Z każdej strony gospodarki - osobiste opinie, nie stanowią rekomendacji do inwestycji
piątek, 14 grudnia 2018
Już wczoraj Revolut pochwalił się na blogu licencją bankową (TUTAJ).

Czy to coś zmienia dla klientów? Aktualnie nie. Posiadanie licencji nie oznacza bycia bankiem, bank trzeba założyć, klientów zmigrować lub zachęcić do przejścia itd. Posiadanie karty Revolut przez pewien czas nie będzie jednoznaczne z bankowym bezpieczeństwem depozytów. Z wpisu wynika też, że na cel, jakim będzie bank, brana jest pod uwagę Litwa, ale zapowiadana jest też ekspansja. Revolut wiąże wiele nadziei i planów z bankiem, w tym usługę direct debit i zmniejszenie awaryjności płatności.

Tagi: Revolut
18:06, cyfrowyja
Link Dodaj komentarz »
piątek, 07 grudnia 2018
Jeśli nie wiesz, czym jest Revolut, zobacz wpis TU.

Niemal pół roku temu finansowe media podniosły alarm: bankomaty Euronet naliczają prowizję surcharge za wypłaty kartami Revolut i Curve.

Sprawę dość mocno nagłośniono, jakby zniechęcając do Revoluta, a tymczasem istnieją już rozwiązania tego problemu, który dotyczy jedynie kart Mastercard. Pierwsze, o którym informuje portal Cashless.pl, to zamówienie nowej karty, która będzie rozpoznawalna jako lokalna. Jednak wiąże się z tym koszt 23,99zł, który musieliby ponieść "starzy" klienci (nowi mogą dostać kartę za darmo - zobacz LINK).

Kto kosztu ponosić nie chce, może skorzystać ze sposobu drugiego. Otóż dla kart Curve również rozwiązano ten problem, moja karta zamówiona w końcu września działa bezprowizyjnie w bankomatach Euronet. Jak z tego skorzystać: jeśli jeszcze nie masz Curve, to warto zamówić kartę Curve zgodnie z opisem TUTAJ (dodatkowo zgarnąć można 5 GBP). Jeśli kartę już miałeś wcześniej, możesz zamówić nową bezpłatnie. Po uruchomieniu karty podpiąć do niej kartę Revolut i wskazać przy tym walutę PLN. Oczywiście Revoluta trzeba doładować złotówkami i można iść do miejscowego bankomatu po wypłatę, wkładając kartę Curve. Wskazanie waluty karty Revolut jest tu bardzo ważne, bo w przypadku przewalutowania warunki są inne, o czy informuje strona Curve

PROMOCJA NA KARTĘ CURVE

Przy okazji, co nowego słychać w Revolucie? Tę kartę wybrało już ponad 3 mln klientów :-o ! Dla porównania, kartę Curve zamówiło 300 tys klientów. Revolut planuje w przyszłym roku wejść do Azji, w kolejce ustawiło się już 50 tys. chętnych. Ponadto planowane jest wydanie aplikacji dla dzieci. Jej funkcjonalność pozostaje jednak niewiadomą.

poniedziałek, 03 grudnia 2018
UI TFI zmienia nazwy ośmiu swoich funduszy, a że to TFI często gościło w moich wpisach oraz portfelu, to pozwolę sobie tu przytoczyć ściągawkę.

Stara nazwa - Nowa nazwa:
UniKorona Pieniężny - UniKorona Dochodowy
UniAktywny Pieniężny - UniAktywny Dochodowy
UniLokata - UniOszczędnościowy
SGB Gotówkowy - SGB Bankowy
UniGotówkowy Aktywa Polskie - UniAktywa Polskie
UniDolar Pieniężny - UniDolar
UniEURIBOR - UniEuro
UniWIBID Plus - UniProfit Plus

Zmiana nazwy ma związek z nowymi przepisami, które stawiają szczególne wymogi wobec funduszy z nazwą "pieniężny" (zobacz opis TUTAJ). Inne TFI także już zmieniły lub planują zmienić nazwy funduszy. Sprawdźcie, ile już jest nazw Lokacyjny/Lokata/Oszczędnościowy itp. Niektóre zmiany jednak mnie zaskakują, co komu np. szkodził WIBID? I dlaczego nie zmienia się nazw funduszy, które naprawdę tego potrzebują, by nie zwodzić klientów?

