Z każdej strony gospodarki - osobiste opinie, nie stanowią rekomendacji do inwestycji

Oszustwa, naciągacze

piątek, 09 lutego 2018

W kwestii przeznaczenia 1% podatku nie zmieniłem zdania z poprzedniego roku. W tym roku apeluję, by bacznie przyjrzeć się podmiotom, które chcemy wspomóc - w ten czy inny sposób. W szczególności warto zadać sobie pytania: czy dana organizacja publikuje jasne informacje o rozliczeniu zebranych środków? czy przynajmniej połowa z pieniędzy trafiła do potrzebujących czy w cele, jakim organizacja się zajmuje?

Odpowiedź negatywna na te pytania skłania mnie do zmiany decyzji w kwestii pomocy. A jak znaleźć odpowiedź? wystarczy kilka minut, by w wyszukiwarce z nazwą organizacji i słowami "sprawozdanie finansowe" znaleźć dokumenty. Jako przykład przedstawię fundację 'Miej Serce" z Rybnika. Fundacja ta jest znana z akcji ulotkowych, do których dodawano lizaka. Ten dodatek sugerował z jednej strony, że należy się odwzajemnić, z drugiej nasuwał wiele pytań i wątpliwości . W ulotce fundacja prosi o wpłaty na cele rehabilitacyjne dla dzieci wskazując konkretną kwotę. Taka forma spowodowała szereg kontrowersji, poczynając od pytań o spożycie, a skończywszy na legalności.


(źródło: https://www.wykop.pl/wpis/17520015/dzisiaj-w-skrzynce-na-listy-dostalem-dziwna-kopert/ )

Fundacja działa legalnie, lizaki da się zjeść, ale to nie koniec zastrzeżeń internautów, którzy zauważyli, że większość kosztów fundacji to ulotki (także TUTAJ oraz TUTAJ). Smaczku sprawie dodaje fakt, że wśród wątpliwości można doszukać się także faktów związanych z powiązaniami rodzinnymi pomiędzy władzami fundacji a firmą poligraficzną. Fundacja nie przedstawiła nigdy jasnych dowodów, że koszty ulotek nie wędrują właśnie tam.

Portal Moje Państwo pokazuje bilans fundacji za 2016 - nie ma jeszcze danych za 2017 rok. Najciekawsze informacje przynosi dokument 'Informacje uzupełniające'​.

Przyjrzyjmy się bliżej liczbom, przytoczę je w zaokrągleniu. Po stronie przychodów mamy niemal 5,7 mln zł, z czego 4,07 mln to darowizny pieniężne, a 711 tys. to 1% podatku. Nie wątpię, że te 4 mln to głównie darowizny jako skutek akcji z lizakami. Względem roku 2015 przychód rośnie ponad 146% więcej.

Koszty ogólne działań statutowych to 3,35 mln zł. Zajrzyjmy w szczegóły; kwoty pomocy wymienia dokument informacji uzupełniających. Koszty "działań na rzecz niepełnosprawnych" to 376,5 tys. zł , a koszty pomocy potrzebującym 51 tys. zł - razem mniej niż 8% zebranej kwoty i nieco ponad połowa z samej zbiórki 1%. Podobnie było rok wcześniej, gdy te koszty były ok 90 tys. zł wg informacji dodatkowych i 279 tys. zł wg sprawozdania rocznego (niespójność). Z informacji dostarczonych przez samą fundację wynika, że pomogła ona wówczas kilkudziesięciu osobom, typowo poprzez fundowanie turnusu rehabilitacyjnego, którego koszt się wahał, ale w przybliżeniu można szacować go ok. 1.5 tys zł. Stąd wniosek, że te 90 tys. to własnie jest kwota, jaka trafiła do podopiecznych fundacji w 2015 r.. Sprawozdanie z 2016 r. w ogóle takiej pozycji nie zawiera. Nie mniej jednak Fundacja twierdzi, że w domenie jej działań było 135000 osób (!), nie wskazując podziału na rodzaje działań konkretnie - co po zsumowaniu kwot działań pomocowych z inf. dodatkowych daje średnio jakieś 3 zł 16 gr na osobę.

Ponadto wykazano koszty akcji informacyjnej dot. uzależnień - 16 tys. zł. Koszt organizowania "akcji dobroczynnych" to 2,76 mln zł - co zapewne pokryło koszty akcji ulotkowych; koszt kampanii 1% to 138,8 tys. zł. Koszty administracyjne to 303,7 tys. zł, a dz. gosp. 26,6 tys. zł. Z rachunku zysków dowiadujemy się o, że w kosztach ogólnych zawarte są m. in. wynagrodzenia - 625,5 tyś zł i koszty materiałów i energii - 882 tys. zł. Te liczby są przytłaczająco duże w porównaniu do "działań na rzecz niepełnosprawnych"!

