Z każdej strony gospodarki - osobiste opinie, nie stanowią rekomendacji do inwestycji

Oszustwa, naciągacze

czwartek, 08 listopada 2018
Latem 2017 roku opisywałem w odcinkach Historię czeskich kotłowni. Kotłownia (ang. boiler room) to firma kreująca gorącą atmosferę wokół wybranych instrumentów finansowych w celu osiągnięcia korzyści; stosuje psychologiczne triki, by skłonić klienta do zawarcia transakcji. Jeśli przeczytacie wszystkie odcinki moich wpisów, zrozumiecie, jaki był udział obywateli Czech w tej dziedzinie. Nietrudno domyśleć się, że oszukańcza działalność nie może dobrze się skończyć.

Koniec ten zajął jednak mnóstwo czasu. Podobno śledztwo toczyło się dwa lata, a jeszcze przed nim kotłownie funkcjonowały dość długo, jak możecie wyczytać w mojej Historii. Dziś informacja w prasie o zatrzymaniu 19 osób oskarżonych o oszustwa na 18 mln zł. Co ustaliła prokuratura: "zatrzymani działali w ramach podmiotu zarejestrowanego na Cyprze posiadającego oddział z siedzibą w Warszawie, a także spółek Gonoma Finance sp. z.o.o., Sonoma Polska sp. z.o.o., GKFX Financial Services sp. z.o.o., Seremar sp. z o.o. , Covederal Holdings Limited sp. z.o.o. i innych. " - komentuje prokuratura.[...] W toku śledztwa ustalono, że obywatele Czech pod postacią wielu fikcyjnych spółek zakładanych przez obywateli polskich jak i obcokrajowców, zawierali umowy o współpracy z podmiotami prowadzącymi działalność w zakresie prowadzenia platform inwestycyjnych (keystock.com, GKFX, Varengold, Globtrex i innych).[...] Pieniądze wpłacane przez „inwestorów” na rachunki spółek były, bez inwestowania, transferowane za granicę, m.in. do podmiotów w Hong Kongu, Wielkiej Brytanii, Czechach, na Wyspach Marshalla i innych krajach. Telefoniści za zwerbowanie osób, które decydowały się „zainwestować” środki otrzymywali wysokie prowizje, rzędu kilkudziesięciu procent od dokonanej przez „inwestora” wpłaty. ". Dłuższy tekst jako jeden z pierwszych pojawił się na tvp.info.

Czuję, że wkrótce poznamy jeszcze więcej faktów na temat funkcjonowania tej grupy naciągaczy. Na stronach CBŚP dowiadujemy się, że wśród zatrzymanych są nie tylko Czesi ale też jeden Izraelczyk i prawdopodobnie Polacy. Jest też kilka zdjęć. Spółki wymienione przez prokuraturę od dawna są na liście KNF. Ostatnie dopisanie czeskich i pokrewnych kotłowni miało miejsce w marcu 2018 r.

piątek, 27 lipca 2018
Facebook jest świetnym narzędziem reklamy, ale równocześnie - narzędziem oszustwa. Powiedziałby ktoś, że to niczym go nie wyróżnia od ​innych stron z reklamami czy narzędzi, które mogą zarówno czynić przysługę, jak i krzywdę. Jest jednak coś specyficznego w tym, na jak wiele pozwala FB przy skali jego działania i jakie zaufanie wzbudza. Zupełnie bez podstaw; w tekście poniżej linkuję liczne artykuły opisujące szczegółowo przykładowe zagrożenia.