Ze swojej strony oferuję szereg przyjaznych nazw, bardzo tanio odstąpię prawa autorskie do takich nazw jak: fundusz Góry Hasju, fundusz Kopy Siana, Puchnący Portfel, Sałata i Obligi, Ecie-Pecie, Kasiora Asiora, Mamona i Papier, Many-Many czy fundusz Brzęczącej Monety. W sumie będą to nazwy o wiele mniej mylące względem tego, co sam obserwuję w portfelach funduszy.

sobota, 01 grudnia 2018
Zakupy w Cyber Week na Amazon były okazją do wymiany doświadczeń ze znajomymi odnośnie płacenia właśnie w tym sklepie. A wiele osób kupowało, korzstając z promocji, np. nowinkę - Kindle Paperwhite 4 . Ja skusiłem się na głośnik Echo Dot 2 (z wirtualną Alexą). Polowano też na inne okazje, takie jak sprzęt foto, AGD (w tym ekspresy do kawy), a nawet telewizor. Często pojawiają się one jako "oferta dnia", a czasem pochodzą ze zwrotów (outlet).

Znajomi płacili w różny sposób za zakupy i to doprowadziło do dyskusji: jak najkorzystniej płacić? Doprecyzujmy, że tym razem zakupy dotyczyły niemieckiego Amazon.de w euro, ale czasem zaglądam też na angielski Amazok.co.uk w funtach, a kilka osób chętnie zerka na ofertę Amazon.com w dolarach. Mowa więc o płatności w trzech walutach głównych, podczas gdy niemal wszyscy zarabiamy w złotówkach.

A jak w ogóle można płacić na Amazon, szczególnie niemieckim, bo to jest nam terytorialnie najbliższe? Posiadanie euro nie jest bezwzględnie konieczne. Można wskazać kartę w PLN, wówczas będzie można wybrać pomiędzy walutą karty i walutą obciążenia. W pierwszym wypadku przeliczeniem zajmie się Amazon, informując o końcowej cenie w złotówkach. Od niedawna dostępna jest płatność przelewem na Amazon.de (Przelewy24). W tej opcji sprawdzenie ceny w złotówkach możliwe jest dopiero po potwierdzeniu na Amazonie zamówienia i przejściu do ekranu wyboru banku. Wówczas przeliczanie euro na złotówki wykonuje usługa Przelewy24, która czasem oferuje korzystniejsze kursy niż Amazon.

Wcześniej jedyną opcją była "karta kredytowa". Tak nazywa się opcja, ale w rzeczywistości dopuszcza ona wskazanie niemal dowolnej karty do płatności online: także prepaid i debetowej. Dlatego wiele osób płaciło kartami banków w złotówkach względnie przelewem, ale też mamy porównanie do kart fintechów. Za zakupy online raczej nie zapłacicie wieloma kartami Maestro. Co ciekawe, takie karty, bez CVV, ciągle są wydawane przez duże banki zagraniczne jako podstawowe karty do rachunku.
Można też płacić kartami walutowymi lub wielowalutowymi, oczywiście zapewniając wcześniej środki na rachunku np. poprzez wpłatę lub zasilenie. A zasilenie takich kart jest możliwe z wykorzystaniem kantorów internetowych, nie musi być to wymiana w banku.

Jak wyszliśmy finansowo na tych zakupach? Zacznę od najmniej korzystnych opcji. Ku mojemu zdziwieniu, była to wskazania zapłaty kartą w PLN. Kursy, jakie stosuje Amazon.de, są skrajnie niekorzystne. Zaletą tego rozwiązania jest jedynie przypadek zwrotu pieniędzy w procesie reklamacji: zwracana jest pełna kwota złotówek. Gdyby wybrać płatność w euro, zwracana byłaby kwota w euro, która znowu zostałaby przewalutowana, niekoniecznie po takim samym kursie - mogłoby dojść do straty.

Korzystniejszy kurs dawało użycie Przelewy24 do wykonania płatności. Różnica wynosiła kilka procent!

