Z każdej strony gospodarki - osobiste opinie, nie stanowią rekomendacji do inwestycji
poniedziałek, 26 września 2016
Demografia - jak się broni rząd

Może teraz spójrzmy na to, co robi - lub deklaruje - rząd w kwestii demografii oraz jakie są migracyjne trendy.

Program 500+ - wiemy. Imigracja pracowników z Ukrainy nabiera rumieńców, bo coraz więcej firm deklaruje chęć ich zatrudnienia w Polsce, czyli trend jest rosnący. W kontekście Brexitu i wydarzeń rasistowskich możliwe są częstsze powroty Polaków. Oba zjawiska mogłyby złagodzić przebieg demograficzny. Z drugiej strony wyjazdy na zachód nie zostały powstrzymanie jako zjawisko.

Mamy też wydarzenia finansowe, które są jak najbardziej związane z bombą demograficzną. Jedno to podniesienie minimalnych emerytur. Taki ruch z jednej strony podnosi wydatki państwa, z drugiej pobudza rynek kreując popyt - bo najbiedniejsi wszystko wydadzą. To jest też działanie antydeflacyjne. Druga taka decyzja to podniesienie płac minimalnych. Od 2017 r. płaca minimalna ma wzrosnąć do 2000 zł ! Co za tym idzie wzrosną podatki, składki ZUS od firm, więc jest to wzrost kosztem firm. Państwo na tym zarobi, trend malejący bezrobocia ma szansę wyhamować na chwilę. Rząd korzysta tu z rynku pracownika. A wszystko to pod przykrywką dbania o ludzi - prawda?

Obstawiam, ze nie będzie to jedyna podwyżka w kolejnych latach i nie jedyna próba pobudzenia rynku i przełamania deflacji. Ale to są półśrodki, leczenie objawów, a nie przyczyn. I wszystkie one zanegowane zostaną przez jedną głupią decyzję - obniżenie wieku emerytalnego. Obniżka wieku to nasilenie trendów rynku pracownika, a także zdecydowane obniżenie możliwości konsumpcji emerytów, co dobije PKB o wiele wcześniej niż moglibyśmy się spodziewać. Polacy sami muszą zdecydować, czy tego właśnie chcą.

18:54, cyfrowyja
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 11 września 2016
Demografia - jak się bronić , cz. 1
Mój Czytelnik spytał o strategię i przygotowanie się do bomby demograficznej. Zacznę od tego, co myślę o najbliższych 5 latach.

Przypominam, że jesteśmy w fazie rynku pracownika. Na razie najlepsze, co możemy zrobić jako indywidualni pracownicy, to szukać lepszej pracy i gromadzić środki. To okres najlepsze do awansu, zmiany miejsca pracy na lepsze. Reakcja typu "mam 500zł na dziecko, nie muszę pracować" jest słaba i pozbawiona sensu. Wzrost cen zniweluje za jakiś czas działanie programu, a brak zatrudnienia dobije. Rozsądne za to jest szukanie pracy w spółkach eksportowych, bo to wykorzystanie kryzysu demograficznego krajów bogatych.

Na poziomie kraju jednak trzeba patrzeć inaczej. Tak jak Niemcy: brakuje nam pracowników, otwieramy granice. Czyli można importować imigrantów, oczywiście nie tak kłopotliwych. I tak robi wiele krajów. Silne gospodarki starają się o pracowników stwarzając atrakcyjne warunki dla przybyszów. W ten sposób wielu Polaków emigrowało do Europy Zachodniej, wzmacniając tamte kraje. A co powinny robić mniej silne gospodarki? To samo. Możemy zachęcić do pracy u nas osoby z Białorusi i Ukrainy, a nawet Rosji, Litwy, Łotwy. A te kraje również będą ściągać pracowników z jeszcze gorszych dziur. Rosja zresztą pokazała własne, innowacyjne podejście do demografii: zdobyła Krym i policzyła mieszkańców jako obywateli rosyjskich, tym samym powiększając się o 2.4 mln ;) co wystarczy na 3 lata dziury demograficznej. Bo Rosja, ze swoją "atrakcyjnością" kurczy się w tempie niespotykanym w Europie. Oficjalne komunikaty temu zaprzeczają, ale badania ONZ mówią o skali ubytku rzędu 20 mln osób w kolejne 10 lat.

