Z każdej strony gospodarki - osobiste opinie, nie stanowią rekomendacji do inwestycji

Obligacje

sobota, 26 listopada 2016

Od pewnego czasu wspominam o swoim zainteresowaniu obligacjami. Dziś kilka słów o inwestycji, której... nie będzie. Chodzi o obligacje spółki Braster, planującej podbić rynek badań piersi pod kątem raka. Nowatorski produkt wzbudza dużo emocji i pobudza wyobraźnię. Niestety, nie jest to 100% pewniak.  Mógłbym wymienić wiele powodów, dla których nie kupię Braster-a, szeroko reklamowanego w sieci. Ale wystarczy jeden dobry powód. Oto on:

Braster to młoda spółka, której istnienie zależy od sukcesu produktu, którego jeszcze nie wprowadziła na rynek. Produkt ten może być sukcesem, ale może też przegrać z konkurencją. A to oznacza wysokie ryzyko. Premia za to ryzyko nie jest adekwatna.

Tak wysokie ryzyko w przypadku obligacji nie odpowiada mi. Biorę też pod uwagę okres obligacji i siłę marki, możliwości spółki. Biorę pod uwagę swój portfel - na dodatkowe ryzyko nie ma w nim już miejsca. Biorę pod uwagę inne debiuty na Catalyst, które pomimo nadziei kończyły się zbyt często niepowodzeniem. Wolę spółki z historią, niż bez niej. Takie mam doświadczenie z rynku długu: lepszy dłużnik sprawdzony niż nowy. 

Przy okazji zdradzę zasady, jakie stosuję w budowie portfela obligacji. Dla spółek, które uważam za spółki niskiego ryzyka, przeznaczam do 10% portfela. Dla spółek o średnim ryzyku (a to oznacza ciągle duże firmy o sporym doświadczeniu, zyskowne, ale np. narażone na dekoniunkturę) przeznaczam do 5% portfela. Dla mniejszych spółek o podobnym profilu stosuję ograniczenie do 4%. Dla spółek o podwyższonym ryzyku, ale dającym wciąż nadzieję na spłatę przeznaczam od 1 do 2 % portfela, przy czym wszystkie pozycje tej grupy nie zajmują więcej niż 5%. Zdarzają mi się drobne odstępstwa od tych zasad, ale nigdy nie dotyczące ostatniej grupy. 

niedziela, 08 maja 2016
Chciałbym dziś rozważyć kilku emitentów obligacji, których sytuacja wskazuje na wyższe ryzyko, ale też i cena, i rozwój sytuacji daje nadzieję na premię. Z góry zaznaczam, że nie są to rekomendacje do inwestycji, a jedynie obserwacje, które potwierdzą się lub nie.

Pierwszy z takich emitentów to Getin Noble Bank. Akcje GNB ostatnio odbijają, co wskazuje, że inwestorzy mają nadzieję na rozwiązanie dwóch istotnych kwestii: programu naprawczego, który pozwoli bankowi nie płacić nowego podatku oraz ustawy dot. frankowiczów. Bank nie jest już tak szczodry dla deponentów, lokaty straciły na atrakcyjności w porównaniu do oferty sprzed roku. Rentowności obligacji banku są rzędu 6-8% netto, nowych emisji WIBOR+5%, co wskazuje na wysokie ryzyko. Obserwuję wiadomości dot. GNB - jeśli będą pomyślne, może rozważę inwestycję.

Drugi emitent to Cube.ITG. Spółka podejmuje działania dla poprawy rentowności i zmniejszenia zadłużenia. Odbiły też notowania akcji. rentowność obligacji pozostaje wysoka, zapadają one już za niecały rok.

Ostatni z omawianych emitentów to Fast Finance. Spółka również redukuje zadłużenie, ostatnie wyniki finansowe z 2015r. są przyzwoite, poprawiają się wskaźniki zadłużenia. W tym roku spłaciła obligacje na 9 mln, ale przed nią jeszcze kolejne spłaty dwóch serii na Catalyst. Raport za I kwartał 2016 roku powinien być opublikowany 12 maja 2016 roku - ciekawe, czy trend będzie kontynuowany. Na spółkę pewnie patrzy bank BPS, który refinansował wcześniejsze emisje zapadające w 2011-15r. Akcje FFI gwałtownie spadły w lipcu 2015r., a obecny trend jest delikatnie wzrostowy, daleki jednak od poprzednich poziomów.

Ciekaw jestem co o tych spółkach myślą moi Czytelnicy? Zapraszam do dyskusji.

Tagi: obligacje
14:50, cyfrowyja , Obligacje
Link Komentarze (1) »
sobota, 06 lutego 2016
Ostatnie problemy Catalyst związane z niesolidnością emitentów skłaniają mnie do uchylenia rąbka tajemnicy, jakie kryteria wyboru obligacji stosuję. Na forach natknąłem się na wiele wpisów o wielkich stratach i nietrafionych inwestycjach w obligacje. Jak tego uniknąć?

