Z każdej strony gospodarki - osobiste opinie, nie stanowią rekomendacji do inwestycji
piątek, 07 lipca 2017

Kotłownia (ang. boiler room) - firma kreująca gorącą atmosferę wokół wybranych instrumentów finansowych w celu osiągnięcia korzyści; stosuje psychologiczne triki, by skłonić klienta do zawarcia transakcji.

Link do odcinka 2

Capital Partners a.s. pojawia się w marcu 2007 r. jako Capital Polska w Polsce i niemal od razu pakuje się w kłopoty. Musi występować pod zmienioną nazwą, gdyż spółka Capital Partners w Polsce już istnieje i nie ma nic wspólnego z czeską. Mimo to dalej są mylone i już samo to powoduje obiekcje. Wkrótce dochodzi do powiadomienia prokuratury, bo spółka przyjmuje zlecenia maklerskie nie mając zezwolenia KNF. KNF wpisuje Capital Polska na listę ostrzeżeń. Pisze o tym Gazeta Finansowa w grudniu 2007 r. , wskazując też na zastrzeżenia pracowników. Ale jeszcze ciekawszy jest sposób, w jaki spółka wykonuje transakcje z klientami. To zjawisko dziennikarzy zaskakuje. “Puls Biznesu” określa je jako “czeski film”:

Z warszawskiego biura kilkadziesiąt osób dzwoni, oferując przesłanie analizy rynkowej do osób z bazy numerów (najczęściej prezesi lub właściciele firm). Po tygodniu wykonują ponowny telefon, zapewniając, że sytuacja na rynku jest zła, i odradzając kupno akcji. — Szefowie określają to jako „antyselling”. Chodzi o zbudowanie zaufania — mówi były pracownik Capital Polska.

Wypisz-wymaluj kotłownia jak z artykułu “Łowcy frajerów”. Ale ten niepokojący sygnał nie zagościł w mediach i świadomości społecznej dłużej, artykuł nie ma tak dramatycznej narracji jak opisy Łowców, jakie dziś znamy. Puls Biznesu traci historyczną szansę, by temat spopularyzować i uderzyć na alarm. Wkrótce “Puls Biznesu” pisze ponownie:

KNF wpisała Capital Polska na listę ostrzegawczą w maju. Od kilku miesięcy szefowie spółki próbują się dowiedzieć co przeskrobali i komu zawdzięcza znalezienie się na liście. Bezskutecznie. Nam też się nie udało.

Wspomniano o poprzednim artykule, który ”wywołał zamieszanie”, ale nie o poprzednich praktykach w firmie. Nie pada też mało jeszcze znane pojęcie “boiler room”, a cały tekst osłabia sens decyzji kNF. Warto zauważyć, że na KNF żali się tu Wojciech Sagan, prezes, a nie żaden z Czechów. Przecież spółka była ledwo co zarejestrowana na wspólników: Radka Pololanika i Martina Kortanka (KRS 0000277153). Tego samego Radka, którego znamy z Proficio. Czeski Capital Partners przygotował ekipę, która miała podbić Polskę, z pracowników poprzednich kotłowni. Oprócz zarządu pojawia się również linia czeskich menedżerów drugiego szczebla, którzy liczą na błyskotliwą karierę. Widać jednak, że w razie problemów wystawiają na front Polaków.

Na forum Gazeta Praca pracownicy CP żalą się na niskie płace i przedstawiają swoje podejrzenia, kojarząc firmę z filmem “Boiler Room”. A po roku (!) Puls Bizensu wspominając praktyki firmy używa słowa “telemarketing”, dodając “kontrowersyjny” i radośnie obwieszcza o powstaniu Bohemia IZ. Zaiste eufemistyczne określenia tego, co dzieje się w kotłowni. Poprzednie perypetie to “falstart”. My już wiemy, że kolejna firma to czeski sposób: nie udało się z jedną spółką, robimy nową.