Następna opcja to zapłata kartą w walucie euro (EUR), ale z użyciem złotowej karty. Tu najmniej korzystnie wypadły karty PKO BP. Niewiele lepiej było z kartą Millennium. Niemal to samo obciążenie dawały karty mBanku i Santandera. Co ciekawe, karta Santandera na początek blokowała kwotę po dość korzystnym kursie, który jednak w obciążeniu wzbogacony został prowizją ;-). Dość dobry wyniki dawało użycie karty Pekao, ale znalazł się on poza podium.

Bardzo dobrze wyszedł na swoim zakupie posiadacz Alior Kantor: karty w EUR, GBP, USD są praktycznie bezpłatne, wystarczy wykonać 1 transakcję. Sam kantor Aliora również oferuje korzystne kursy i jest konkurencyjny względem kantorów naziemnych i internetowych. Można zresztą wykorzystać konta wskazane w Alior Kantorze dla walut, by kupować je w innych kantorach internetowych; nie ma tu ograniczenia. Można też dokonywać wpłat i wypłat walutowych w placówkach Aliora.

ALIOR KANTOR MOJA OPINIA

Wiele innych banków ma w ofercie karty walutowe bądź wielowalutowe, jednak w przeciwności do Alior Kantoru w większości przypadków idą za tym dodatkowe opłaty za konto lub kartę. Przykładowo, w mBanku jest to 30zł rocznie. Niemniej jednak takie karty tez pozwalają na stosunkowo tanie zakupy na Amazon. W Alior Kantorze wystarczy jedna transakcja, by opłaty za kartę nie było. Alternatywa to podpięcie rachunków złotowych i walutowych banku do kantoru internetowego, gdzie oczywiście tez można zyskać dość korzystne kursy. Takie rozwiązanie wymaga jednak więcej zachodu: najpierw zakładamy rachunek walutowy, rejestrujemy go w kantorze internetowym w parze ze złotowym, wykonujemy transakcję, i dopiero po transferze środków do banku możemy iść na zakupy. Zintegrowany z kartami kantor jest o wiele prostszym wyjściem.

Jednak najwięcej na wymianie EUR na PLN zaoszczędzili użytkownicy kart Revolut oraz Curve. Różnica między ich kursami była marginalna, ale inna jest zasada działania kart. Obie karty można uzyskać praktycznie bezpłatnie i w wersji podstawowej nie ma tu opłat miesięcznych.

Karta Revolut to karta wielowalutowa z aplikacją do zarządzania kontami i kartą, o której często wspominam. Najpierw trzeba doładować konto (np. inną kartą od banku), następnie można za złotówki kupić euro po kursie zbliżonym do międzybankowego. Z uzyskaną waluta można wybrać się na zakupy. Podobnie bezproblemowo kupuje się dolary i funty.

PROMOCJA NA KARTĘ REVOLUT

Karta Curve nie wymaga doładowania złotówkami. Tą kartę niejako wiąże się z inną kartą płatniczą, która umożliwia transakcje online. Do wszystkiego służy oczywiście aplikacja mobilna. Podczas użycia Curve w razie różnicy walut karta wymieni środki po aktualnym kursie międzybankowym i obciąża powiązaną kartę. W podstawowej wersji ograniczeniem dla tak dobrego kursu jest limit przewalutowania 500 GBP (powyżej są prowizje, ale znośne - zobacz wpis). Można podpinać wiele kart i wybierać, która aktualnie będzie obciążana.

PROMOCJA NA KARTĘ CURVE

Warto wiedzieć, że na Amazon karty obciążane są dopiero w momencie wysyłki. Wyjątkiem jest użycie karty po raz pierwszy, gdy na próbę wykonywane są blokady lub obciążenia na 1 EUR (pieniądze potem wracają).

sobota, 24 listopada 2018
Kotłownia (ang. boiler room) to firma kreująca gorącą atmosferę wokół wybranych instrumentów finansowych w celu osiągnięcia korzyści; stosuje psychologiczne triki, by skłonić klienta do zawarcia transakcji.

