadwyżka w budżecie. A jak to się ma do faktów?

Względem 2016 wzrosły płace - ok. 6.6% r/r w lipcu. Przyczynia się do tego nie tylko rynek pracownika, ale i rekordowy wzrost płacy minimalnej o 8% i zdecydowany nacisk na umowy godzinowe o pracę - faktyczne 13 zł za godzinę, do tego spada bezrobocie o ok. 1.4 pp. Mamy też program 500+ wpompowujący w tym okresie ok. 6 mld zł więcej r/r. Nic więc dziwnego, że rośnie też konsumpcja: sprzedaż detaliczna liczona w cenach bieżących rośnie ok. 8%, a VAT ok. 7,9% - czyli niemal proporcjonalnie. Jeśli nastąpiło tu jakieś uszczelnienie, to są to kwoty ginące w skali konsumpcji, której przyczyną są zmiany na rynku pracy i jego uszczelnienie. I to jest sukces rządu, a telewizyjne hasła to głównie propaganda.

Przypływ gotówki jest konsumowany, a budżet na tym korzysta i to w wielonasób: rośnie wpływ z PIT, składki ZUS (przedsiębiorców także - od płacy minimalnej), no i VAT. Stąd dobre wyniki budżetu. Ale jest druga strona medalu. W płacach w budżetówce będzie konieczna podwyżka, rośnie koszt pracy, a do tego pobudzono inflację. Na inflację wpływ ma nie tylko fakt, że więcej jesteśmy skłonni wydać, ale też koszty pracy. Praca zdrożała szczególnie tam, gdzie była najtańsza: w restauracjach, barach, kinach, ochronie mienia, sklepach - tam, gdzie płacono słabo. Wyjaśnię to na przykładzie firmy Gwarant.

Spółka Gwarant zajmuje się ochroną mienia (sklepy, budowy, stacje, osiedla itp.) i jest zależna od Impela. Dotąd generowała dla niego zyski. W tym roku w spółce głównie na skutek zmian cen pracy koszty wynagrodzeń wzrosły o około 24%. Płacili pracownikom słabo, teraz płacą przepisowo. Oznacza to też, że wcześniej generowane zyski niemal wyparowały i spółka musi negocjować kontrakty, by przetrwać. Skutkiem jest podwyżka cen usług - adekwatnie do płac. Na taki szok cenowy klienci nie zawsze chcą przystać i czasami rezygnują. To z kolej powoduje zahamowanie przychodu i spadek zapotrzebowania na pracę. W konsekwencji klienci są zmuszeni zapłacić wyższe ceny lub ograniczyć konsumowanie usług. Wzrost cen przełoży się na koszty klientów generując za jakiś czas inflację. Póki co topnieją zyski i to boli małe i średnie firmy. Podsumowując, rynek pracy wyciąga z nich pieniądze, co grozi nie tylko inflacją, ale również ograniczeniem przychodów i zysków firm. Budżet państwa odczuje te problemy z opóźnieniem, gdy wzrosną koszty obsługi długu, koszty pracy w budżetówce i ceny usług kupowanych przez państwo.

W 2018 roku znowu wzrośnie płaca minimalna (5%) i utrzyma się presja płacowa; nie będzie to jednak tak duży impuls jak w roku bieżącym. Warto dodać tu tło demograficzne: mamy rynek pracownika, mniej osób zaczyna pracę niż ją kończy. Liczba urodzeń rośnie o ok. 15 tys., ale rośnie też liczba zgonów, przyrost jest bliski zera. Ciężko będzie utrzymać taką dynamikę urodzeń, bo średnia wieku rośnie i przekroczyła 40 lat. Dlatego oceniam, ze nie ma wielkich szans na powtórzenie sukcesów połowy roku 2017, a zwiększa się liczba zagrożeń. Pojawi się tez efekt wysokiej bazy, trudno będzie o równie wysoką dynamikę. Stąd powstaje obawa, że nadwyżka budżetu zniknie jak sen, zaś inflacja albo jest zaniżona, albo pojawi się wkrótce.

poniedziałek, 15 maja 2017
Niedawno na blogu Trystero wszedłem w dyskusję na ww. temat. Mój dyskutant uważał, że ZUS, jak i obligacje państwowe, chronią przed inflacją - a inne produkty nie, gdyż warunki wpisane w umowę (w ZUS: rewaloryzacji emerytur) to zapewniają.