Zacznijmy od tego, że na FB stronę może założyć każdy, pozostając przy tym anonimowy dla pozostałych użytkowników. To może być strona naśladująca strony firmowe, ale z żadną firma nie związana. Tak własnie działają fałszywe konkursy, które pojawiają się nawet kilka razy dziennie. Dzięki reklamie - czy to na FB, czy poza nim - zyskują sobie rozgłos i są w stanie paru godzin przyciągnąć kilka tysięcy naiwnych osób. Wszak firmy robią konkursy i promocje - to osłabia czujność. Takie profile można rozpoznać: krótka historia, niezbyt wyszukane słownictwo, powtarzane frazy, nastawienie na szybkie wyłudzenie (danych albo i pieniędzy). O konkursach pisze Zaufana Trzecia Strona oraz stop-oszustom.pl. "Konkurs" to często jedynie zaproszenie do wysyłania płatnych SMS, wyłudzenia danych logowania do banku, a co najmniej polubień i danych osobowych. Skala zjawiska spowodowała powstawanie grup wolontariuszy oznaczających fałszywe strony celem ich zablokowania. Mechanizm ten działa coraz lepiej, ale przestępcy nie odpuszczają.

Messenger Facebooka to także narzędzie ataków na konta osób poprzez wyłudzenie hasła. Obdarzamy ten serwis zbyt dużym zaufaniem i przywiązujemy wagę do like'ów , zdjęć itp. informacji w tej samej mierze, jak ze świata rzeczywistego. A przestępcy wykorzystują to. Jeśli jest coś, co nas niepokoi, dlaczego nie zweryfikować informacji innym kanałem, np. dzwoniąc do znajomego, albo choć komunikatorem spoza FB? To uchroniłoby przed wieloma kłopotami, bo nader często wykradane są konta jako środek do dalszych wyłudzeń.

Inny psychologiczny trik wykorzystuje fakt, jak chętnie toczymy dyskusje. Wrzucenie kontrowersyjnego tematu to nie tylko kliki, ale i znowu okazja do wyłudzenia SMS. W podobny sposób mogą działać materiały zdjęciowe, odsyłacze na strony sugerujące instalowanie dodatków, logowanie itp.

Facebook pozwala łatwo przedstawić konkretny stronę/profil jako firmę. Trochę marketingu, gustownych wpisów na osłodę obrazu i budowane jest zaufanie do takiej strony. A my mamy szczególne zaufanie do firm, wierząc, że podlegają prawu. Tymczasem powstaje wiele stron pseudo-sklepów nie mających żadnego oparcia w prawie, nie rejestrowanych, nie płacących podatków. Często są to butiki, ale zdarzają się też oferty z biżuterią czy drobiazgami. Niedawno natrafiłem na sklep, którego model działania wskazywał na pokątny handel podróbkami zegarków - generalnie podróbki z Chin to temat-rzeka. Znalezienie tych biznesów jest łatwe, ich niechęć do jawnego wskazywania ceny, lokalizacji, wystawianie faktur powinien być ostrzeżeniem i od razu zniechęcać. Tak nie jest - zaślepieni "okazją" i "łowieniem" wirtualnego zysku dajemy się oszukać. FB odcina kupony od reklam tych przybytków, bo pochodzenie pieniędzy jest mu obojętne.

Są też na FB firmy zarejestrowane, ale nieuczciwe. W tej grupie dość często napotykam firmy dropshippingowe, o których już raz pisałem. Bazowanie na fałszywych sugestiach to jedna z ich metod działania. Może być to np. skojarzenie firmy z krajem poprzez adres strony czy nazwę profilu, w celu wywołania złudnego wrażenia, że mamy do czynienia z firmą lokalną. Np. słowo Polska w nazwie wcale nie musi oznaczać firmy polskiej, jedynie ma określać sklep w domenie .pl, którego właścicielem może być firma na antypodach. Działalność firmy może polegać na oferowaniu przedmiotów, których jakość i wygląd mocno odbiega od opisu. Właściciel strony z ofertami ma prawo do kasowania wszelkich komentarzy, wiec negatywne głosy klientów są usuwane, a oni sami - blokowani. Tworzy się w ten sposób przesłodzony obraz marketingowy z fałszywymi opiniami, którego ciężko szukać w innych mediach społecznościowych. Zauważyłem, że sklepy unikają jak ognia wskazywania, że wysyłka przedmiotu potrwa z Chin tygodnie, a nawet miesiące, zaś dane klienta zostaną przekazane firmie trzeciej (sklep w Chinach) ze złamaniem zasad RODO. Nawiasem mówiąc, nie znalazłem sklepu dropshippingowego, który by te zasady spełniał. Ale po co spełniać? Przeniesienie firmy poza UE traktowane jest jako zwolnienie od wszelkich unijnych zasad i praw konsumenta, w tym prawa do zwrotu towaru i reklamacji. A że klienci nie rozumieją regulaminów sklepów i niechętnie je czytają, a Facebook nie wymaga żadnych informacji i dokumentów od firm, to skala tych nadużyć jest ogromna.

