Z każdej strony gospodarki - osobiste opinie, nie stanowią rekomendacji do inwestycji
piątek, 17 marca 2017

Lubię czytać książki, ale nie przepadam za nie przepłacać, dlatego często korzystam z promocji, czasem z biblioteki, nie stronię też od starszej wiekiem literatury. Od pewnego czasu zdecydowanie więcej czytam na czytniku elektronicznym - Kindle i polecam go z wielu powodów.

Czytniki mają wiele przewag nad papierową książką. Dzięki podświetleniu umożliwiają komfortowe czytanie w gorszych warunkach, zajmują mniej miejsca niż książka w podróży - i o wiele mniej niż pełna półka książek w domu. Elektroniczne książki nie żółkną, pozostaną dla kolejnego pokolenia, są wygodne w dostępie, często tańsze, łatwe w przeszukiwaniu, umożliwiają życie wbudowanych słowników. Wadą czytnika pozostaje ograniczona powierzchnia (a wielkość jest istotna np. dla publikacji technicznych), brak koloru (tu cierpią albumy, książki dla dzieci). Czytnik nie zastąpi więc każdej książki - jednak na powieści jest świetny. Polecam wszystkim czytającym, szczególnie Kindle!

Jednolita cena książki to pomysł forsowany przez Polską Izbę Książki i Ministerstwo Kultury. To zawieszenie praw wolnego rynku pod pozorem pomocy najmniejszym księgarniom - a w rzeczywistości mogący im jeszcze bardziej zaszkodzić, bo nie będą mogły konkurować ceną. Sądzę, że w razie wprowadzenia takiego prawa księgarnie internetowe i cyfrowe szybko znajdą rozwiązania poza Polską, by je obejść. Nawiasem mówiąc, podobne pomysły miały różny finał w Europie i poza nią. Czytelnik na tym może stracić, bo wolny rynek nie działa.

Póki co proponuję zapatrzyć sę w czytnik i korzystać z dobrodziejstw kultury, np. jako bezpłatne Wolne Lektury (ale nie tylko szkolne), darmowe Wikiźródła, promocje opisywane w Świat Czytników albo publikacje techniczne Packt Pub. Jest dużo darmowych albo półdarmowych książek wartych czytania. Moim zdaniem kultura może być bardzo tania, gdy staje się powszechna.

Dlaczego więc zgadzać się na jej podrażanie i utrzymywanie stałych cen? Skoro to takie dobre rozwiązanie, to czemu nie chronić sprzedawców kiełbasy, pieczywa, ubrań, aut, mebli i kwiatów? To po prostu nie działa i niszczy rynek, zamiast skorzystać z praw ekonomii tworzy betonowe schrony dla wąskich grup. Nie zgadzajmy się na to.

wtorek, 14 marca 2017

Inflacja oficjalnie powyżej 2%. Na spełnienie swojej prognozy nie musiałem długo czekać. NBP i RPP patrzą na to spokojnie, czyli skubanie oszczędności rozpoczęto. O obronę b. trudno, oferty lokat ani obligacji niestety są słabe. Aby wyskoczyć ponad inflację należałoby szukać ofert na 3% rocznie brutto.

Macie pomysły na inwestycje? Dajcie znać!

 

niedziela, 26 lutego 2017

Władza wymyśla nowe rozwiązania w kwestii abonamentu RTV. Czyli podatku na państwową telewizję i radio - reliktowi socjalizmu i rozwiązaniom z poprzedniego wieku.

Zacznę od walki z mitem: to nie jest prawda, że wszędzie jest abonament. Zobaczcie sami w wikipedii. Media mogą funkcjonować inaczej, a w XXI wieku, wieku internetu i powszechnej informacji, to jest kompletny przeżytek. Substytucja jest zbyt duża. Płacenie za radio i telewizję państwową, z której praktycznie nie korzystam, to jak podatek drogowy za rower na balkonie.