Jako przykład wytypowany został okres 2005-2015. Sprawdziłem dane: 10 lat, do początku 2015 roku, dało inflację łącznie około 27%, oficjalnie. W tym czasie emerytura w ZUS została zrewaloryzowana w zależności od jej wysokości. Dla średniej emerytury z roku 2005 było to około 49% jak policzyłem na piechotę, opierając się o wykaz podwyżek, który nie był jednak przejrzysty. W tym okresie były waloryzacja kwotowe i to one są przyczyną trudności w liczeniu. Lepiej uposażeni emeryci mieli mniejszą podwyżkę procentowo (nawet poniżej 45%), biedniejsi - większą procentowo.

Niby inflacja została pokonana, ale można by się zastanawiać, na ile oficjalna inflacja oddaje koszyk potrzeb emeryta. Mój, pracownika, na pewno nie, bo ani podwyżka cen mieszkań, ani aut, ani nawet części żywności nie była tak niska. Ponadto poziom inflacji pokonało złoto, atrakcyjniejsze lokaty, znaczna część krajowych funduszy TFI - zobacz mój wpis na ten temat. Mimo że żaden z tych walorów inflacji nie ma wpisanej w warunki zakupu - to jednak ją w tym okresie pokonał. Wyczyn ZUS nie był jakiś niezwykły czy trudny do powtórzenia. Portfel emerytów specjalnie się nie poprawił, choć i nie pogorszył szczególnie w tym czasie.

Jest też druga strona podwyżek emerytur ZUS. Skąd się wzięły pieniądze? Przecież ZUS pieniędzy nie ma, straszy dziurą budżetową. Otóż, jak liczył na szybko Grzegorz Zalewski, podwyżki składek emerytalnych w tym okresie wyniosły ok.94%. Prawie dwukrotny wzrost opłat - to źródło finansowania. Tak ZUS "chroni" przed inflacją, że podwyższa opłaty o wiele szybciej od niej. Chroni nas przed pieniędzmi ;-) ZUS niczego nie inwestuje, chroni jedynie swoją egzystencję i mechanizmy systemu, czyni to kosztem pozostałych Polaków, re-dystrybuując pieniądze.

Właściwie mamy do czynienia z usankcjonowaną piramidą finansową, na którą jest społeczne przyzwolenie (do czasu). To właśnie ZUS, a nie OFE jest bardziej zbliżone konstrukcją do piramid. Odwrotny pogląd wyraża chyba tylko jedna ekonomistka - jest w tym temacie równie ekscentryczna jak w nauczaniu magii była Dolores Umbridge z cyklu o Harrym Potterze. I, nie wiadomo dlaczego, równie sprawnie odwraca kota ogonem.

Powiem więcej: ZUS wraz ze swoją dziurą w sytuacji demograficznej klapy jest proinflacyjny. Rząd chętnie podwyższa płace minimalne, mając świadomość, że wpłynie to na składki ZUS, co nakręca ceny, co znowu powoduje wzrost emerytur. Dzieje się to z pewnym opóźnieniem, więc emeryt jako ostatni w łańcuchu i tak na tym nie zyska, a tracą przedsiębiorcy i oszczędzający. To działa tak jak długo system wytrzyma, w nadziei na odwrócenie trendu demograficznego oraz wzrost gospodarczy, a teraz także w oczekiwaniu na emerytury quasi-kapitałowe.Bo oto już wkrótce kolejne pokolenia mają dostawać emerytury o wiele bardziej zależne od składek. Co jest sprawiedliwe, ale wymaga lat pracy i wpłat tychże składek, a to już u nas nie jest w modzie. Nowe emerytury mogą spowodować szok i sprzeciw, oskarżenia, narzekanie, że nowy system zły. Będzie szereg powodów, by go obalić, choć jest oparty o twarde liczby. Chciałby tego pewnie i prezes Kaczyński, i wiele osób pamiętających socjalizm - ten trend jest mocny.