Nie rozliczona, pozostała kwota zysku, odłożona na przyszłość - to ponad 2 mln zł. Podobny manewr wykonano w 2015 r. Fundacja przypomina mi dobrze zorganizowane przedsiębiorstwo, które większość środków wydaje na siebie, zapewniając sobie przyszłość - zaś reszta, otoczka niesienia pomocy to tylko marketing. Biorąc ten przykład każda firma, nawet z WIG20, która na cele dobroczynne wydaje 5-10%, mogłaby się rejestrować jako taka fundacja!

Zaskakujące jest to, że Polacy ufają fundacjom i wolą pomagać z ich pośrednictwem bardziej, niż bezpośrednio. A przecież pomoc bezpośrednia trafiałaby do potrzebujących w 100%, a nie w 8%. Do tego fundujemy sobie zalewanie kraju ulotkami z lizakami. Dlaczego zamiast wpłacać pieniądze nieznanym fundacjom nie damy parę złotych do kieszeni sąsiadce-matce chorego dziecka, staruszkowi z bloku albo schronisku w okolicy? Dlaczego można w ogóle założyć OPP z tak skandalicznymi kosztami w stosunku do realnej pomocy?

Apeluję do moich Czytelników: wybierajcie OPP na 1% ostrożniej i tak, by jak najwięcej Waszych pieniędzy trafiało na cel, o jaki Wam chodzi.

sobota, 06 stycznia 2018
Nie dziwi już nas duża ilość towarów z Chin, niskie ceny i szalony wybór na allegro oraz w sklepach. Jednak ostatnio mamy jakiś wysyp firm działających według schematu, który dla wielu Polaków jest nowy: dropshipping. Na czym polega, objaśnia Wikipedia. Spróbuję opisać ten sposób handlu z obrazkiem z sieci:

1. Sklep internetowy znajduje dostawców produktów - zwykle elektronicznie, na podstawie listy ofert. Towar jest następnie oferowany na stronie internetowwej
2. Klient wybiera towar i zamawia go, płaci.
3. W ramach transakcji, w tle, zlecenie klienta jest wysyłane do dostawcy i opłacane.
4. Dostawca wysyła towar wprost do klienta - bez udziału sklepu! Niepotrzebne są magazyny, wcześniejsze sprowadzenie towaru.

Dostawa jest tania i zwykle dokonywana z Chin, np. Aliexpress. Dlatego trwa bardzo długo, typowo miesiąc, dwa. Rolą sklepu w tym modelu jest ogarnięcie reklamacji i zadbanie o relację z klientem. To własnie powinna być najważniejsza zaleta sklepów w tym modelu, dodanie klientowi dodatkowych gwarancji związanych z dostarczeniem i funkcjonowaniem towaru.

Niestety, ta idea została zupełnie wypaczona przez szereg sklepów sprzedających tanie produkt, gdzie kwestie gwarancyjne nie mają wielkiego znaczenia. Ponadto w praktyce wiele sklepów prowadzonych jest przez parę osób, które nie są w stanie obsłużyć fal reklamacji po falach zamówień wielkości kilku - kilkunastu tysięcy sztuk. Na skutek tego reklamacje i relacje mogą kuleć.

Gorsze jest jednak to, że sklepy zaczęły stosować wysokie marże w połączeniu z promocjami, w których łudzą klientów taniością i jakością towaru, a ukrywając długi czas dostawy z Chin. Ten czas pojawia się w regulaminach, których z reguły klienci nie czytają. O zjawisku tym pisał już Antyweb oraz paru internautów, a ja dołączam do tej grupy. Promocje organizowane są na facebook, adresowane głównie do kobiet, a typowe jest oferowanie kodów obniżających cenę produktu do zera. Plus koszty wysyłki - rzędu 20 zł. Interes polega na tym, że wysyłany przedmiot nie jest zwykle wart nawet 10 zł. Klienci, znając poprzednią cenę produktu, wyobrażają sobie jednak, że oferowany przedmiot ma znaczną wartość, i to ich kusi do wzięcia udziału w promocji. Machają ręką na koszty wysyłki i zamawiają w owczym pędzie "darmowy" produkt.