Ba, konstruując sprawny mechanizm naciągania czy wyłudzenia w jednym kraju można zastosować go w innym. I tu Facebook wspiera przestępców, bo umożliwia terytorialne ograniczenie ofert - nie dowiemy się o bliźniaczej stronie-firmie w sąsiednim kraju, nie znajdziemy jej wyszukiwarką Facebooka i nie zdołamy ostrzec nikogo poza granicami przed takim zagrożeniem. Każdy ma widzieć to, co FB chce, by było widziane i ukrywać to, co utrudnia proces sprzedaży. Tu Facebook zdradza swoją antyspołecznościową w istocie naturę: ludziom utrudnia się ostrzeganie przed drapieżnymi i nieuczciwymi biznesami.

Jak wspomniałem wcześniej Facebook dostarcza opcji, by oznaczać fałszywe strony i oszukańcze wpisy, ale jak dotąd nie był skuteczny w walce nawet z oczywistymi przypadkami: profile i lipne konkursy są często aktywne przez wiele godzin po zgłoszeniu, mimo powtarzalności takich akcji. Brakuje też mechanizmów automatycznych zapobiegania powtórnym próbom wyłudzenia. Z kolei sklepy, o których piszę powyżej, działają całymi latami bezkarnie. Sądzę, że dzieje się tak z prostego powodu - zyski z reklam i sprzedaży są na pierwszym miejscu. Może dlatego też koślawo przebiega współpraca z Policją i nader często dochodzi do umorzeń śledztwa; niemoc w tym temacie prowadzi do zaskakującej spychologii . Pozostaje samoobrona i walka z naiwnością, jaka cechuje tłumy ofiar.

piątek, 09 lutego 2018

W kwestii przeznaczenia 1% podatku nie zmieniłem zdania z poprzedniego roku. W tym roku apeluję, by bacznie przyjrzeć się podmiotom, które chcemy wspomóc - w ten czy inny sposób. W szczególności warto zadać sobie pytania: czy dana organizacja publikuje jasne informacje o rozliczeniu zebranych środków? czy przynajmniej połowa z pieniędzy trafiła do potrzebujących czy w cele, jakim organizacja się zajmuje?

Odpowiedź negatywna na te pytania skłania mnie do zmiany decyzji w kwestii pomocy. A jak znaleźć odpowiedź? wystarczy kilka minut, by w wyszukiwarce z nazwą organizacji i słowami "sprawozdanie finansowe" znaleźć dokumenty. Jako przykład przedstawię fundację 'Miej Serce" z Rybnika. Fundacja ta jest znana z akcji ulotkowych, do których dodawano lizaka. Ten dodatek sugerował z jednej strony, że należy się odwzajemnić, z drugiej nasuwał wiele pytań i wątpliwości . W ulotce fundacja prosi o wpłaty na cele rehabilitacyjne dla dzieci wskazując konkretną kwotę. Taka forma spowodowała szereg kontrowersji, poczynając od pytań o spożycie, a skończywszy na legalności.


(źródło: https://www.wykop.pl/wpis/17520015/dzisiaj-w-skrzynce-na-listy-dostalem-dziwna-kopert/ )

Fundacja działa legalnie, lizaki da się zjeść, ale to nie koniec zastrzeżeń internautów, którzy zauważyli, że większość kosztów fundacji to ulotki (także TUTAJ oraz TUTAJ). Smaczku sprawie dodaje fakt, że wśród wątpliwości można doszukać się także faktów związanych z powiązaniami rodzinnymi pomiędzy władzami fundacji a firmą poligraficzną. Fundacja nie przedstawiła nigdy jasnych dowodów, że koszty ulotek nie wędrują właśnie tam.