Jakoś przy tym ucichły głosy na temat zwrotu z inwestycji OFE, który w latach 2012-2016 był słaby. Dziś, dzięki giełdzie, stopa zwrotu OFE za ostatni rok to kilkanaście procent. I teraz głosy krytyki ucichły; może pojawią się obrońcy?

piątek, 17 marca 2017

Lubię czytać książki, ale nie przepadam za nie przepłacać, dlatego często korzystam z promocji, czasem z biblioteki, nie stronię też od starszej wiekiem literatury. Od pewnego czasu zdecydowanie więcej czytam na czytniku elektronicznym - Kindle i polecam go z wielu powodów.

Czytniki mają wiele przewag nad papierową książką. Dzięki podświetleniu umożliwiają komfortowe czytanie w gorszych warunkach, zajmują mniej miejsca niż książka w podróży - i o wiele mniej niż pełna półka książek w domu. Elektroniczne książki nie żółkną, pozostaną dla kolejnego pokolenia, są wygodne w dostępie, często tańsze, łatwe w przeszukiwaniu, umożliwiają życie wbudowanych słowników. Wadą czytnika pozostaje ograniczona powierzchnia (a wielkość jest istotna np. dla publikacji technicznych), brak koloru (tu cierpią albumy, książki dla dzieci). Czytnik nie zastąpi więc każdej książki - jednak na powieści jest świetny. Polecam wszystkim czytającym, szczególnie Kindle!

Jednolita cena książki to pomysł forsowany przez Polską Izbę Książki i Ministerstwo Kultury. To zawieszenie praw wolnego rynku pod pozorem pomocy najmniejszym księgarniom - a w rzeczywistości mogący im jeszcze bardziej zaszkodzić, bo nie będą mogły konkurować ceną. Sądzę, że w razie wprowadzenia takiego prawa księgarnie internetowe i cyfrowe szybko znajdą rozwiązania poza Polską, by je obejść. Nawiasem mówiąc, podobne pomysły miały różny finał w Europie i poza nią. Czytelnik na tym może stracić, bo wolny rynek nie działa.

Póki co proponuję zapatrzyć sę w czytnik i korzystać z dobrodziejstw kultury, np. jako bezpłatne Wolne Lektury (ale nie tylko szkolne), darmowe Wikiźródła, promocje opisywane w Świat Czytników albo publikacje techniczne Packt Pub. Jest dużo darmowych albo półdarmowych książek wartych czytania. Moim zdaniem kultura może być bardzo tania, gdy staje się powszechna.

Dlaczego więc zgadzać się na jej podrażanie i utrzymywanie stałych cen? Skoro to takie dobre rozwiązanie, to czemu nie chronić sprzedawców kiełbasy, pieczywa, ubrań, aut, mebli i kwiatów? To po prostu nie działa i niszczy rynek, zamiast skorzystać z praw ekonomii tworzy betonowe schrony dla wąskich grup. Nie zgadzajmy się na to.

poniedziałek, 06 lutego 2017
Na Twitterze dyskutowałem z Rafałem Mundrym na temat interesujacego artykułu, jaki napisał odnośnie ściągalności VAT, która pozornie załamała się w grudniu 2016 r. Dyskutowaliśmy także finansowanie programu 500+.

Zdaniem Rafała finansowanie w 2016 r. oparto nie tylko o aukcję LTE, ale również o zysk z NBP z poprzedniego roku (7,8mld zł). To b. ciekawa teoria, gdyż pierwsze pogłoski o zysku NBP pojawiły się niewiele przed rozpoczęciem programu 500+. W tym kontekście podatek bankowy czy handlowy to w 2016 roku była jedynie poduszka finansowa, uzupełnienie planu. I faktycznie, z podatku handlowego nic nie wyszło, a bankowy dał ok. 3,5mld zł, choć apetyt był wcześniej większy, na ok. 5 mld zł.