Jeśli dodać do tego ładunek propagandy w TVP, to można powiedzieć, że media publiczne to jakaś pomyłka. Do tego dochodzi trwonienie pieniędzy, w którym to obecny prezes, p.Kurski, jest liderem.

W 2015 roku strata była poniżej 40 mln zł, ale w ubiegłym roku według wstępnej informacji podanej przez prezesa Jacka Kurskiego wyniosła aż 188 mln zł.

- pisze autorka artykułu na money.pl i analizuje, że tylko kilka minut więcej reklam oraz sprawniejsza ich sprzedaż mogłaby tą dziurę zasypać. Przecież to ciągle popularna telewizja, która może konkurować na rynku. Wynika z tego, że możliwych jest kilka opcji, które umożliwiają finansowanie telewizji bez podatku nazywanego abonamentem.

1. Prywatyzacja telewizji. Opcja politycznie i społecznie niepopularna, ale przywracająca normalność.
2. Zwiększenie limitu dopuszczalnych reklam, zmiana prawa w kierunku przerw w emisji filmów i poprawa efektywności sprzedaży reklam. To działania przybliżające finansowanie publiczne telewizji do prywatnej konkurencji.
3. Przejście na model kilku kanałów: tani w produkcji, bezpłatny kanał informacyjny/publiczny i płatny, kodowany, komercyjny. To rozwiązanie pośrednie, łączące zalety, ale i część wad.
4. Finansowanie z budżetu, np. z koncesji na emisje i kanały nadawcze innych telewizji. To byłoby najlepsze rozwiązanie, w powiązaniu z p.2. Na drodze stoją tu inne wydatki publiczne, w tym 500+.

Ponadto możliwe jest podjęcie działań potaniających produkcję TVP:
- obniżenie kosztów funkcjonowania instytucji, przegląd zasobów, ograniczenie kosztu imprez typu sylwester.
- finansowanie produkcji filmowych, jako niezależnych inicjatyw, ze zbiórek publicznych, społecznościowych, organizacji pożytku publicznego - tak można np. zrobić produkcje historyczne.

Myślę, że to świetna okazja, by przywrócić normalność i odrzucić głupie pomysły takie jak zmuszanie operatorów kablówek do przekazywania danych osobowych. Sądzę, że oba rządowe projekty spowodują dużo oporów, a operatorzy kablowi mają sporo do stracenia. Na wszelki wypadek, uprzedzając złodziejskie inicjatywy, proponuję przejrzeć zawarte umowy z operatorami i zrezygnować z usług tych, których się nie korzysta. Tak właśnie robię i muszę rozwiązać starą umowę na sygnał analogowy TV w budynku (stare dzieje, okres przejścia na cyfrowe nadawania). Jeśli ktoś chce oglądać telewizję, to antena naziemna to obecnie nawet 27 kanałów, wraz z internetem lub usługami wideo na żądanie to olbrzymi wybór bez konieczności zawierania umowy z kablówką.

Zauważcie też, że o problemie radia w ogóle się nie mówi i kwoty dla Polskiego Radia nie wydają się być problemem, mimo że nie są małe, abonament nie pokrywa kosztów i w popularności PR przegrywa w Polsce z prywatnymi nadawcami wszędzie. Radio publiczne przestało się liczyć i telewizja zmierza w tym kierunku. PR przegrało walkę i zdaje się, że przeszło na komercję. Porównajcie ostatni link z tym:informacja o finansach PR 1 z 2016 r. Problemy magicznie zniknęły.

Na koniec: powiedzcie NIE propagandzie w TVP i radiu! Precz z przymusowym finansowaniem tego partyjnego tworu!

czwartek, 16 lutego 2017
Stało się. Ostrzegałem przed łowcami frajerów, i oto zadzwonili także do mnie. Jeśli nie wiesz jeszcze, kim są finansowi łowcy frajerów, przeczytaj reportaż na money.pl. Pomimo rozmów z policją, zgłoszeniami do KNF, Ministerstwa Sprawiedliwości nikt nie podejmuje działań, by łowców ukarać i działanie ich firm ograniczyć. Nic nie robi z tym minister Ziobro, mimo artykułów i programów telewizyjnych biznes oszustów się kręci. Jak się bronić, skoro nie bronią nas instytucje?