Oto szczególnie bulwersujący przykład sprzed Nowego Roku. Firma z Rudy Śląskiej ogłasza promocję:

Zgłasza się do niej ponad 500 osób. Link w promocji prowadzi do oferty już bez logo Pandora w cenie 199zł - który to znak był nadużyty bez zgody firmy:

Podróbka stylu Pandora to domena wielu producentów. Bez problemu można znaleźć ten sam przedmiot w ofercie wielu sklepów na Aliexpress, np. tutaj albo tutaj. Ceny, na dziś, są poniżej 8 zł. Nie wątpię, że to właśnie taki przedmiot otrzymają klienci, którzy złożyli zamówienie, obrazy są identyczne. Firma wycofała swoją ofertę dopiero w reakcji oficjalnej na nadużycie logo firmy Pandora - wszelkie niekorzystne komentarze do wpisu FB internautów były kasowane na bieżąco. Takich "promocji" na fejsie jest mnóstwo, tak samo jak firm je stosujących.

Nie wszystkie sklepy dropshippingowe poniżają się do takiej formy promocji, nie mniej jednak wiele z nich wycenia sprzedawane przedmioty nawet setki procent powyżej ceny z Chin, gdzie nie są wiele warte. Często za ceną "polskiej firmy" nie idzie ani jakość obsługi, ani reklamacji czy gwarancji. Są to ceny po prostu nieadekwatne i niemoralne z punktu widzenia stosunków społecznych. Aby się przekonać o wartości produktów, proponuję nauczyć się wyszukiwania towaru z Aliexpress obrazem. Szukanie obrazem jest to opcja w przeglądarce Chrome. Jak z niej skorzystać, pokazuje poniższy film.

Skąd wiadomo, że dany sklep wykorzystuje dropshipping? Tu warto zajrzeć do sklepowego regulaminu. Często firma prowadząca sklep nazywa się w nim POŚREDNIKIEM, zaś na dostarczenie towaru daje sobie nawet 60 dni - a są takie, które dodają : ROBOCZYCH. W częsci regulaminów wprost pojawia się słowo dropshipping", ale nie jest to regułą. Zwykle nie ma opcji zakupu za pobraniem, koszty wysyłki są sztywne per przedmiot. Otrzymane produkty przychodzą prosto z Chin, o czym piszą potem zawiedzeni klienci na forach i na Facebooku.

Dlatego warto uważnie czytać regulamin sklepu, zapoznać się z opiniami o nim i świadomie wybrać między ofertami polskimi i chińskimi, albo z innych źródeł.

sobota, 05 sierpnia 2017
Kotłownia (ang. boiler room) - firma kreująca gorącą atmosferę wokół wybranych instrumentów finansowych w celu osiągnięcia korzyści; stosuje psychologiczne triki, by skłonić klienta do zawarcia transakcji.

Link do odcinka 6

Historia kolejnej kotłowni łączy się z losami firm z poprzedniego odcinka. Jednym z jej klientów jest platforma Globtrex. Losy Globtrex to kolejny ciekawy wątek. Strona początkowo powołana i markowana przez zarejestrowaną w Polsce spółkę BridgeStone Capital Management S.A. miała za zadanie zdobyć klientów dla Saxo Banku, jako "introducing broker”. Introducing Broker to firma, która podpisuje umowę o współpracy z brokerem, a za “ściągnięcie” klienta do brokera dostaje prowizję od obrotu klienta. Saxo Bank jednak wycofał się z Polski, a Globtrex jeszcze w 2011 r. stał się własnością Safecap Investments (zob. poprzedni odcinek) za czasów prezesa Nicolasa Treppidesa. Wówczas zainteresował już kotłownie, gdyż obecnie strona jest zarejestrowana na firmę Arguento Limited z Cypru przez Mariusza Kokocińskiego. Trudno wskazać kiedy doszło do sprzedaży strony - być może miało to miejsce podczas restrukturyzacji Safecap. Dla przypomnienia, Arguento Limited zainwestowała w spółkę Capitalquest, w której miejsce znalazła część pracowników BSC Capital z Czech. Marcin Kokociński reprezentował w przeszłości Bohemia IZ oraz Felson. Na stronach Globtrex.com dowiadujemy się jednak, że Globtrex jest znakiem handlowym firmy Coverdeal Holdings. Trudno zrozumieć co łączy firmy Arguento i Coverdeal, ale oddział Coverdeal w Polsce rejestrował Frantisek Martinek, stąd wnioskuję, że Globtrex tak czy inaczej zależny jest od czeskiego zarządu. Globtrex ma w ofercie kilka rodzajów kont i platformy tradingowe, pełni więc dotąd swoją pierwotną rolę - ale już nie dla Saxo Banku, choć ta nazwa bywa jeszcze wymieniana przez marketingowców.