Portal Moje Państwo pokazuje bilans fundacji za 2016 - nie ma jeszcze danych za 2017 rok. Najciekawsze informacje przynosi dokument 'Informacje uzupełniające'​.

Przyjrzyjmy się bliżej liczbom, przytoczę je w zaokrągleniu. Po stronie przychodów mamy niemal 5,7 mln zł, z czego 4,07 mln to darowizny pieniężne, a 711 tys. to 1% podatku. Nie wątpię, że te 4 mln to głównie darowizny jako skutek akcji z lizakami. Względem roku 2015 przychód rośnie ponad 146% więcej.

Koszty ogólne działań statutowych to 3,35 mln zł. Zajrzyjmy w szczegóły; kwoty pomocy wymienia dokument informacji uzupełniających. Koszty "działań na rzecz niepełnosprawnych" to 376,5 tys. zł , a koszty pomocy potrzebującym 51 tys. zł - razem mniej niż 8% zebranej kwoty i nieco ponad połowa z samej zbiórki 1%. Podobnie było rok wcześniej, gdy te koszty były ok 90 tys. zł wg informacji dodatkowych i 279 tys. zł wg sprawozdania rocznego (niespójność). Z informacji dostarczonych przez samą fundację wynika, że pomogła ona wówczas kilkudziesięciu osobom, typowo poprzez fundowanie turnusu rehabilitacyjnego, którego koszt się wahał, ale w przybliżeniu można szacować go ok. 1.5 tys zł. Stąd wniosek, że te 90 tys. to własnie jest kwota, jaka trafiła do podopiecznych fundacji w 2015 r.. Sprawozdanie z 2016 r. w ogóle takiej pozycji nie zawiera. Nie mniej jednak Fundacja twierdzi, że w domenie jej działań było 135000 osób (!), nie wskazując podziału na rodzaje działań konkretnie - co po zsumowaniu kwot działań pomocowych z inf. dodatkowych daje średnio jakieś 3 zł 16 gr na osobę.

Ponadto wykazano koszty akcji informacyjnej dot. uzależnień - 16 tys. zł. Koszt organizowania "akcji dobroczynnych" to 2,76 mln zł - co zapewne pokryło koszty akcji ulotkowych; koszt kampanii 1% to 138,8 tys. zł. Koszty administracyjne to 303,7 tys. zł, a dz. gosp. 26,6 tys. zł. Z rachunku zysków dowiadujemy się o, że w kosztach ogólnych zawarte są m. in. wynagrodzenia - 625,5 tyś zł i koszty materiałów i energii - 882 tys. zł. Te liczby są przytłaczająco duże w porównaniu do "działań na rzecz niepełnosprawnych"!

Nie rozliczona, pozostała kwota zysku, odłożona na przyszłość - to ponad 2 mln zł. Podobny manewr wykonano w 2015 r. Fundacja przypomina mi dobrze zorganizowane przedsiębiorstwo, które większość środków wydaje na siebie, zapewniając sobie przyszłość - zaś reszta, otoczka niesienia pomocy to tylko marketing. Biorąc ten przykład każda firma, nawet z WIG20, która na cele dobroczynne wydaje 5-10%, mogłaby się rejestrować jako taka fundacja!

Zaskakujące jest to, że Polacy ufają fundacjom i wolą pomagać z ich pośrednictwem bardziej, niż bezpośrednio. A przecież pomoc bezpośrednia trafiałaby do potrzebujących w 100%, a nie w 8%. Do tego fundujemy sobie zalewanie kraju ulotkami z lizakami. Dlaczego zamiast wpłacać pieniądze nieznanym fundacjom nie damy parę złotych do kieszeni sąsiadce-matce chorego dziecka, staruszkowi z bloku albo schronisku w okolicy? Dlaczego można w ogóle założyć OPP z tak skandalicznymi kosztami w stosunku do realnej pomocy?