W tym roku na aukcję LTE nie ma co liczyć, liczono więc głównie na wyższą ściągalność VAT. Zapoznajcie się z artykułem; ściągalność niby rosła i rosła... aż w grudniu zdechła.

Po lekturze jasne wydaje się, że grudniu dokonano sztuczki polegającej na przyspieszeniu zwrotów VAT, który to zwykle był opóźniany i wstrzymywany. Jak wskazuje doradca podatkowy Marcin Wrotniak, przez rok skrócono okres oczekiwania na VAT o niemal miesiąc. O celowym działaniu mówi posłanka Izabela Leszczyna: rząd wie, że rok 2017 będzie trudny. Wniosek to: przyspieszono zwrot VAT, aby w razie potrzeby go znów opóźnić, a skala tego zjawiska wyszła w grudniu. Jak pisze Puls Biznesu, taki mechanizm był już używany. Ile więcej wypłacono? Tu Rafał i ja mamy nieco rozbieżne poglądy. Nie wiadomo dokładnie ile to jest, ja liczę że pi razy drzwi jest to 4-5 mld zł i o tyle zaniżone są dane roczne. Wzrost ściągalności VAT uważam za realny, choć może przesadzony w danych. Sądzę, że w tym roku da nawet ok. 8 mld podatku realnie więcej względem roku 2015.
Zdaniem Rafała do zdecydowanie za duże kwoty: opóźniony VAT w III pierwszych kwartałach to było dodatkowe 550 mln. Zwrot VAT może dać max 1-1,2 mld, mówi mój rozmówca, zaś na wzrost podatku VAT w 2017r. można liczyć 3-4 mld, a 1-2 mld może dołożyć inflacja, oczywiście względem 2016 r.

Zgodni za to jesteśmy co do tego, że znowu NBP wypłaci znaczny zysk, który może ratować program. Mówi się o 10 mld zł w mediach, Rafał uważa, że może być to nawet więcej, 12-14 mld zł. Czyli będzie to główny filar 500+.

Jeśli policzymy jakikolwiek z ww. wariantów wzrostu wpływu VAT, to dojdziemy do wniosku, że bez zysku NBP nie wystarczyłyby na finansowanie 500+, to pewne. Na pozostałe podatki, jak PIT i CIT, specjalnie bym nie liczył, bo wzrost PIT pochodzi też ze wzrostu płac minimalnych, a to nie sam zysk i mleko z miodem, ale i wyższe koszty funkcjonowania państwa. Spore potrzeby będzie miał też ZUS ze względu na skrócenie wieku emerytalnego i program 75+. Obietnice wyborcze sporo kosztują w tym roku.

Ostatnim filarem finansów 500+ jest podatek bankowy i tu zebranie 3.5 mld zł po raz kolejny wydaje się realne. W końcu OC drożeje nie bez powodu, prawda? Zysk firm ubezpieczeniowych przełoży się na podatek bankowy. Może uda się zebrać nawet więcej, liczyłbym na 4 mld.

W wariancie ekstra-optymistycznym wpływy z NBP, VAT, podatku bankowego wystarczą na 500+. Dodatkowe pieniądze może dać opóźnienie zwrotu VAT. Jeśli policzyć tylko wpływy minimalne, bez opóźniania zwrotu VAT, to otrzymamy mniej niż zakładane potrzeby, szacowane na ok. 23 mld zł. Wariant realny to coś "pomiędzy", więc poduszka "opóźnieniowa" może być potrzebna. Ale co dalej? W 2018 roku trudno oszacować, czy NBP coś dorzuci, za to prawdopodobne jest golenie OFE z pieniędzy, rozbiór OFE da 35-40 mld zł. Czyli czekać nas może przejadanie emerytur.