Długo zbierałem się do tej recenzji. Jestem właściwie fanem artykułów o kotłowniach Mateusza Ratajczaka, autora tytułowej pozycji. To one uświadomiły mi, że niemal ocieram się o kotłownie powstałą w okolicy. Sam również drążyłem temat pochodzenia tych firm i ich metod działania. Można więc powiedzieć, że mogę porównać swoje skromne dochodzenie do ustaleń z niesamowitego wyczynu, jakiego dokonał Mateusz. Nie ukrywam, szukałem wręcz punktów wspólnych w obu sprawach. Nie sposób jednak opowiedzieć o książce, nie zdradzając choć części jej zawartości, jeśli więc jesteście fanami jak ja, lepiej przerwijcie czytanie tutaj. Uwaga, będzie lekki spojler. ​

Już na początku mamy mocny akcent i zarazem zaskoczenie, za sprawą osoby, która wystąpiła w programie Jacka Łęskiego "Chodzi o pieniądze". Występujący w programie mężczyzna był pracownikiem kotłowni. W książce opowiada on o perypetiach związanych z tym, że technicy TVP nie dość dobrze ukryli jego tożsamość i został rozpoznany. Co się stało i z jakim finałem - przeczytajcie sami.

Dalej autor opisuje swoją wielkiej przygodę: jak sam zatrudnił się w kotłowni i co działo się wewnątrz niej. To luźniejsza, spokojniejsza tempem, ale i bardziej szczegółowa wersja reportażu znanego nam z money.pl. Akcja tu toczy się znacznie wolniej, jednak nie jest to opis w pełni chronologiczny. Więcej natomiast dowiadujemy się o atmosferze w środku, codziennych zadaniach, szkoleniach, o zwyczajach, o szefostwu, rozmowach z klientami. Mimo ryzyka, dziennikarz zachował zimną krew i przez kilkanaście dni zebrał ciekawy materiał. O wybrykach w kotłowni jest cały rozdział, gdzie znajdziecie m.in. słynny "nagi spacer". Autor dochodzi, kim była tajemnicza dziewczyna i co ją zmotywowało do odarcia się z godności. Są i inne, mniej znane, choć bulwersujące wydarzenia, których wspólnym mianownikiem jest pogarda dla drugiego człowieka. Mając za sobą własne dochodzenie, nie byłem tu specjalnie zaskoczony; mógłbym dołożyć jeszcze parę szczegółów z życia managerów. Byłbym rozczarowany, gdyby był to koniec.

Ale tak nie jest. Swobodniejsza narracja i opis wydarzeń ma swój cel. Książka wyraźnie kładzie nacisk na aspekty psychologiczne, zarówno dotyczące działań naciągaczy, jak i ich ofiar. Potwierdzeniem tego są kolejne rozdziały, zawierające wywiady-rzeki z dwoma psychologami. Pierwszy, na temat manipulacji, wydał mi się nieco rozwlekły, ale drugi, traktujący o kłamstwie, żywo zainteresował. Padają w nim ważne stwierdzenia, jak nie dać się oszukiwać i jak wykrywać kłamstwo. W całej opowieści mamy sporo urywków scenariuszy, jakimi się posługiwano przy oszustwie, są także ilustracje - dokumenty kotłowni. Autor drąży temat psychologii postępowania sprawców, przyczyn, dla których dajemy się nabrać i sposobu myślenia obu stron. Rozmawia zarówno z byłymi pracownikami, jak i ich klientami. Czy żałują tego, co się stało, jak oceniają te wydarzenia? W istocie, jak sam dziennikarz stwierdza, to nie jest książka o foreksie czy kryminał o tropieniu oszustów. To książka o naciągaczach, która głęboko jak żadna inna stara się dociec natury ich sukcesu.

Jest to niejako wymówka, by w całość wpleść jeszcze jedną historię. Dziennikarz zetknął się z celebrytą inwestorów, Gregiem Seckersem, sprzedającym szkolenia. To kolejna dość szczegółowa opowieść o tym, jak wykorzystywana jest chciwość. Przytacza też kilka innych przykładów, w tym nie znaną mi wcześniej aferę ziemniaczaną, krajowy ewenement z humorystycznym akcentem.

Ale wróćmy do kotłowni, tak jak wraca i książka. Narracja opowiada o dalszym śledztwie wokół foreksowych firm i o ustaleniach prokuratury: w całej tej historii są cztery takie firmy, dwie to kotłownie, dwie to cypryjskie platformy forex. Tu nie ma niewiniątek: każda strona ponosi jakąś odpowiedzialność za naciąganie klientów. Nie ma też niewinnych wśród pracowników, a szczególnie managerów w kotłowniach. Zacierają ślady, kluczą, bezczelnie kłamią, a nawet atakują... i tu dochodzimy do wspólnych wątków w mojej historii i tej książkowej.