Firma Netmore to kolejna po Felson z kotłowni, która współpracowała z Globtrex. Powołana w 2015 r. w Warszawie (KRS: 0000575952), zaczynała działalność przy boku Gonoma Finance. Jedna z rozczarowanych internautek-pracownic pisze na forum o Gonomie: “[...], nie wypłacane są wynagrodzenia, fikcyjne umowy zlecenia z firmą netmore, która działa podpięta pod Gonome Finanse na Grzybowskiej 87 w Warszawie,a pracownicy dzwonią w imieniu Keystock. Tak też robiłam i nie doczekałam wynagrodzenia za marzec i kwiecien,a odsetki już kwotę podwoiły.”(pisownia oryginalna)

Gdy atmosfera wokół spółki Gonoma robi się gorąca i staje w stan likwidacji, Netmore przenosi się do spokojnego Lublina. Tu rekrutuje i wydzwania do klientów, niekiedy powołując się na Globtrex. Nawet ogłoszenia dot. pracy oraz przesyłki pocztowe przychodzące do spółki bywają adresowane na Globtrex. W sieci próżno szukać opinii pracowników Netmore, natomiast łatwo znaleźć wpisy niedoszłych klientów Globtrex. Jednym z nich jest red. Maciej Samcik, znany z blogu “Subiektywnie o finansach”. Inny ślad to zapis rozmowy z naganiaczem:

Netmore stosuje stare triki kotłowni czeskich, jak w "Łowcach frajerów" dzwonek sygnalizuje wpłatę, następują oklaski. W firmie wisiał plakat z hasłem upominającym: “Nie mów proszę, dziękuję, przepraszam”. Szczególnie często są stosowane triki z naganianiem na debiuty akcji. Głównym narzędziem pozostają listy telefonów do wykonania w kartonowych pudłach. Globtrex prawdopodobnie nie był jedynym klientem-platformą, dla którego zdobywano “jeleni” w Netmore. Choć w KRS spółki nie pojawia się czeskie nazwisko, a pracują sami Polacy, to pracownicy wspominają wizyty czeskiego eksperta Lukasa (zob. poprzedni odcinek), osoby, którą kierownictwo przyjmowało z szacunkiem. To budzi pytania, kto w tym biznesie naprawdę rządził i zarabiał, a kto był jedynie pionkiem czy słupem.

Ustawa o marketingu usług finansowych z kwietnia 2017 r. przerwała funkcjonowanie kotłowni. Biuro Netmore stoi puste, choć firma formalnie nadal istnieje. Kto wie, może powstanie kolejny klon czeskiej kotłowni, w kraju, gdzie będzie bezkarna? To tylko kwestia kosztów i organizacji; cała historia kotłowni wskazuje na to, że niebezpieczeństwo nie minęło, jedynie oddaliło się. Mam jednak nadzieję, że to już ostatni odcinek tego mini-serialu o kotłowniach.

PS. Zgodnie z KRS w listopadzie 2017 r. spółka formalnie przeniosła się poza centrum miasta.

To także dobra chwila, by zastanowić się nad kilkoma pytaniami:
- dlaczego KNF tak długo zwlekał z wpisywaniem na listę ostrzeżeń firm, które mają tzw. “paszport europejski” - działają transgranicznie, ale także dla klientów w Polsce
- dlaczego KNF ostrzega w broszurach przed boiler-roomami, agresywnym marketingiem, wskazuje na nieetyczne praktyki, ale firmy te nie są ścigane karnie (od niedawna jedynie prowadzony jest rejestr firm, co nadaje mu charakteru koncesji)
- dlaczego firmy finansowe korzystające z działań boiler-roomu nie są automatycznie wciągane na listę ostrzeżeń - przecież korzystają z nieetycznych dróg pozyskania klienta
- dlaczego umorzenie postępowania prokuratury zawsze oznacza wykreślenie firmy z listy ostrzeżeń KNF - przecież nie koniecznie to oznacza, że klienci tej firmy nie ponieśli szkody

sobota, 29 lipca 2017

Kotłownia (ang. boiler room) - firma kreująca gorącą atmosferę wokół wybranych instrumentów finansowych w celu osiągnięcia korzyści; stosuje psychologiczne triki, by skłonić klienta do zawarcia transakcji.