Uchwałą z dnia 14 października 2008 r. rozpoczęto likwidację Capital Polska Spółki z ograniczoną odpowiedzialnością z siedzibą w Warszawie i postanowiono ją w stan likwidacji. Ale era firmy Bohemia IZ trwała już w najlepsze.

piątek, 30 czerwca 2017

Kotłownia (ang. boiler room) - firma kreująca gorącą atmosferę wokół wybranych instrumentów finansowych w celu osiągnięcia korzyści; stosuje psychologiczne triki, by skłonić klienta do zawarcia transakcji.

Link do odcinka 1

Po wchłonięciu Afin Brokers przez Capital Partners a.s. (dalej: CP), spółki giełdowej zarządzanej przez Vladimíra Černego, nie dochodzi do zmian na lepsze, przeciwnie. CP to licencjonowany dom maklerski, który proponuje klientom pośrednictwo w inwestowaniu na giełdach papierów wartościowych w USA. Mimo zapowiedzi lepszej kontroli nad wchłoniętą działalnością, CP nie tylko stosuje praktyki Afin, ale powiela je w firmach kooperujących. Capital Partners w tym czasie bardzo mocno rosła w siłę, planując ekspansję zagraniczną. Spółki finansowe płaciły wówczas składki na fundusz gwarancyjny i wpłaty CP przewyższyły w 2009 r. wpłaty banku CSOB, potentata w Czechach (15,5 mln koron. vs. 12,7 mln). Bezpośrednia konkurencja CP uiszczała składki mniejsze nawet o 5 razy - to oddaje jaki dystans dzielił firmy.

Ten wzrost to zasługa właśnie firm kooperujących, pośredników marketingowych, naganiających klientów CP. Ta współpraca ma szereg zalet: nad pośrednikami nie było nadzoru, a jeśli któryś miał wizerunkową wpadkę, można było się go pozbyć. Pośrednik znikał, pracownicy przechodzili do kolejnego wraz z bazą klientów, odpowiedzialność rozmywała się i biznes trwał dalej. Takim pośrednikiem była np. Proficio, firma Radka Pololáníka, którą w postępowaniu dyscyplinarnym zawiesiła komisja etyki AFIZ (Stowarzyszenie Pośredników Finansowych), nalegając na uzupełnienie braków związanych z brakami dowodów przyjmowania i przekazywania zleceń klientów. Proficio 27 września 2007 otrzymała wypowiedzenie praw pośrednika inwestycyjnego wraz z wnioskiem o ustanie członkostwa w Stowarzyszeniu Pośredników Finansowych. Na miejscu Proficio pojawia się BFC Capital i wydzwania do tych samych klientów. Radim Kadlček, właściciel Afin Brokers, zakłada firmę Afin Czech. Kotłownie wręcz mnożą się jak króliki, powielając te same metody, mając poczucie bezkarności i władzy. Chyba dlatego kolejna firma założona przez ludzi związanych z CP została nazwana Stratton Prague, a jest to nazwa wzorowana na... Stratton Oakmont - firmy znanej z filmu „Wilk z Wall Street”, która w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych skubała klientów. Właścicielem Stratton Prague był Matěj Ehl, były menedżer BFC Capital, w zarządzie występował Stanisław Burda, kuzyn wspomnianego Radka Pololáníka. Szereg innych osób powiązanych z kooperantami CP można odnaleźć w rejestrach handlowych kolejnych kotłowni: Capital Quest, Stone de Witt, Phoenix Capital, Weritum Consutling i innych. Tymczasem klienci CP tracili w transakcjach grube kwoty, czasem miliony, z czego opłaty pochłaniały przeciętnie nawet 25%. To efekt churningu - naciągania klientów na częste transakcje o niekorzystnie wysokich prowizjach. Do nadzorcy, banku centralnego, zgłaszają się poszkodowani klienci, których CP wysłuchać nie chce.