Apeluję do moich Czytelników: wybierajcie OPP na 1% ostrożniej i tak, by jak najwięcej Waszych pieniędzy trafiało na cel, o jaki Wam chodzi.

sobota, 06 stycznia 2018
Nie dziwi już nas duża ilość towarów z Chin, niskie ceny i szalony wybór na allegro oraz w sklepach. Jednak ostatnio mamy jakiś wysyp firm działających według schematu, który dla wielu Polaków jest nowy: dropshipping. Na czym polega, objaśnia Wikipedia. Spróbuję opisać ten sposób handlu z obrazkiem z sieci:

1. Sklep internetowy znajduje dostawców produktów - zwykle elektronicznie, na podstawie listy ofert. Towar jest następnie oferowany na stronie internetowwej
2. Klient wybiera towar i zamawia go, płaci.
3. W ramach transakcji, w tle, zlecenie klienta jest wysyłane do dostawcy i opłacane.
4. Dostawca wysyła towar wprost do klienta - bez udziału sklepu! Niepotrzebne są magazyny, wcześniejsze sprowadzenie towaru.

Dostawa jest tania i zwykle dokonywana z Chin, np. Aliexpress. Dlatego trwa bardzo długo, typowo miesiąc, dwa. Rolą sklepu w tym modelu jest ogarnięcie reklamacji i zadbanie o relację z klientem. To własnie powinna być najważniejsza zaleta sklepów w tym modelu, dodanie klientowi dodatkowych gwarancji związanych z dostarczeniem i funkcjonowaniem towaru.

Niestety, ta idea została zupełnie wypaczona przez szereg sklepów sprzedających tanie produkt, gdzie kwestie gwarancyjne nie mają wielkiego znaczenia. Ponadto w praktyce wiele sklepów prowadzonych jest przez parę osób, które nie są w stanie obsłużyć fal reklamacji po falach zamówień wielkości kilku - kilkunastu tysięcy sztuk. Na skutek tego reklamacje i relacje mogą kuleć.

Gorsze jest jednak to, że sklepy zaczęły stosować wysokie marże w połączeniu z promocjami, w których łudzą klientów taniością i jakością towaru, a ukrywając długi czas dostawy z Chin. Ten czas pojawia się w regulaminach, których z reguły klienci nie czytają. O zjawisku tym pisał już Antyweb oraz paru internautów, a ja dołączam do tej grupy. Promocje organizowane są na facebook, adresowane głównie do kobiet, a typowe jest oferowanie kodów obniżających cenę produktu do zera. Plus koszty wysyłki - rzędu 20 zł. Interes polega na tym, że wysyłany przedmiot nie jest zwykle wart nawet 10 zł. Klienci, znając poprzednią cenę produktu, wyobrażają sobie jednak, że oferowany przedmiot ma znaczną wartość, i to ich kusi do wzięcia udziału w promocji. Machają ręką na koszty wysyłki i zamawiają w owczym pędzie "darmowy" produkt.

Oto szczególnie bulwersujący przykład sprzed Nowego Roku. Firma z Rudy Śląskiej ogłasza promocję:

Zgłasza się do niej ponad 500 osób. Link w promocji prowadzi do oferty już bez logo Pandora w cenie 199zł - który to znak był nadużyty bez zgody firmy:

Podróbka stylu Pandora to domena wielu producentów. Bez problemu można znaleźć ten sam przedmiot w ofercie wielu sklepów na Aliexpress, np. tutaj albo tutaj. Ceny, na dziś, są poniżej 8 zł. Nie wątpię, że to właśnie taki przedmiot otrzymają klienci, którzy złożyli zamówienie, obrazy są identyczne. Firma wycofała swoją ofertę dopiero w reakcji oficjalnej na nadużycie logo firmy Pandora - wszelkie niekorzystne komentarze do wpisu FB internautów były kasowane na bieżąco. Takich "promocji" na fejsie jest mnóstwo, tak samo jak firm je stosujących.