Link do odcinka 5

W 2011r. czeskie kotłownie rozpadają się i ich twórcy mają problem: nie ma firmy, dla której mogą szukać klientów, nie ma płatnika prowizji. Pracownicy pośredników dawnego Capital Partners a.s. trafiają do spółki Capitalquest, która ma wkład kapitału cypryjskiego (firma Arguento Limited). Capitalquest reprezentuje najpierw Radek Kumšta (dawniej manager w BFC Capital), a następnie Stanislav Bárta. Spółka zmienia nazwę na Global Markets Bohemia (wspiera działania Pavla Kocalki) w 2011 r., a potem na CQ Marketing. I faktycznie zajmuje się agresywnym marketingiem - razem ze spółką Felson w powstałą w lutym 2012 r. w Czechach - na rzecz cypryjskich platform forex. Jak doszło do współpracy firm? Tego niestety nie udało mi się ustalić. Być może dzięki kontaktom w ramach Stowarzyszenia Czesko-Cypryjskiego, w którym działa Kikis Treppides. Rodzina Treppides ma rozległe interesy, a jednym z nich jest spółka Safecap z prezesem Nicolasem Treppidesem. Safecap jest właścicielem rozlicznych platform forex: markets.com, trade.com, ecmarkets.com, goforex.com, finexo.com, forexyard.com, topoption.com. To market-maker na rynku forex, a więc broker, która sama tworzy rynek i wyznacza zasady. Jego partnerem i wsparciem jest spółka TradeFX, lider oprogramowania dla platform, należąca do portfela izraelskiego miliardera Teddy’ego Sagi.

Z wymienionych platform forex szczególnie handel na markets.com da się wkrótce we znaki polskim klientom. Czują się pokrzywdzeni i żądają zwrotu pieniędzy, zgłaszają sprawę KNF, UOKiK . Safecap odpowiada klientom przedsądową wersją pozwów o naruszenie dóbr osobistych. Przedstawiciel klientów informuje o groźbach KNF argumentując, że dla firmy która na reklamację odpowiada pozwami, nie powinno być miejsca na rynku regulowanym. Po długich 2-letnich negocjacjach dochodzi do zawarcia ugody, w ramach której klienci otrzymują zwrot 100% wkładu z nawiązką - ale z drugiej strony cypryjski Safecap występuje wobec przedstawiciela klientów (który nie dopuścił do związania ich wekslami in-blanco na kilkaset tys. zł. w przypadku naruszenia ustaleń ugody), z oskarżeniem z art. 212 kk. o naruszenie dóbr osobistych oraz pozwem cywilnym w tym samym zakresie. Safecap domaga się przeproszenia w Internecie oraz na łamach Gazety “Parkiet” pracowników, współpracowników, przedstawicieli i dyrektorów firmy. Co ciekawe w ramach taktyki procesowej prawnicy kancelarii SKS reprezentującej Safecap twierdzą, że Safecap Investments Ltd. nie ma nic wspólnego z Safecap Investments Poland Sp. z o.o. i nie ponosi odpowiedzialności za działania polskiej spółki wpisanej na listę ostrzeżeń. Na nic się zdaje tłumaczenie przedstawiciela, że obie spółki mają tą samą osobę za prezesa zarządu (Nicolas Treppides) oraz że Safecap Investments Ltd. posiada 100% udziałów w polskiej spółce zależnej, którą faktycznie kieruje, choć formalnie nie jest ona oddziałem. Na mocy wyroku białostockiego sądu I-instancji pełnomocnik klientów pokrzywdzonych w markets.com ma zapłacić koszty procesu oraz zamieścić przeprosiny w Internecie. Ponadto sąd ten przedstawicielowi klientów zamyka usta zakazując przypisywania firmie Safecap przestępstw w korespondencji kierowanej do organów nadzoru finansowego. Oskarżenie karne upada, zaś sprawa cywilna ma swój finał w apelacji. Sąd apelacyjny usuwa z żądanych przeprosin słowa o pracownikach, współpracownikach, przedstawicielach i dyrektorach pozostawiając do przeproszenia markę firmy, jednak wyrok jest wadliwy - z jednej strony sąd nakazuje umieszczenie w Internecie przeprosin, z drugiej zaś zakazuje umieszczania w Internecie czegokolwiek. Sądy obu instancji odrzucają żądanie przeprosin na łamach gazet. Kuriozalną decyzją sądu było zobowiązanie przedstawiciela klientów do umieszczenia przeprosin na stronie społeczności ForexPeaceArmy.com, w ramach której działa społecznościowy sąd amerykańskich traderów (Forex Traders Court). Gdy w tamtym okresie na FPA pojawiły się zarzuty wobec firmy, Safecap wysyłał groźby pod jej adresem .