Zacznę od tego, że kupuję mało i za stosunkowo niewielkie kwoty. Stosuję zasadę: im większe ryzyko, tym mniejsza stawka. Ryzyko na obligacjach jest większe niż na lokatach, więc po prostu mniej się angażuję. Chcę spać spokojnie. Z podobnego powodu kupuję raczej mniej atrakcyjnie oprocentowane papiery niż kuszące odsetkami: ryzyko często jest w cenie od emisji. Dlatego jestem w stanie szybko przeboleć stratę na najbardziej ryzykownej inwestycji jakiej dokonałem: to strata mała, a reszta środków pomaga mi szybko ją odrobić. Obligacje traktuję jako uzupełnienie portfela i nie szukam na nich najwyższych zysków, lecz zysków wyższych od lokat.

Z tego powodu ważna jest również dywersyfikacja. Jeśli jeden emitent upadnie, to znaczenia nabiera, czy był jednym z 5, czy jednym z 15 w portfelu. W drugiej sytuacji stanowił mniejszy procent portfela, więc łatwiej odrobić stratę.

Większość moich zakupów to rynek wtórny. Dlaczego: emitenci często koloryzują swoją sytuację przed emisją. Sporo faktów wychodzi na jaw nawet rok później, a najwięcej, gdy wykup jest blisko. Nie kupuję obietnic, wizji, planów - nic mnie nie interesują. Unikam emisji prywatnych i niechętnie patrzę, gdy spółka szuka tam środków. Nigdy nie wiadomo, co dzieje się za zasłoną prywatności. Wolę fakty za wyższą cenę niż marzenia za niższą. Ponadto zakupy na rynku wtórnym to możliwość znalezienia papierów z krótszym czasem do wykupu, mniejsze ryzyko wahań stóp procentowych i możliwość łatwej odsprzedaży. Rynek pierwotny ma swoje zalety i są osoby grające na wzrost ceny po emisji. Nie jest to jednak, jak dotąd, moja strategia.

Kondycja emitenta na pewno jest ważna i dlatego chętnie zerkam na notowania jego akcji, o ile jest na giełdzie. Płaci dywidendę, zwiększa przychody? Świetnie. A co, jeśli akcje nie są notowane? Zastanawiam się wówczas dłużej i szukam raportów, opinii i analiz np. na obligacje.pl. Stabilne spółki produkcyjne i uznane marki mogą być warte zainteresowania mimo braku notowań na GPW.

Sygnałem ostrzegawczym na pewno jest spadek notowań obligacji znacznie poniżej nominału: im niżej, tym gorzej. Już notowania poniżej 90% oznaczają wysoki niepokój inwestorów. Łatwo zauważyć, że w beznadziejnych sytuacjach notowania schodzą poniżej 80%. W każdym takim wypadku zastanawiałbym się raczej nad sprzedażą, niż zakupem. Unikam też b. wysokich cen, bo jeśli obligacje zostaną wykupione przed terminem (opcja wielu emisji), to jest to strata. Większość moich zakupów jest bliska nominału, często to zakres cen 98-101.

Czy ważna jest intuicja? Tak, o ile ostrzega przed problemami. Na Catalyst brak zaufania jest zaletą kupujących. Nie myślę więc o super zyskach, ale raczej o uniknięciu strat. Jeśli są wątpliwości, nie ma wątpliwości = nie kupuj.

Z tego powodu też dość często zwracam uwagę na to, czy i jak emitent zmierza do wykupu obligacji. Zrobił w tym celu dodatkową emisję, zyskał kredyt, sprzedał nieruchomość? Świetnie. Ma zyski i zbiera gotówkę? Jeszcze lepiej. To zwykle wróży zamiar spłaty i rozsądne planowanie w spółce. Tylko raz "przejechałem się" na takich działaniach spółki, gdy kredyt został wykorzystany niezgodnie z przeznaczeniem - wykupieni zostali inni, prywatni inwestorzy. Na szczęście strata była niewielka, bo zaufanie do firmy szwankowało od miesiąca. Natomiast w większości przypadków pozyskanie finansowania, czasem rzutem na taśmę, generowało zysk. Fakt, że spółka trzyma pieniądze na spłatę i chce dalej istnieć jest dla mnie ważniejszy nawet od braku zysków; wolę fakty niż stek słownych obietnic. Firmy nie upadają z powodu braku zysków (mogą być przejściowe straty), ale z powodu braku płynności. Dlatego chętnie szukam informacji na ten właśnie temat.

Co jest okazją na Catalyst? Zdarzają się sytuacje poprawy kondycji jakiejś spółki czy pozyskania środków. Bywa też tak, że któryś inwestor czy fundusz wyprzedaje się po niskich cenach. Nie zmienia to mojego zachowawczego, ostrożnościowego podejścia do zakupu, nie "tankuję pod korek". Za każdym razem ponownie analizuję wymienione czynniki i szukam informacji: dlaczego ktoś sprzedaje? czy emitent ma realne szanse, by wykupić papiery?