Jakby nie liczyć, jasne jest, że 500+ finansujemy płacąc wyższe opłaty bankowe, OC, ale i poświęcając dodatkowe wpływy, które można by przeznaczyć np. na obniżenie podatków. Gdy ich zabranie, istnieje ryzyko przejedzenia oszczędności emerytów. Obraz programu 500+ w mediach to "walka z biedą", ale druga strona tego medalu to drenowanie naszych kieszeni i ryzyko biedy emerytów.

niedziela, 15 stycznia 2017
Już koniec 2016 roku wskazywał na odbicie inflacji, szczególnie w kategoriach:transport i żywność. Spodziewam się dalszego wzrostu inflacji. Przyczyn jest co najmniej kilka: rosnące stawki OC, których cena odbije się także na transporcie, a to składowa wielu towarów i usług. a przecież OC dalej rośnie, są też szanse na wzrost cen paliw. Podniesiono płacę minimalną aż o 150 zł, ponad 8%, to kwoty 2000 zł. Podniesiono także stawkę godzinową dla umów-zleceń do 13 zł, dodają obostrzenia uniemożliwiające niższe płace. To niebagatelna zmiana. Skutek tych podwyżek już odczuwamy w cenach usług, a wkrótce towarów. Rosną ceny za sprzątanie, ochronę, dozór, płace sprzedawców. Drożeje basen i lodowisko - nawet 10%. Wypatruję już podwyżek w dyskontach. Już sam program 500+ spowodował wyższe oczekiwania pracowników, zmniejszył motywacje, a co będzie teraz? Nie wierzę, by inflacja zatrzymała się poniżej 2%. Dlatego zapewnienia RPP, że stopy procentowe pozostaną nie zmienione w tym roku, wydają mi się nieprofesjonalne. Albo RPP zmieni zdanie, wychodząc na głupków, albo... nic nie zrobi, co doprowadzi do oskubania depozytariuszy i strat banków (nie mogą podwyższać %).

Zwolennicy Dobrej Zmiany z satysfakcją o nowych płacach mówią "niech pracodawcy płacą porządnie, a nie grosze". Tak samo oceniają wpływ programu 500+. Ciekaw jestem, czy równie podobać się im będzie rachunek z basenu czy na zakupach. Sądzę, że chwilę sami zapłacą za te wyższe płace, a realna wartość pieniądza spadnie.

Uważam, że rząd przesadził dyktując aż takie podwyżki płac. Pracodawcy jeszcze latem proponowali płace minimalną 1920 zł, związkowcy 1970 zł. Po co więc przebijać wszystkich? Rząd chciał zyskać na wyższych składkach ZUS, ale chciwość to makro sprawach zły doradca. Nastąpi napędzanie inflacji. Firmy będą chciały kompensować sobie koszty w cenach, mogą też kombinować z ograniczeniem zatrudnienia oraz mniej zapłacą pod stołem, może podniosą oczekiwania wydajności i jakości pracy.

Przyznaję jednak, że uruchomienie inflacji, w sytuacji deflacyjnej, przy jednoczesnym utrzymaniu deficytu w jako takich ryzach jest sprytnym wyczynem. Nawet jeśli za rok inflacja da się we znaki budżetowi, to do tego czasu PKB również powinien wzrosnąć.

Jak bronić się przed inflacją? Hm, można np. zrealizować odkładane zakupy, uprzedzając wzrost cen. Ja już zrezygnowałem z długoterminowych lokat, a także obligacji długoterminowych oraz o stałym oprocentowaniu. Wolę te indeksowane WIBOR-em, który ma większe szanse odzwierciedlić inflację. Wróciłem również z większą śmiałością do akcji. Ponadto kupiłem jednostki funduszu surowcowego, chcąc zabezpieczyć się przed dalszym wzrostem cen paliw. Choć rynek akcyjny już od paru miesięcy daje pozytywne sygnały i rośnie, to sądzę, że to jeszcze nie koniec. Wierzę, że będziemy jeszcze widzieli inflacyjne ożywienie w gospodarce. Mogę się oczywiście mylić, dlatego nie traktujcie tego wpisu jako rekomendacji.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 37
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Opinie na blogu nie stanowią rekomendacji inwestycyjnej.