Sprawa polskich klientów zbiega się w czasie z funkcjonowaniem firm agresywnego marketingu.
W lutym 2012r. powstaje polski oddział spółki Felson Limited (KRS 0000411428), jako agent inwestycyjny Safecap Investments Ltd. Spółką kieruje Jan Tavnicek, a Marcin Grzegorz Kokociński pełni rolę reprezentanta. Dla przypomnienia, tę samą rolę sprawował w Bohemia IZ. Czeskie nazwisko może być przekręcone - bliźniaczą spółką w Czechach i na Cyprze kieruje Jan Travnicek. Felson także utrzymuje współpracę z Globtrex , na bankierze do tej pory można znaleźć artykuły markowane obiema nazwami firm. Felson szybko zaczyna wykorzystywać metody czeskich kotłowni i zdobywa sobie złą opinię klientów i pracowników . Ale nawet fakt, że “polski oddział” Safecap Investments Ltd. - spółka zależna Safecap Investments Poland Sp. z o.o. (KRS 0000337017) ląduje na liście ostrzeżeń KNF we wrześniu 2013r, z zarzutem braku licencji KNF na wykonywanie usług pośrednictwa w zakresie obrotu instrumentami finansowymi, nie przeszkadza działać Felsonowi. KNF co prawda zgłasza sprawę Safecap prokuraturze, jednak zgłoszenie jest spóźnione o pół roku w stosunku do śledztwa w s. poszkodowanych klientów. Po wycofaniu przez klientów roszczeń śledztwo zostaje umorzone, a KNF usuwa Safecap Poland z listy ostrzeżeń . Polski “oddział” Safecap wchodzi w fazę likwidacji już w listopadzie 2013 r, aż do wykreślenia w 2017 r. Nieudolność prokuratury z perspektywy czasu wydaje się wręcz kosmiczna. Jakby od niechcenia tylko ciągnie się od 4 lat postępowanie UOKiK w sprawie Safecap Investments Ltd. Skutkiem tych działań na listę ostrzeżeń trafia także osoba fizyczna, pośrednik Marcin Jerzy P. (przypadkowa zbieżność imienia z aferą Amber Gold), który technicznie zarządzał środkami klientów Safecap, nie mając uprawnień maklerskich. Safecap zostaje ukarany w maju 2015 r. przez cypryjski nadzór, CySec, karą 168 tys. Euro, za łamanie prawa, po niemal dwuletniej kontroli i dochodzeniu. Niewykluczone więc, że to właśnie zgłoszenia klientów oraz kontakty z KNF doprowadziły w końcu do kontroli i do tej kary. Co ciekawe, nałożenie kary przez CySEC nie skutkuje wznowieniem polskiego śledztwa ani wtórnymi działaniami polskiego nadzoru finansowego. Jakby bez związku, ale w tym samym czasie cypryjska firma przechodzi nagłą restrukturyzację w wyniku której z właściciela markets.com Safecap staje się tzw. dostarczycielem płynności, zaś platforma markets.com zostaje powiązana z Playtech (holding Teddiego Sagi), który kontrolując Safecap staje się pełnym właścicielem markets.com. Jesienią 2015 r. dochodzi też do dość tajemniczego transferu części klientów Safecap do innego brokera forex, firmy Nuntius Brokerage, która posiada platformę keystock.com oraz keyoption.com. Likwidacja Felson następuje w 26.02.2016 , zgodnie z “uchwała nr 1 nadzwyczajnego zgromadzenia wspólników Felson Limited w Nikozji, Cypr z dnia 22.10.2015r”, co mniej więcej pokrywa się ze zmianami w Safecap. Nuntius jesienią 2016 roku został wpisany na listę ostrzeżeń KNF i jest na niej do tej pory - za prowadzenie działalności maklerskiej bez zezwolenia.

Zanim jednak dojdzie do tych faktów, powstaną kolejne kotłownie w tym samym modelu, co Felson. Dwie firmy z 2013 r. wiąże osoba Michała Marcina Kowalskiego. Pierwszą jest GKFX, który pojawił się na liście ostrzeżeń KNF od stycznia 2017 r., drugą jest firma, która wkrótce przyjmuje nazwę Gonoma Finance i staje się najgorętszym boiler room Warszawy. Gonoma wkrótce za prezesa zyskuje Pawła Ordona, ale właścicielem jest Pineal Limited na Cyprze. Nie udało mi się ustalić, kto wówczas za Pineal stał; w Czechach bliźniacza spółka Pineal ma za prezesa... Radka Pololanika - weterana Proficio, Bohemii IZ i kto wie ilu innych firm.

