|
niedziela, 29 stycznia 2012
Staże - dewastacja rynku pracy
Firmy zatrudniają stażystów, bo za nich nie płacą - robi to państwo. Stażyści zgadzają się na marne grosze (zobacz sam tu przekonani przez marketing, że zdobywają "doświadczenie". Tymczasem bezrobocie rośnie. Może zamiast ogłaszania PKB i zielonych wysp ktoś policzy koszty tego durnego pomysłu. A staż może trwać nawet rok!
Dla państwa jest to koszt, dla tych ludzi to jakieś ochłapy, praca za miskę ryżu. Niemal jak w obozach pracy - tam też można zdobyć "doświadczenie". Ludzie, nie zgadzajcie się na taki wyzysk. A tymczasem zatrudnienie na normalne etaty siadło. To jest pielęgnacja bezrobocia, do tego dość kosztowna.
czwartek, 26 stycznia 2012
Najbardziej idiotyczne ubezpieczenie medyczne
Można o nim dowiedzieć się z gazet lub radia - szpitale mają kłopot, bo prawo zmusza je do ubezpieczenia się od błędów medycznych dodatkowo poza OC. Jedyną firmą, która umożliwia ubezpieczenie tego typu jest PZU. Usługę wyceniła wysoko, w obawie przed ryzykiem. A kto zapłaci ? Pan, pani, społeczeństwo.
Ubezpieczenie tego typu nie ma żadnego sensu, no chyba że rząd chce sprawdzić, który szpital ma dużo błędów i padnie na ubezpieczeniu. Dlaczego nie ma sensu? Podam przykład firm mających dużą flotę samochodową. One nie wykupują AC na każdy z samochodów z osobna. Mając dużo samochodów, kosztowałoby równowartość paru aut. W takim wypadku lepiej utworzyć własny wewnętrzny fundusz na pokrycie szkód wypadku i ewentualnie część strat dochodzić od sprawców - swoich pracowników. Część, by ich nie wystraszyć, a jedynie zmotywować do uważnej jazdy. Można też skorzystać ze specjalnego programu ubezpieczenia dla flot, które obejmie kradzieże i assistance, ew. wymianę szyby. Podobnie powinny uczynić szpitale. Zobaczmy na układ sił: jeden ubezpieczyciel - wiele szpitali, ale niemal wszystkie państwowe. W praktyce jeden do jednego. Szpitale w dłuższym okresie nie mogą na tym układzie nic zyskać, bo jeśli nawet jednego roku odszkodowania będą wyższe niż ubezpieczenie, to w następnym roku stawka ubezpieczenia drastycznie wzrośnie. PZU musi nie tylko wypłacić za szkody, ale zarobić. Szpitale powinny mieć prawo odstąpienia od ubezpieczenia i utworzenia własnego funduszu na pokrycie strat. Ponadto za błąd powinni płacić lekarze (np. 1% szkody). Oddzielnie należałoby ubezpieczyć się od uszkodzeń przyrządów medycznych. Była kiedyś głośna sprawa naświetleń, gdzie przekroczono wielokrotnie dawkę promieniowania na skutek uszkodzenia urządzenia.
wtorek, 24 stycznia 2012
Stop ACTA
O ACTA już jest głośno i piszą o tej fatalnej ustawie inni blogerzy, jak Doxa i SiP. Nie chcę wałkować tematu naruszenia wolności, który jest komentowany nawet przez GIODO. Tymczasem popularne media przyklaskują politykom, nazywającym protestujących brutalnym szantażem. Pewnie niebrutalny szantaż w ogóle byłby pominięty.
Chciałbym tu zastanowić się nad przyczynami i skutkami ekonomicznymi ACTA. Przyczyny są łatwe do ustalenia idąc tropem pieniędzy. Za ACTA stoją głównie zyski producentów amerykańskich i korporacji światowych, to oni skorzystają na ustawie najbardziej. Opresyjny charakter ACTA to nie tylko atak na wolność, ale i twórców niezależnych, czerpiących z wolnej kultury i open source. Z użyciem nowego prawa łatwo przeprowadzić atak na dowolny serwis: wystarczy umieścić na nim dowolną informację łamiącą prawo i złożyć doniesienie. Tak można zniszczyć wszystko, co otwarte na użytkowników - a korporacje właśnie są najczęściej hermetyczne. To będzie ich raj, ich prawników. Boni kłamie w żywe oczy, że ACTA podpisali wszyscy. Holandia nie podpisała i może nie podpisze - wówczas nowego wymiaru nabiorą wycieczki z hasłem "dziwki, koks, firefox". Wyjazdy w celu skorzystania z wolnego internetu, albo i piractwa? Całkiem możliwe.