Co z tego obrazu wynika? Kraje konkurują ze sobą, próbując sprostać temu samemu problemowi. Wygrywają najatrakcyjniejsze, najmocniejsze. A jaki kraj jest atrakcyjny? Taki, który nie tylko dobrze płaci, ale oferuje stabilność, bezpieczeństwo, sprawiedliwość, wolność, przejrzystość, rozwój. To zabrzmi banalnie, ale wygrywa po prostu kraj dobrze rządzony i dający poczucie szczęścia obywatelom. W tej konkurencji wypadamy średnio-słabo: korupcja, ograniczenia, niejasne prawo, niskie nakłady i zarobki, zachłanni urzędnicy, powolne sądy, łamanie prawa. Tu jest najwięcej do zrobienia od podstaw. To właśnie takie, wydawałoby się drugorzędne rzeczy, zdecydują. I dlatego kraje łamiące prawa człowieka przegrają. Może to brzmi naiwnie, ale ludzie zagłosują nogami za krajami, w których chcą żyć. A jeśli nie będą mogli podróżować - po prostu nie będą w pełni żyć. Rosja mierzy się z plagą alkoholu, ćpania i AIDS, bo ludzie nie mają tam nadziei na godne życie. Rosja nigdy nie poradzi sobie z problemami, bo sama je stwarza.

Dla mnie wniosek końcowy to: praca nad atrakcyjnością Polski. Nad tym, by nie było afer typu Amber Gold czy warszawskie nieruchomości. By posłowie nie mogli decydować, ile zarabiają i jak rozumieć konstytucję. By sądy były bezstronne, a nie polityczne. By nie żyć na kredyt spłacany przez kolejne pokolenia. By prawo było jasne, a podatki płacone automatycznie i bez kruczków. By ulice były bezpieczne. By dzieci były kochane i zadbane. Bo to jest przyszłość.

Takie głupie rzeczy.

22:27, cyfrowyja
Link Komentarze (2) »
niedziela, 28 sierpnia 2016
Jak długo poczekamy na złe czasy
Ten wpis jest dyskusją w temacie poruszonym przez Wojtka Białka "Jak długo potrwają dobre czasy". Wojtek analizuje okresy spadku stopy bezrobocia i widzi szansę na minimum w 2018 roku, a także, że byłby to dobry prognostyk dla naszej gospodarki na wiele lat. Generalnie optymizm.

Moja szklana kula jest z innego materiału, prorokuję rzadko i gdzie mi się tam mierzyć do Wojtka. Ale zdanie mam inne, bo naczytałem się prognoz GUS.

Z tychże prognoz wynika, że będziemy się mierzyć z odpływem pracowników jeszcze po roku 2020, i będą to niebagatelne ubytki rzędu 200 tys. osób rocznie z grupy wieku produkcyjnego. Ten proces ubywania pracowników już się toczy i łącząc z innymi czynnikami (wyjazdy, rozwój kraju) tworzą rynek pracownika. Dzięki temu zjawisku mamy wzrost płac (i podatków od płac), jeszcze jako taki wzrost PKB i popytu. To przeciwwaga do demograficznego tornada, dzięki której deflacja jest jeszcze znośna, a w niektórych branżach ceny rosną.

A tornado będzie szaleć coraz mocniej i nie widać końca tej tendencji. Z prognoz GUS szacuję, że po roku 2020 trend nabierze siły (ubywa po 100 tys. osób rocznie) i już ok. roku 2025 będzie silniejszy, niż odpływ pracowników. To znaczy pracowników będzie ubywać, ale konsumentów o wiele szybciej. To oznaczałoby koniec rynku pracownika - po co mi pracownik, jak nie mam klientów? Ten proces, gdy zacznie przeważać, zadecyduje o załamaniu gospodarczym: spadek popytu, spadek cen (kto niby i za co kupi?), posucha rynku budowlanego i nieruchomości ("po co mi mieszkanie, mam po rodzicach i dziadkach"). Nie wierzę, że PKB to wytrzyma i pozostanie na plusie. Potrzebny będzie cud.

Bliskość terminów 2020-2025 sprawia, że żaden program 500+ nie powstrzyma ani braku pracowników, ani fali depopulacji. GUS rozważa, co byłoby, gdyby dzietność zdecydowanie wzrosła - katastrofa w demografii byłaby, tyle że łagodniejsza. Prognoza GUS jest pesymistyczna, gdy porówna się dane rzeczywiste za lata 2015-2016 oraz prognozy Eurostatu i ONZ. Ale to nie zmienia trendu, tylko nieco łagodzi wyrok. Możliwe więc, że rynek pracownika potrwa nawet do końca wspomnianego okresu.

Tagi: demografia
23:11, cyfrowyja
Link Komentarze (2) »
piątek, 26 sierpnia 2016
Fundusze inwestycyjne przez wakacje
Hossa - takie wrażenie można odnieść obserwując większość segmentów funduszy przez ostatnie dwa miesiące.