Na forach pojawia się jeszcze jedno czeskie nazwisko. Polscy pracownicy nie wspominają specjalnie polskiego zarządu firmy, ale wielokrotnie wymieniają Czecha, Lukasa N. Sam Lukas o swojej roli pisze: “Executive Director of Operations”, “Marketing Director” i wymienia obowiązki, istotne zadania w spółce. Ponadto ma za sobą “szlak bojowy” począwszy od pracy w BFC Capital poprzez Bohemia IZ, a skończywszy na Gonomie. To na pewno osoba o olbrzymim doświadczeniu w tym biznesie.

Jak działają kotłownie? Wykorzystują metodę “canvas, antisale, sale”, ale też kilka trików, by przyciągnąć klientów i zachęcić do wpłat. Są to metody, których rodowód sięga filmu “Boiler Room” (w Polsce “Ryzyko”). Jedna z nich to zachęta do dokonania małej wpłaty na próbę. Pierwsze transakcje klienta kończą się sukcesem i następnie jest zachęcany, by wpłacił większą kwotę i “rozwinął skrzydła”. Zapewne domyślacie się, że następnie jego inwestycje już nie są tak szczęśliwe i dochodzi do strat. Nie ma w tym nic dziwnego, jeśli przyjrzymy się, jak bardzo lewarowane są transakcje forex. A co się dzieje, gdy lewarowane pozycje idą w dół? Klienci są nakłaniani do obrony decyzji i dopłaty kapitału. W ten sposób straty rosną. Ale dla kotłowni ważna jest tylko prowizja, a nie los klienta. Druga metoda to zachęcanie na debiut akcji pewniaka. Po wpłacie okazuje się, że debiutu nie będzie, ale jest za to inna ciekawa oferta… waluty, surowce itp. walory forex - cokolwiek, byle by doszło do ryzykownej transakcji. Oczywiście według “doradców” to świetna okazja!

W sąsiedztwie pracownicy kotłowni zyskują miano “Wilków z Wall Street”, ale też są znani z niskiej kultury. Nie ma w tym nic dziwnego, przykład firmy temu sprzyja - przecież tu w dniu sprzedaży można zwymyślać klienta i wyżyć się na nim. Wiele wpisów na forach pracowników i klientów Gonomy nie tylko potwierdza charakter firmy, ale świadczy też o zamieszaniu, jakie spowodowała. Była identyfikowana z wieloma platformami forex, w tym np. z należącymi do Nuntiusa, oraz firmami brokerów, a także z innymi kotłowniami o identycznych metodach pracy. Wydaje się, że firmy nie tylko się znały, ale współpracowały ze sobą mimo konkurowania w tej samej branży, a część pracowników przechodziła od jednej do drugiej. Ponadto pracownicy dzwoniąc zwykle nie podawali nazwy firmy zatrudnienia, ale nazwę platformy, dla której chcieli zdobyć prowizję. Stąd wiele nazw, żadna nie będąca miejscem zatrudnienia, powodowało chaos w próbie ustalenia odpowiedzialności za straty.

Może dlatego Gonoma Finance nigdy nie zagościła na liście ostrzeżeń. Gdy wokół spółki robi się gorąco, zwija swoje podwoje: “Likwidator Gonoma Finance sp. z o.o. w likwidacji z siedzibą w Warszawie informuje, że Nadzwyczajne Zgromadzenie Wspólników w dniu 11.07.2016 r. podjęło uchwałę o rozwiązaniu Spółki. Wzywa się wierzycieli Spółki do zgłaszania swoich wierzytelności na adres spółki wskazany w KRS, w terminie 3 miesięcy od dnia ukazania się niniejszego ogłoszenia. “. Obecnie w KRS firma figuruje jako spółka w likwidacji.

Warto dodać, że wiele z nazw firm-kotłowni oraz brokerów w Polsce można znaleźć także w czeskich rejestrach handlowych. Co więcej, tu też nie brakuje osób, które pracowało w kilku z nich.

Za wielki sukces naszego KNF można uznać awans listy ostrzeżeń: dawniej ignorowana, obecnie obserwowana z uwagą; wpis na niej praktycznie zamyka drogę do klienta. To częściowo zasługa afery Amber Gold, która jest o wiele głośniejsza niż szereg innych firm z listy. Ale dostać się tam nie jest tak łatwo, o czym świadczy case Safecap jak i kolejny przypadek, zaś do wypadnięcia z listy wystarczy umorzenie dochodzenia, co przecież nie potwierdza, że firma działa uczciwie, jedynie, że zdaniem prokuratury nie naruszyła przepisów prawa karnego.

piątek, 21 lipca 2017

Kotłownia (ang. boiler room) - firma kreująca gorącą atmosferę wokół wybranych instrumentów finansowych w celu osiągnięcia korzyści; stosuje psychologiczne triki, by skłonić klienta do zawarcia transakcji.