poniedziałek, 23 stycznia 2012
Tajemnica ekonomicznej strony szkół prywatnych
Zastanawiając się nad wyborem gimnazjum dla potomka, oglądałem wyniki egzaminów końcowych tychże szkół w okolicy. Zaciekawił mnie fakt, że czołowe miejsca okupują od paru lat szkoły prywatne. Na pierwszej pozycji, jako wyjątek, była szkoła publiczna - ale taka dość szczególna, bo pod patronatem Kościoła.
Tymczasem, nie tylko na poziomie gimnazjum, prywatnym szkołom wcale nie jest lekko. Jeśli cena będzie za wysoka, uczniowie się nie pojawią. Jeśli poziom końcowy będzie za niski, uczniowie się nie pojawią. A na cenę składa się szereg elementów: czynsz za obiekt szkoły, pensje kadry, wyposażenie. Jak wyjść na plus? Kierunki są zasadniczo dwa. Dociskać kadrę, by wypracowała jak najlepszy wynik w rankingu i wybierać uczniów, którzy są najzdolniejsi - i stać ich na czesne. Dodatkowo oszczędzać na obiekcie ile się da, co zwykle oznacza skromne zajęcia sportowe i salki. Ciśnięcie kadry oznacza, że nauczyciele zatrudnieni pracują o wiele ciężej, niż w szkole publicznej za niewiele więcej. Ten trud jest okupiony rotacją kadry. Z kolei z dobrymi uczniami nie ma kłopotu i poradzą sobie na egzaminach końcowych. Wystarczy zrobić duży nabór i odsiać tych najlepszych. Dlatego większość szkół prywatnych jest mała - ten biznes nie sprawdzi się na szeroką skalę. To udaje się tylko renomowanym szkołom publicznym, gdzie opinia o szkole jest tak dobra, że sama sprawia, że przychodzą licznie lepsi uczniowie, choć niekoniecznie zamożni. Szkoły prywatne MUSZĄ mieć dobre wyniki - inaczej nie przyjdzie nikt. W obu wypadkach renoma sama nakręca popularność i dobre wyniki końcowe. Szkoły publiczne, choć też troszczą się o wyniki nauczania, muszą przede wszystkim dbać o sprostanie programowi, kontrolom, bezpieczeństwu licznych uczniów. Dbają też o wyposażenie, ciekawe zajęcia, obiekty sportowe - dzięki temu do zasobnej szkoły przychodzi tłum uczniów, a to oznacza sporo kasy z budżetu! Budżet nie płaci za wyniki, tylko za głowę. I to właśnie warto zmienić. Po pierwsze, nie oceniać szkoły tylko po wyniku końcowym, ale po różnicy między wynikami uczniów rekrutowanych a absolwentami. Można powiedzieć, badać wartość dodaną. Po drugie, zmienić finansowanie szkół publicznych: płacić nie tylko za głowę, ale premiować za osiągane wyniki. I dodam jeszcze jedno: zmienić sposób oceny dyrektorów, bo obecnie to prywatne folwarki.
sobota, 21 stycznia 2012
Konsumenckie podejście do inwestycji
Można powiedzieć, że jest to element podejścia fundamentalnego, ale opartego o osobiste przesłanki. Nie namawiam, ale przybliżam o co chodzi. Podejście to opiera się o inwestowanie w spółki, których towary lub usługi kupujemy regularnie. Jeśli kupuję towar X co jakiś czas, to znaczy, że mi się on podoba lub potrzebuję go, a cena mi odpowiada. Istnieje spora szansa, że tak samo postępuje wiele innych osób, a to oznacza, że producent ma zapewnioną sprzedaż. Może wygenerować zysk, wartość firmy wzrośnie, a przez to cena akcji. Może też pojawić się dywidenda. Kupując jednocześnie akcje i towary tej samej spółki dajemy sobie szanse na to, że wydane pieniądze wracają! Więcej wydajesz, więcej rośnie? Brzmi znajomo, niczym przelewanie wody. Oczywiście dojdzie kiedyś do wysycenia trendu i zmiany. W drugą stronę: jeśli przestajesz kupować towar X, to albo jego cena, albo jakość są nieodpowiednie, albo potrzeby zmieniły się. Taką samą decyzję mogło podjąć wiele osób, a to przesłanka do gorszych wyników sprzedaży i obniżenia zysku spółki. Tej decyzji odpowiada pozbycie się akcji spółki, aż nie dojdzie do poprawy. Można też dojść do wniosku, że należy dokonać zakupu akcji innej firmy, której produkt zastąpił w koszyku X.