Fundusze akcji, szczególnie małych spółek, rosły razem z giełdą. MWIG40 wyraźnie wykazywał siłę, słabiej wypadł WIG20, który poruszał się falami. Trudno jednak powiedzieć, jakie czynniki okazały się decydować o wzrostach i stąd wyciągać jakieś wnioski na przyszłość. Dla WIG kluczowe może być pokonanie oporu w okolicy 49000 pkt.

Za ciekawsze uważam jednak odbicie na funduszach pieniężnych. Wiele z nich wydaje się wyrywać z marazmu - wzrosty z ostatniego kwartału oraz efekt bazy sprawia, że przynajmniej część z nich pochwali się stopą zwrotu powyżej 2%, co może skłonić kolejnych klientów do zakupu i podtrzymania trendu. Nie wiem z czego to wynika, czy to efekt wykupionego rynku obligacji? Generalnie widać wykupienie na Catalyst - rentowności spółek niskiego ryzyka są stosunkowo małe, odbiły nawet obligacje Getin Banku. Tak czy inaczej, fundusze pieniężne mają szansę pokazać siłę i pobić typowe lokaty. Oczywiście sytuacja na obligacjach sprzyja wynikom funduszy obligacyjnych.

W dalszym ciągu dobre wyniki pokazują fundusze surowcowe i rynku złota, choć w obu wypadkach ostatnie 2 tygodnie nie są korzystne.

Dla funduszy operujących walutami obcymi na rynkach obligacji i akcji europejskich umocnienie złotówki nie pomogło w uzyskaniu dobrego wyniku. Również fundusze tureckie po zamachu stanu wyraźnie się osunęły.

Powyższy wpis nie stanowi rekomendacji do inwestycji. Obserwacje i przedstawione oceny mają charakter subiektywny. Zapraszam do dyskusji.

22:02, cyfrowyja
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 15 sierpnia 2016
Niewierność popłaca także w telekomunikacji
Co jakiś rok-dwa robię porównanie usług telekomunikacyjnych z tymi, jakie oferuje rynek. Doszedłem właśnie do wniosku, że znowu przepłacam, a nawet nie tylko ja, także inni członkowie rodziny. Oczywiście żaden z operatorów nie zaproponował mi tańszego abonamentu, pakietu itd. Po co, skoro grzecznie płaciłem? Takie propozycje robi się nowym klientom, a starzy to - jak w banku! - materiał do wykorzystania, tłumok i frajer.

Co zmieniło się w usługach telefonii? Oto parę przykładów. Starsze osoby ciągle korzystają z telefonów stacjonarnych. Od pewnego czasu i dla nich oferowane są pakiety minut, a nawet nielimitowane rozmowy krajowe do wszystkich sieci. Dwa lata temu Netia wyceniała taki abonament na 60zł. Obecnie operatorzy proponują zastosowanie telefonów mobilnych (na kartę sim) z takim pakietem nawet od 19,99/m-c (Play), a z telefonem w pakiecie (prosta słuchawka MaxCom) już od 25zł. Rocznie całkiem fajna oszczędność!

Dla dzieci, które dopiero wchodzą w świat komórek, dobrą ofertą może okazać się karty Virgin Mobile. Telefon na kartę, która po doładowaniu działa cały rok, w pakiecie #Freemium, daje pierwsze 30 minut rozmów i 30 SMS za darmo. Dawniej tego nie było. Dalsze doładowania nie muszą być kosztowne, bo bez limitów można dzwonić za 29zł w ofercie #BezLimitu, albo za 5zł kupić kolejne 30 minut w pakiecie.

Takie oferty ma też wielu innych operatorów, mniej lub bardziej korzystnych. Osobiście jestem zwolennikiem telefonów na kartę do celów prywatnych - nie wiążą mnie abonamentem, mam kontrolę kosztów, żadne usługi po cichu nie nabiją mi rachunku do niebotycznych kwot. Dlatego z zainteresowaniem patrzę na oferty np. nju mobile na kartę, która jest tańsza od mojej obecnej.

Coraz częściej oferowane są też usługi zintegrowane, czyli dodatkowo telewizja albo internet. Ja nie lubię łączyć ofert, gdyż zmiana operatora staje się wyjątkowo trudna. Korzystam z internetu szerokopasmowego, którego jakość niestety pozostawia do życzenia - i dlatego za jakiś czas go zmienię. Właśnie jakość, a nie prędkość, stają się ważniejszym czynnikiem w decyzji o zakupie internetu.

Dla przedsiębiorców na pewno interesujące są jednak abonamenty i nie wątpię, że tu zmiana operatora jest trudniejszą decyzją. Jednak warto o niej pomyśleć, choćby po to, by mieć argument w negocjacjach cenowych. Bo niewierność (operatorowi) popłaca.

10:40, cyfrowyja
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 100
Opinie na blogu nie stanowią rekomendacji inwestycyjnej.