Nie wszystkie sklepy dropshippingowe poniżają się do takiej formy promocji, nie mniej jednak wiele z nich wycenia sprzedawane przedmioty nawet setki procent powyżej ceny z Chin, gdzie nie są wiele warte. Często za ceną "polskiej firmy" nie idzie ani jakość obsługi, ani reklamacji czy gwarancji. Są to ceny po prostu nieadekwatne i niemoralne z punktu widzenia stosunków społecznych. Aby się przekonać o wartości produktów, proponuję nauczyć się wyszukiwania towaru z Aliexpress obrazem. Szukanie obrazem jest to opcja w przeglądarce Chrome. Jak z niej skorzystać, pokazuje poniższy film.

Skąd wiadomo, że dany sklep wykorzystuje dropshipping? Tu warto zajrzeć do sklepowego regulaminu. Często firma prowadząca sklep nazywa się w nim POŚREDNIKIEM, zaś na dostarczenie towaru daje sobie nawet 60 dni - a są takie, które dodają : ROBOCZYCH. W częsci regulaminów wprost pojawia się słowo dropshipping", ale nie jest to regułą. Zwykle nie ma opcji zakupu za pobraniem, koszty wysyłki są sztywne per przedmiot. Otrzymane produkty przychodzą prosto z Chin, o czym piszą potem zawiedzeni klienci na forach i na Facebooku.

Dlatego warto uważnie czytać regulamin sklepu, zapoznać się z opiniami o nim i świadomie wybrać między ofertami polskimi i chińskimi, albo z innych źródeł.

sobota, 05 sierpnia 2017
Kotłownia (ang. boiler room) - firma kreująca gorącą atmosferę wokół wybranych instrumentów finansowych w celu osiągnięcia korzyści; stosuje psychologiczne triki, by skłonić klienta do zawarcia transakcji.

Link do odcinka 6

Historia kolejnej kotłowni łączy się z losami firm z poprzedniego odcinka. Jednym z jej klientów jest platforma Globtrex. Losy Globtrex to kolejny ciekawy wątek. Strona początkowo powołana i markowana przez zarejestrowaną w Polsce spółkę BridgeStone Capital Management S.A. miała za zadanie zdobyć klientów dla Saxo Banku, jako "introducing broker”. Introducing Broker to firma, która podpisuje umowę o współpracy z brokerem, a za “ściągnięcie” klienta do brokera dostaje prowizję od obrotu klienta. Saxo Bank jednak wycofał się z Polski, a Globtrex jeszcze w 2011 r. stał się własnością Safecap Investments (zob. poprzedni odcinek) za czasów prezesa Nicolasa Treppidesa. Wówczas zainteresował już kotłownie, gdyż obecnie strona jest zarejestrowana na firmę Arguento Limited z Cypru przez Mariusza Kokocińskiego. Trudno wskazać kiedy doszło do sprzedaży strony - być może miało to miejsce podczas restrukturyzacji Safecap. Dla przypomnienia, Arguento Limited zainwestowała w spółkę Capitalquest, w której miejsce znalazła część pracowników BSC Capital z Czech. Marcin Kokociński reprezentował w przeszłości Bohemia IZ oraz Felson. Na stronach Globtrex.com dowiadujemy się jednak, że Globtrex jest znakiem handlowym firmy Coverdeal Holdings. Trudno zrozumieć co łączy firmy Arguento i Coverdeal, ale oddział Coverdeal w Polsce rejestrował Frantisek Martinek, stąd wnioskuję, że Globtrex tak czy inaczej zależny jest od czeskiego zarządu. Globtrex ma w ofercie kilka rodzajów kont i platformy tradingowe, pełni więc dotąd swoją pierwotną rolę - ale już nie dla Saxo Banku, choć ta nazwa bywa jeszcze wymieniana przez marketingowców.