piątek, 20 stycznia 2012
Kolejne zestawienia OFE
Udział OFE w sWIG80 Udział OFE w WIG20 Dalej nie ma zestawienia całościowego. Jak widać OFE rządzą w Bogdance nadal, mają spore udziały w GTC, które tak poleciało w dół, zwiększyły tu posiadanie. Raczej stronią od TPSA, nie rzuciły się na PGNIG. Jednak w większości przypadków udział OFE rośnie.
poniedziałek, 16 stycznia 2012
Mały zonk z promocjami w Millennium
Jako zadowolony posiadacz Dobrego Konta w Millennium zapisałem koleżankę małżonkę na współwłaścicielkę rachunku. Zakupy spożywcze to jej domena, a co za tym idzie, 3% zwrotu wydatków kartą podpiętą do konta nieco urosło. Oboje byliśmy nowymi klientami banku.
Chciałem także skorzystać z promocyjnej lokaty Morze Zysków. W tym celu udałem się do placówki, jako że bank w swojej dobroci uniemożliwił zlecenie lokaty przez Internet. Jakie było moje zdumienie, gdy okazało się, że nie mogę tego zrobić! Stoi to napisane w regulaminie, którego zawczasu nie studiowałem: jeśli od 16 września 2011 doszło do zmian właścicielskich na produktach branych do obliczeń Łącznego Zaangażowania, to niestety przepraszamy dziękujemy. I system tego pilnuje. Co więcej, ta sama reguła dotyczyła jednej z poprzednich promocji (konto na 7% , także dla nowych środków) i może kiedyś się powtórzy. Miałeś zmiany własności rachunku po terminie wprowadzenia promocji - odpadasz. I nie ważne, czy właściciele to nowi klienci, czy nie. Zachodzę w głowę, skąd takie ograniczenie. Pewnie jakieś szatańskie obliczanie definicji nowych środków jest tu przyczyną. Może Czytelnicy podpowiedzą? Koniec końców, Morze Zysków okazało się morzem niedostępnym, o jakim mogę sobie marzyć równie dobrze jak o ciepłych morzach.
niedziela, 15 stycznia 2012
Co z oszczędnościami?
Od Nowego Roku oferty depozytowe banków wydają się coraz mniej korzystne dla klientów, konta czy lokaty 3M na ponad 6% to coraz większa rzadkość. Nieliczne pozostałe obliczone są głównie na znalezienie nowych klientów za ograniczoną cenę. Nie ma w tym nic dziwnego, przecież wkrótce będą zmiany podatkowe i lokaty jednodniowe stracą swój urok: będą opodatkowane tak samo albo i bardziej!
Jak więc uciekać przed inflacją? Wydaje mi się, że w tej sytuacji niepewnej gospodarki i spadku depozytów atrakcyjne staja się obligacje. Jeśli będzie zauważalny spadek inflacji i rząd naprawdę opanuje deficyt, to potwierdzi to tę diagnozę. O deficycie i jego ukrywaniu mówi się już dużo, ale niewiele o tym, że samorządy zakończyły rok na plusie i że zmiany podatkowe oraz emerytalne ograniczą wydatki Skarbu Państwa. Dla mnie niezłym wskaźnikiem ceny pożyczania jest WIBOR. Wygląda, jakby górka mu się kończyła.
Co do akcji, konsolidowanie trwa w najlepsze przerywane złymi i nieco lepszymi danymi. Ostatnio swoje portfele publikują OFE i namawiam do analizy tych publikacji. OFE u nas to grubasy, mają duże wpływy i ciągle niskie wypłaty (emerytów OFE jest coś ponad 1000, średnia wypłata poniżej 100 zł z tego co pamiętam, może ktoś ma dokładniejsze dane?). I tak pozostanie jeszcze wiele lat. Ich udział w akcjach giełdy jest niższy niż zagranicy, ale rośnie i uważam, że radzą sobie lepiej niż TFI.