Niechciane rozmowy telefoniczne to i bez łowców prawdziwa plaga. Jak się przed nimi bronić? Normalnie wystarcza odmówić, prosić o usunięcie z bazy danych. Ale na łowców to kompletnie nie działa. Nie reprezentują poziomu kultury, na którym działają słowa typu:"nie, dziękuję". Dzwonią natrętnie i nie reagują na odmowę, nawet wielokrotnie. Są agresywni, obrażają, denerwują.

Dlatego nie mam specjalnie oporów, by takiego gagatka w rozmowie sprowadzić na manowce, dając mylące i idiotyczne odpowiedzi. Przedłużanie rozmowy bez zawierania umowy i dawania obietnic to coś, co zdecydowanie uszczupla siły nachalnych łowców. Jednak i zabiera mój cenny czas, a chyba nie o to chodzi.

Postanowiłem więc bronić się inaczej. Zainstalowałem na smartfonie aplikację "Odebrać telefon?" z tej stony, jest ona też dostępna w sklepie Play. Aplikacja ładuje bazę numerów oznaczonych jako niechciane połączenia i blokuje lub ostrzega przed odebraniem telefonu. Dane o numerach pochodzą od społeczności internautów, która rejestruje podstawowe informacje o rozmowie na stronie www aplikacji. Przykładowo taka rejestracja wygląda tak jak w linku tutaj. Zamierzam więc nie tylko blokować rozmowy, ale i w razie potrzeby zarejestrować niechciane numery na serwerze aplikacji Odebrać telefon. Mój nachalny rozmówca już tam jest!

Wypróbujcie sami, jak to działa, a potem podzielcie się wiedzą z przyjaciółmi, znajomymi i rodziną. Chrońmy się nawzajem przed wyłudzeniem pieniędzy, na władzę nie ma co liczyć.

sobota, 11 lutego 2017
To ten czas, gdy rozliczamy podatki roczne i tradycyjnie podjąć decyzję o 1% podatku - zanim rząd zmieni zasady i uzna, że wie lepiej, kogo wesprzeć.

W tym roku premier Beata Szydło ogłosiła eliminację biedy dzieci, co sugeruje, że charytatywność w tej grupie już nie jest konieczna. Zapewne otrzymujecie mimo to czasem prośby o wsparcie dla chorych dzieci od znajomych. Trudno w takiej sytuacji odmówić, gdyż koszty leczenia są zwykle porażające. Pozostaje mieć nadzieję, że będą to przypadki coraz rzadsze. Jeśli jednak takich chorych nie macie lub chcecie nieco zdywersyfikować darowizny (np. rozliczacie kilka podatków), to mam także propozycję. Chciałbym w tym roku wesprzeć Fundację Nowoczesna Polska, która finansuje projekt Wolne Lektury. Dzięki temu projektowi udostępniono już w domenie publicznej cyfrowo 4400 utworów! Są to zwykle klasyki, ale nie brakuje rzadkich pozycji, jest literatura dziecięca, pojawiają się audiobooki. Dzięki temu kultura naprawdę ma szansę być powszechna i darmowa. Wierzę, że właśnie takie działania wzbogacają wszystkich, bez względu na region zamieszkania i wiek, sami zresztą popatrzcie. Zebrane pieniądze służą głównie opracowaniu cyfrowemu lektur, popularność zbiórek to też forma głosowania, co zdigitalizować najpierw.

Jest to inicjatywa jak najbardziej potrzebna, bo rządowy projekt "uwolnienia" praw do niektórych książek i wzbogacenia nimi domeny publicznej to jedno wielkie nieporozumienie.

Opinie na blogu nie stanowią rekomendacji inwestycyjnej.