Zanim dojdziemy jednak do schyłku tej firmy, przenieśmy się do Polski, gdzie CP stara się zaistnieć, tak jak zresztą w kilku innych krajach. Z wewnętrznego naboru ekspediuje do nas ekipę wybitnych "fachowców" w swojej profesji, dając im szansę kariery.

Znaczna część informacji w tym odcinku pochodzi z artykułu pod tym linkiem - z autorem nie udało mi się skontaktować. W dalszym ciągu proszę o kontakt.

piątek, 23 czerwca 2017
Publikuję tę historię jako ostrzeżenie dla klientów pseudo-doradców finansowych. Starałem się dociec metod działania firm stosujących agresywny marketing, scharakteryzować je, pokazać podobieństwa. Ujawniam przy tym kto za nimi stał. Dotąd zagadką jest dla mnie, jak to się stało, że działały tak długo.

Kotłownia (ang. boiler room) - firma kreująca gorącą atmosferę wokół wybranych instrumentów finansowych w celu osiągnięcia korzyści; stosuje psychologiczne triki, by skłonić klienta do zawarcia transakcji.

Historia czeskich kotłowni zaczyna się od firmy Afin Brokers. Jej jedynym udziałowcem jest Radim Kadlček, który kupił firmę w jesieni 1998 roku. Firma świadczyła usługi inwestycyjne i szczególnie interesowała się rynkiem akcji w USA. Ponadto oferowała wymianę walut (forex), zarządzanie portfelami papierów wartościowych, transakcje na Giełdzie Papierów Wartościowych w Pradze i aukcje certyfikowanych papierów wartościowych. Podczas rodzącej się hossy spółka zwróciła zainteresowanie nadzoru. Dlaczego?

Już wówczas była znana z agresywnego marketingu. Teleoperatorzy (nie maklerzy!) dzwonili do potencjalnych klientów i proponowali im swoje usługi. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie powtarzalność i natarczywość operatorów. Źródłem numerów telefonów były w większości publicznie dostępne bazy danych, takich jak np. rejestr handlowy spółek. Firma celowała w grupę biznesmenów jako klientów docelowych, oni często dysponowali wolnymi środkami i mogli być skłonni do inwestowania. Często nieświadomi ludzie inwestowali i postępowali zgodnie z radami 'doradców'. Ci z kolei nic nie ryzykowali: interesowała ich tylko prowizja. Im więcej operacji, tym większa. Tak rodziła się praktyka nazywana 'churning" - wyłudzanie znacznych prowizji od klientów poprzez zbyt częste lub zbyt rozdrobnione transakcje. Na prowizjach można było stracić majątek.

Jak "pracowano" w Afin? Byli pracownicy wspominają, że pełnili rolę telefonistek niczym w call center, ale ich stanowisko nazywano 'junior makler". Zebrani niemal z ulicy, nie mieli zielonego pojęcia o rynku, a los klienta był im obojętny. Na forach internetowych po raz pierwszy pojawiają się przy tym trzy słowa: canvas, antysale, sale - które wyjaśniał w swoim artykule "Łowcy frajerów" Mateusz Ratajczak. Nie wiadomo, kto pierwszy i kiedy wymyślił ten trzyetapowy trik. Pierwszy etap to wydzwanianie na numery z listy, zainteresowanie klientów firmą, zareklamowanie jej w jak najlepszym świetle i wyselekcjonowanie tych którzy są zainteresowani inwestycjami. Drugi etap to "antysprzedaż" - zdobycie zaufania klienta poprzez poinformowanie go, że aktualnie nie warto inwestować, nic ciekawego się nie dzieje. Trzeci etap to sprzedaż właściwa - dociśnięcie klienta, by zdecydował się na inwestycję. W hałasie, zgiełku, krzycząc, dzwonili do złowionych osób naciskając na wpłatę pieniędzy. Tak by klienci czuli, że jeśli nie będą inwestować teraz, stracą możliwość zarobku: mówiono im, że to jest czas na decyzję, bo za chwilę akcje zdrożeją 20%. Oszukiwali klientów, sami będąc oszukiwani: często pracowali po godzinach, otrzymywali podstawową pensję, a czasem i to nie, gdy nie spełniali wygórowanych celów. Ten schemat i zachowanie powielały potem kolejne kotłownie.