Firma Netmore to kolejna po Felson z kotłowni, która współpracowała z Globtrex. Powołana w 2015 r. w Warszawie (KRS: 0000575952), zaczynała działalność przy boku Gonoma Finance. Jedna z rozczarowanych internautek-pracownic pisze na forum o Gonomie: “[...], nie wypłacane są wynagrodzenia, fikcyjne umowy zlecenia z firmą netmore, która działa podpięta pod Gonome Finanse na Grzybowskiej 87 w Warszawie,a pracownicy dzwonią w imieniu Keystock. Tak też robiłam i nie doczekałam wynagrodzenia za marzec i kwiecien,a odsetki już kwotę podwoiły.”(pisownia oryginalna)

Gdy atmosfera wokół spółki Gonoma robi się gorąca i staje w stan likwidacji, Netmore przenosi się do spokojnego Lublina. Tu rekrutuje i wydzwania do klientów, niekiedy powołując się na Globtrex. Nawet ogłoszenia dot. pracy oraz przesyłki pocztowe przychodzące do spółki bywają adresowane na Globtrex. W sieci próżno szukać opinii pracowników Netmore, natomiast łatwo znaleźć wpisy niedoszłych klientów Globtrex. Jednym z nich jest red. Maciej Samcik, znany z blogu “Subiektywnie o finansach”. Inny ślad to zapis rozmowy z naganiaczem:

Netmore stosuje stare triki kotłowni czeskich, jak w "Łowcach frajerów" dzwonek sygnalizuje wpłatę, następują oklaski. W firmie wisiał plakat z hasłem upominającym: “Nie mów proszę, dziękuję, przepraszam”. Szczególnie często są stosowane triki z naganianiem na debiuty akcji. Głównym narzędziem pozostają listy telefonów do wykonania w kartonowych pudłach. Globtrex prawdopodobnie nie był jedynym klientem-platformą, dla którego zdobywano “jeleni” w Netmore. Choć w KRS spółki nie pojawia się czeskie nazwisko, a pracują sami Polacy, to pracownicy wspominają wizyty czeskiego eksperta Lukasa (zob. poprzedni odcinek), osoby, którą kierownictwo przyjmowało z szacunkiem. To budzi pytania, kto w tym biznesie naprawdę rządził i zarabiał, a kto był jedynie pionkiem czy słupem.

Ustawa o marketingu usług finansowych z kwietnia 2017 r. przerwała funkcjonowanie kotłowni. Biuro Netmore stoi puste, choć firma formalnie nadal istnieje. Kto wie, może powstanie kolejny klon czeskiej kotłowni, w kraju, gdzie będzie bezkarna? To tylko kwestia kosztów i organizacji; cała historia kotłowni wskazuje na to, że niebezpieczeństwo nie minęło, jedynie oddaliło się. Mam jednak nadzieję, że to już ostatni odcinek tego mini-serialu o kotłowniach.

PS. Zgodnie z KRS w listopadzie 2017 r. spółka formalnie przeniosła się poza centrum miasta.

To także dobra chwila, by zastanowić się nad kilkoma pytaniami:
- dlaczego KNF tak długo zwlekał z wpisywaniem na listę ostrzeżeń firm, które mają tzw. “paszport europejski” - działają transgranicznie, ale także dla klientów w Polsce
- dlaczego KNF ostrzega w broszurach przed boiler-roomami, agresywnym marketingiem, wskazuje na nieetyczne praktyki, ale firmy te nie są ścigane karnie (od niedawna jedynie prowadzony jest rejestr firm, co nadaje mu charakteru koncesji)
- dlaczego firmy finansowe korzystające z działań boiler-roomu nie są automatycznie wciągane na listę ostrzeżeń - przecież korzystają z nieetycznych dróg pozyskania klienta
- dlaczego umorzenie postępowania prokuratury zawsze oznacza wykreślenie firmy z listy ostrzeżeń KNF - przecież nie koniecznie to oznacza, że klienci tej firmy nie ponieśli szkody

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7
| < Listopad 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Opinie na blogu nie stanowią rekomendacji inwestycyjnej.