Życzę powodzenia w inwestycjach i unikania wpadek, do jakich zaliczyć można wszelkie opóźnienia spłat i wnioski o upadłość. Więcej o negatywnych sygnałach pisałem tutaj

Tagi: obligacje
09:06, cyfrowyja , Obligacje
Link Komentarze (2) »
wtorek, 30 czerwca 2015
Własnie w miniony weekend kolejna spółka, PCZ S.A., zgłosiła wniosek o upadłość. Czytając o tej i innych spółkach trudno oprzeć się wrażeniu, że grunt to nie robić interesów ze ściemniającymi prezesami i że Catalyst jest skonstruowany tak, by robić małych inwestorów w bambuko.

Dlatego postanowiłem utworzyć katalog negatywnych sygnałów, jakie powinny stanowić ostrzeżenie dla inwestorów. Zapraszam innych inwestorów do wnoszenia uwag i kolejnych punktów. Katalog będzie poprawiany. Niestety sygnały te nie są jednoznaczne, nie stanowią zbioru zamkniętego, ani nie dają żadnej pewności co do przyszłości spółki. Ale zanim wydasz pieniądze - pomyśl 10 razy zanim zignorujesz taki sygnał.

Generalna zasada zaczerpnięta z rynku pożyczek prywatnych: Jeśli są wątpliwości - nie ma wątpliwości.

Negatywne sygnały:

  1. brak komunikacji z inwestorami
  2. trend spadkowy na akcjach spółki
  3. niska płynność spółki
  4. ujemne przepływy operacyjne
  5. osiąganie zysku na przewartościowaniach nieruchomości lub niepłynnych akcjach/udziałach ("kreatywne" zyski)
  6. zaleganie z opłatą podatków, płac, ZUSem
  7. drażliwość na punkcie imienia spółki ("cnota krytyk się nie boi")
  8. skup obligacji i akcji poza rynkiem na niejasnych warunkach
  9. fałszywe raporty, komunikaty
  10. opóźnienia w spłacie odsetek
  11. niemożliwość ukończenia inwestycji, jaka była celem emisji
  12. sprzedaż akcji przez głównych akcjonariuszy na krótko przed zapadalnością obligacji
  13. rezygnacje w Radzie Nadzorczej i zarządzie
  14. zatrudnianie w zarządzie osób o wątpliwej reputacji i doświadczeniu

Niektóre ze spostrzeżeń zaczerpnąłem od Remigiusza Iwana, którego bloga polecam.

Tagi: Catalyst
19:56, cyfrowyja , Obligacje
Link Komentarze (1) »
sobota, 11 lutego 2012
Dalej uważam, że obecnie obligacje są sensownym sposobem na oszczędzanie. Przykład Grecji pokazuje, że nie są pozbawione ryzyka, ale w końcu nie jesteśmy Grecją i nasz rząd ma parcie na sukces ;)

Ponadto obligacje to nie tylko obligacje Skarbu Państwa, ale i komunalne (municypialne) oraz korporacyjne. Oczywiście i te nie są pozbawione ryzyka, jednak w razie czego obligatariusze będą mieli pierwszeństwo przed akcjonariuszami w dochodzeniu swoich pieniędzy. Siła długu.

O sensowności świadczą też wyniki. Mamy akurat taki okres, gdy realne oprocentowanie lokat spada, co może zapowiadać spadek stóp (mimo wypowiedzi NBP). W takim okresie obligacje długoterminowe zyskują znacznie. A jak to łatwo wykorzystać? Nie trzeba kupować ich osobiście, choć jest taka możliwość zarówno z rynku pierwotnego jak i wtórnego. Można skorzystać z funduszu obligacji, wybrać taki z niskimi kosztami i opłatami, np. z Supermarketu Funduszy mBanku. To wygodne rozwiązanie, zapewnia dobrą płynność i nie absorbuje czasu. Przy okazji, jeśli chcesz założyć konto w mBanku, a jednocześnie wesprzeć autora bloga, podczas zakładania konta podaj mój nr: 0200744467 :-).

No to teraz spójrzmy na wyniki tych funduszy. Odrzućmy zagraniczne, bo ich wynik zwichrowany jest kursem. Dobrze wypadają dłużne takie jak PZU Polonez, Opera Avista Plus. Potem PKO, Pioneer, Aviva i Unikorona, Copernicus. Jakby nie patrzeć, wypadły lepiej niż lokaty, których oferta się pogarsza.

Nie zapominajmy, że to aktualny ranking, a każdy wybuch inflacji może popsuć te wyniki.

 
1 , 2
| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Opinie na blogu nie stanowią rekomendacji inwestycyjnej.