CNB - Narodowy Bank Czech, zarazem nadzorca - uznał, że Afin Brokers nie wypełniała szeregu zobowiązań prawnych. Szczególnie poważne były naruszenia zasad postępowania w stosunku do klientów i nieodpowiednie przechowywanie i rejestrowanie aktywów klientów. Nie było rejestracji ani rozmów, brakowało zleceń transakcji. CNB odebrał licencję Afin Brokers począwszy od 18 grudnia 2006, zabraniając świadczenia usług inwestycyjnych i zmuszając do oddania należności klientom. CNB chce przede wszystkim uniknąć dalszych szkód dla interesów klientów i ochrony ich własności, argumentowano wówczas.

Za rok zakończony dnia 30 czerwca 2006 roku spółka wypracowała zysk netto w wysokości 70,3 mln koron. Afin Brokers decyduje się sprzedać swój biznes innej firmie, Capital Partners a.s., notowanej na praskiej giełdzie. Capital Partners przejmuje nie tylko klientów - ale i pracowników oraz ich praktyki. Nie znalazłem żadnej wzmianki o ukaranych, zatrzymanych czy aresztowanych pracownikach Afin Brokers. Historia kotłowni toczy się dalej.

niedziela, 18 czerwca 2017

Romuald Ś. , właściciel i prezes PCZ, aresztowany pod zarzutem m.in. wyprowadzania majątku spółki, nadal jest w areszcie. Przedłużono mu areszt w obawie przed mataczeniem. Obligatariusze papierów za 60 mln nadal czekają na rezultat działania prokuratury, sądu i syndyka.

Smaczku dodaje sprawie fakt, że aresztowana jest też adwokat Romualda, pod zarzutem składania propozycji korupcyjnej pracownikowi prokuratury.

W tej sytuacji żartem wydaje się zamknięcie konsulatu Belgii, w którym Romuald Ś. był konsulem honorowym. Belgia nie protestuje.

Jest jednak nadzieja, że wierzyciele otrzymają choć część utraconych pieniędzy - zabezpieczono olbrzymi majątek prezesa. Jego wartość jest szacowana na 70 mln zł

sobota, 03 czerwca 2017
Serws Zaufana Trzecia Strona opisuje dość perfidny atak z użyciem Facebooka

W skrócie jak to wygląda:
1. Przestępca przejmuje konto znajomego lub członka rodziny przyszłej ofiary na Facebooku. W jaki sposób - trudno powiedzieć.
2. Do ofiary wysyła wiadomość, w której zwraca się z prośbą o niewielką kwotę (np. "doładuj mi kartę") i wysyła link do systemu płatniczego.
3. Jeśli ofiara użyje linka, to wykorzysta strony spreparowane przez przestępcę, łudząco podobne do oryginalnych, w tym okna do logowania itd.
4. Po zalogowaniu przestępca już dysponuje dostępem do konta. Podanie kodu autoryzującego płatność umożliwia mu wykonanie przelewu i zdefiniowanie go jako zaufanego.
5. Po wykonaniu przelewu może nastąpić kolejny - i wyczyszczenie rachunku.

Jak się bronić, co robić, gdy bliska osoba prosi o drobną kwotę? Po pierwsze, skontaktować się innym kanałem dostępu niż Facebook, np. zadzwonić, i upewnić się, kim jest proszący. Po drugie, nie wierzyć otrzymanym linkom. Po trzecie, sprawdzić adres strony logowania.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 90
Opinie na blogu nie stanowią rekomendacji inwestycyjnej.