Obaj opisaliśmy inne firmy, Mateusz trafił na kotłownie izraelskie, ja na czeskie. Skąd tu firmy izraelskie? Oddam głos lekturze: " [...] Izrael jest ojczyzną wielu takich cwaniaków. Dlaczego? Kraj się błyskawicznie rozwinął, stanowi istotne centrum finansów na globalnej mapie". Wybrali Polskę z konkretnego powodu. "Przestępcy lubią kraje, które mają subtelne luki w prawie, ale nie takie pogrążone w chaosie czy niebezpieczne. [...] Potrzebowali kraju, który się rozwija, w którym ludzie się bogacą, który ma podstawowe przepisy prawa. Ale w którym część zapisów jest martwa, nie działa, organy mają inne zmartwienia lub są łatwe do przekupienia." W każdym z tych przypadków stosowano wiele podobnych trików: budowano pokrętną siatkę firm, ukrywano ich nazwę, podobnie traktowano pracowników. Co ciekawe, izraelskie kotłownie korzystały z listy telefonów pochodzących jeszcze z Bohemii IZ, jednej z pierwszych czeskich firm tego typu w Polsce i uchodziła ona za wzór! Wniosek - personalnie szefowie firm musieli się znać, mieć kontakty. W ostatnich zatrzymaniach ponownie pojawił się obywatel Izraela. Cofając się w czasie, dziennikarz dochodzi do podobnych wniosków jak ja, wskazując na Affin Brokers jako prapoczątek tego przekrętu (odcinek pierwszy Historii). Być może trafił na mojego bloga - a na pewno trafił na czeskie artykuły na ten temat. Wspomina też nagranie wideo, które ja również umieściłem we wpisie o Global Markets.

Inny wspólny wątek to historia ofiary oszustów, która nie daje za wygraną. Tu pojawia się starcie z prawnikami, stojącymi po stronie naciągaczy. "Tak zwykle bywa, że przy podejrzanych o przekręty finansowe pojawiają się drodzy prawnicy.​" Zgadnijcie kto to? Chodzi o tę samą kancelarię, która wysuwała roszczenia Safecap do reprezentanta poszkodowanych. Miałem wręcz wrażenie, że czytam kalkę historii, jakiej sam wysłuchałem i opisałem w odcinku 6. Kancelaria, a potem przecież i sąd, który poprzez uznanie roszczenia niejako osłania przestępczą działalność - czy jakąś odpowiedzialność w ogóle poniesie?

​Mateusz podkreśla, co zgadza się moim doświadczeniem, jak trudne jest śledztwo i jakie opory napotyka. Gangi paliwowe i podatkowe to przy sprawach naciągaczy łatwizna. Poplątane sprawy, nazwy, zapierający się ludzie, rozumienie instrumentów finansowych, prawa - to wszystko jest barierą, jaką udało się pokonać w tym wypadku, a w ilu innych nie? "Prokuratura często umarza postępowania. Te, które dotyczą internetu, są nam uwalane w 90 procentach". Niech to zdanie będzie ostrzeżeniem. Przestępcy wyprzedzają przepisy, korzystają z dziur, którymi wycieka gotówka. I chyba nie przestanie, bo pomysłowość ludzka nie ma granic. "Jedyny sposób na bezpieczeństwo? Nie podawać ręki naciągaczom. Nie reagować na telefony, przerywać rozmowy." Ja też blokuję telefony.

Podsumowując, ta książka to nie kryminał, choć jej bohaterowie trafiają do kryminału; nie jest też kondensatem sensacji w tej mierze, co artykuły na money.pl. Ale to jedna z nielicznych i najlepsza jak dotąd pozycja analizująca sposoby i naturę naciągaczy oraz czułe punkty ich ofiar. Czyli nasze - więc właściwie jest to lektura dla każdego inwestora.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 89
| < Grudzień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
Opinie na blogu nie stanowią rekomendacji inwestycyjnej.