Link do odcinka 4

Pavel Kocalka, członek zarządu Capital Polska, powiązany z czeskim Capital Partners a.s. , wyjeżdża do Bułgarii. Możemy zobaczyć go na filmie, jako CEO spółki Global Markets Ltd.

Global Markets Ltd uzyskuje w Bułgarii licencję pośrednika finansowego. To kolejna kotłownia, o podobnej ofercie produktowej co Capital Partners a.s. Na poniższym wideo widzimy kotłownię w akcji sprzedażowej:

Zauważcie, że na sali nie ma ani jednego komputera dla “maklerów”, za to hałas potęgują dwa telewizory. Jedyne narzędzie to papier, na którym pracownicy wyładowują swoje emocje. Ten sam sposób stwarzania gorączki zakupów, hałasu imitującego biuro maklerskie stosowała Bohemia IZ i kilka kolejnych kotłowni. To ma być sugestia dla klientów po drugiej stronie połącznia: dzieje się, spiesz się z zakupami.

Global Markets próbuje rozszerzać swoją działalność na Polskę i Słowację. Swoim klientom proponuje bardzo wysokie prowizje, 2% za transakcje, wysokie opłaty, podobnie jak w Bułgarii. To element znany z Capital Partners, obliczony na szybkie wyciągnięcie kasy klienta w licznych transakcjach, tzw. churning. Spółka w Polsce zarejestrowana jest na Pavla Kocalke, w KRS razem Jordanemem Atanasowem Mołłowem.

Pracownicy na forach skarżą się na sposób działania firmy i zadziwiający sposób rekrutacji. Ponownie pojawiają się magiczne słowa: canvas, sale, antisale. obietnice wysokich płac i praca jak w call center. Ale nie to zwraca uwagę rekrutowanych osób. Przytoczę tu fragment linkowanego wpisu:

Są też pytania sprawdzające wiedzę o samej firmie. Jeśli nie znasz odpowiedzi na niektóre, to bądź spokojny - dostaniesz tę pracę. Jeśli jednak znałeś odpowiedzi napytania o firmie - nie dostaniesz tej pracy. Czemu? Jesteś zbyt dociekliwy i sprawdziłeś wszystkie dostępne informacje i tej firmie
A cały ten cyrk to jakby kopia scenariusza niezłego filmu pt. Boiler Room: - to link do trailera na YouTube: http://www.youtube.com/watch?v=PIK72ugklO0
Krótko mówiąc: Jakieś Bułgary sobie przyjeżdżają, okradają nasz kraj i wykorzystują naszych obywateli!

W Internecie po działalności Global Markets pozostały także wpisy poszkodowanych klientów i ślady po agresywnym marketingu.

Kariera Global Markets kończy się w lipcu 2014 roku, gdy bułgarski nadzór rozpoczyna procedurę odebrania licencji. Informuje o tym także polski KNF. Spółka próbuje się wywinąć stosując stary czeski trik - zmienia nazwę na Investments Brokers. Nie uchodzi to jednak uwagi nadzorcy i w lutym 2015 także nowa nazwa jest spalona, tym bardziej, że kojarzy się z nazwą innej, amerykańskiej spółki.

Ale to nie koniec historii Pavla Kocalki. Pavel odchodzi z Global Markets w 2012 roku i zakłada firmę KLV Consulting. Firma ta wkrótce staje się znane z tego, że … oferuje pomoc prawną klientom pokrzywdzonym przez kotłownie takie jak te działające dla Capital Partners a.s.! Pobiera przy tym bardzo wysokie opłaty “przygotowawcze”, “ekspertyzy” itp. Wkrótce Pavel formalnie przestaje być właścicielem i zostaje dyrektorem zarządzającym. Przyczyną są ciążące na nim egzekucje, które wkrótce doprowadziły do bankructwa osobistego. W 2016 r. Pavel Kocalka rezygnuje z pracy w KLV Consulting, by zacząć od początku tą samą działalność w ZPP Advisory, gdzie również obowiązują wysokie opłaty. Klienci nie kryją przy tym rozgoryczenia i żalu, gdyż pomoc dla nich wlecze się i jest nieskuteczna, a firma nie ma żadnej licencji prawniczej. Prawdopodobnie nie wiedzą, że po raz drugi wpadli na tego samego człowieka. Na forach internetowych Pavel daje się poznać jako osoba walcząca o swoje dobre imię - w ramach pracy w każdej z poprzednich firm.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
| < Lipiec 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Opinie na blogu nie stanowią rekomendacji inwestycyjnej.