To najważniejsze z tych dużych OFE i przydałoby się podsumowanie wszystkich, na to czekam. Ale analizować zmiany, zaangażowanie można już teraz: widać jakie małe spółki są kupowane, jakie wyrzucane, kogo dokupują OFE.
niedziela, 08 stycznia 2012
Cechy tradera - asertywność
Każdy doradca wysoko ceni swą radę, a przecież bywa i taki, który doradza na swoją korzyść. 8 Strzeż się doradcy, a najpierw poznaj, jakie są jego potrzeby, - albowiem taki na swoją korzyść doradza - czy czasem nie zyska on czegoś na tobie, jakby losem, 9 i aby, mówiąc ci: "Dobra jest twoja droga", nie stanął z przeciwka, by patrzeć na to, co przyjdzie na ciebie. 10 Nie naradzaj się z tym, kto na cię patrzy krzywym okiem, a przed tymi, co ci zazdroszczą, ukryj zamiary! (Syr, 37,7-10) Chyba wiele osób odczuło na własnej skórze, jak to jest z doradcami finansowymi. Wszystko pięknie, dopóki nie mają zysku w swoich "radach". Nieco lepiej wypadają ci z nich, którzy planują długoterminową współpracę. Na Get Rich Slowly znalazłem radę ogólniejszą odnośnie szukania porad: jeśli szukasz pomocy i doradcy, nie zwracaj się do osoby, która zarabia na tym, ale do zaawansowanego hobbysty lub kogoś pośrednio znającego dany przedmiot/sprawę. Udzieli zwykle lepszej pomocy i często darmowej niż "profesjonalista" nastawiony na korzyści.
sobota, 07 stycznia 2012
Ile jest kredytów hipotecznych? Czy jesteśmy już jak Węgrzy?
Internaucie są przekonaniu, że idziem drogą Węgier. Trudno oprzeć się wrażeniu, że kierunek jest ten sam, jednak wydaje się, że droga ciut inna, i kroki stawiamy na razie krótsze.
Chcąc porównać Węgry szukałem danych o kredytach hipotecznych i znalazłem takie dane: klik. Trudno ocenić, ile osób ma te kredyty na głowie, mnożąc przez pi razy oko 1.5 osoby na kredyt wychodzi 2.4 mln kredytobiorców - jakieś 6% mieszkańców Polski. Kwota kredytów to ok. 300 mld zł. Zagrożone jest z tego około 3% . Widać też, że średni kredyt to circa 200 tys. zł. Na Węgrzech wg danych PAP kredyty hipoteczne ma 12% ludności, a zagrożonych jest około 10%. Jeszcze nam daleko do takich wielkości. Obecna panika walutowa na Węgrzech - masowe zakupy walut - może odbić się szczególnie na samych Węgrach, a typowe dla paniki jest to, że kończy hossę. No chyba że Orban, jak Łukaszenka, będzie kombinować z forintem. Co jest możliwe, skoro władza uderzyła mu do głowy i porywa się na wolność mediów. Sytuacja na Węgrzech robi się coraz trudniejsza i nie zdziwiłaby mnie rewolucja czy zamieszki. Kredyty są w takim stanie, że stanowią zagrożenie dla banków i rynku nieruchomości. W Polsce pod tym względem jest lepiej, ale zapaść rynku nieruchomości jest także prawdopodobna. Węgry mają tez duży problem z niezależnością energetyczną, toczy się walka o wpływy z Rosją. Dziura w budżecie, 80% długu do PKB i wzywanie na ratunek Europy dopełnia obrazu upadku. Druga Grecja? możliwe. |
Zakładki:
Blogi finansowe
Dla oszczędnych
Technika, nauka
Wiadomosci
Wybrane z blogu
Opinie na blogu nie stanowią rekomendacji inwestycyjnej. Jednak jeżeli blog przyniósł Ci korzyść i pomógł w wymierny sposób lub chcesz go po prostu wesprzeć, zobacz strony reklamodawców!
Serdecznie dziękuję. | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||