Z każdej strony gospodarki - osobiste opinie, nie stanowią rekomendacji do inwestycji
Blog > Komentarze do wpisu

Z kart historii kryzysu subprime

Ta historia wydarzyła się około 10 lat temu. Po pierwszym targnięciu giełd strachem o subprime w 2007 roku nastąpiła krótkotrwała poprawa, ale banki już przestały sobie ufać.

Nadchodziła druga fala kryzysu i z obawami czytano sprawozdania finansowe. W Belgii kryzys zaufania dotyczył trzech największych graczy: grupy Fortis, Dexia i KBC. Ten ostatni najbardziej oparł się kryzysowi, ale problemy Fortisu i Dexii wypłynęły wcześniej. Jak udało się KBC?

Pierwszy sygnał z grupy KBC w 2008 roku brzmiał "nie jest tak źle". Do tej pory można przeczytać artykuł w którym Andre Bergen, prezes, mówi: "At this point, there is not a euro of the lost portfolio". Nie straciliśmy nawet euro. Co prawda, coś tam mamy subprime:" € 6.9 billion, 13 pc of which were linked to subprime bonds. in addition, the default of which should be limited". "We have always invested prudently" - inwestowaliśmy rozważnie - mówił Herman Agneessens, Chief Financial Officer. Więc właściwie sytuacja jest pod kontrolą - tak odebrano tę informację. To dobra wiadomość, szczególnie że KBC miał program emisji akcji skierowany do pracowników i managerów. Wzrost wartości firmy pozwalał na dodatkowe emisje kierowane wewnątrz, a przed kryzysem były one po preferencyjnej cenie (bodajże ostatnia 90 EUR, jak wspominają pracownicy). Tymczasem notowania KBC w 2007 r. przekraczały 100 euro, liczono na więcej i z obawami obserwowano spadki cen akcji.

Jednak niepewność na rynkach narastała i co raz wyskakiwały trupy z szafy. Inne belgijskie banki, jak Fortis i Dexia, wyraźnie ucierpiały - wielomiliardowe straty porażały. Oba zostały znacjonalizowane, Fortis szybko rozsprzedany. Co z KBC?

Latem 2008 r. pojawiły się pogłoski, że KBC straciła jednak więcej, wystawiajac gwarancję jakości zakupionym papierom subprime (substytucja złych długów). Oficjalnie długo nie potwierdzano tej informacji. Szok przyszedł jesienią. W końcu października 2008 KBC obwieszcza ponad miliardową stratę, potrzebę ratowania (bail-out) przez rząd oraz potrzebę restrukturyzacji. W centrali banku i większych ośrodkach odbywały się spotkania z pracownikami, które przypominały żałobne msze. W aulach przy niemal pustej widowni smutnym głosem odczytywana jest oficjalna informacja. Rok 2008 zamyka się stratą 2,484 miliarda euro. W dołku akcje spadają poniżej 6 euro, a bez problemu można je było nabywać po kilkanaście euro także w fali kryzysu 2011.

Bank otrzymał rządową pożyczkę 3,5 mld euro w 2008 roku i dodatkowe 2 mld na początku 2009 roku. Plotki mówiły, że stoi za nią rodzina królewska. Nie była to kwota wystarczająca: potrzebne było jeszcze 2 mld gwarancji w 2010 roku. A pieniądze trzeba było oddać. Część długu zamieniono na obligacje. Wewnętrzne cięcia, wygaszanie inwestycji niewiele dały. Rząd nalegał na szybszą spłatę, a zyski nie pojawiały się. Pompowano co prawda strumień gotówki z podmiotów zależnych ("córka musi pomóc matce", mówili, choć były też wampirze skojarzenia), ale i one miały problemy. Przykładowo, w 2009 Kredyt Bank w Polsce poniósł straty na kredytach konsumenckich (w tym w spółce Żagiel), czego przyczyną był kryzys, a co skutkowało restrukturyzacją. Gwałtowna zmiana siły złotówki: od skrajnego umocnienia po coraz wyższą słabość - spowodowała strach o kredyty hipoteczne oraz straty w firmach grających opcjami na dalsze umocnienie PLN. Zwolnienia w wielu bankach i spółkach nie poprawiały sytuacji rynkowej: widmo bezrobocia czy utraty dochodów to kolejne niespłacone kredyty. Błędne koło.

Zdecydowano się odciąć jedną nogę bankowości, by pomaszerować dalej. Grupa KBC miała rozliczne aktywa nie tylko w Belgii i Francji, ale i Europie Wschodniej: CSOB działający w Czechach i Słowacji, K&H na Węgrzech, Kredyt Bank i Warta w Polsce wraz z przyległościami (Żagiel, KBC Securities). CSOB było perłą w koronie - olbrzymi udział w lokalnym rynku. Z pozostałych walorów brakowało kupca na K&H, więc zdecydowano się sprzedać aktywa w Polsce. Już w 2011 r. ruszyło "pudrowanie panny młodej" dla nowego partnera i porządki - zamykanie inwestycji, cięcia w departamentach i firmach zależnych.

Oficjalna sprzedaż nastąpiła niewiele później - Santander złożył ofertę w październiku 2011 roku. Wartę kupuje niemiecka grupa Talanx. W 2012 roku dochodzi do przejęcia, a grupa KBC tamtego roku obwieszcza zyski umożliwiające spłacenie pierwszej części długu. W końcu 2015 roku spłata została wykonana w całości. W tamtym czasie sprzedaje jeszcze polski oddział KBC Securities (https://www.kbcmakler.pl/​). Zupełnie niedawno kupca znalazło Gamma TFI - chyba ostatnie aktywo KBC w Polsce trafia do PKO TFI.

Błędy inwestycyjne spowodowały kolaps sporego banku i na lata zaprzepaszczenie szansy na rozwój w Polsce. Nie udało się ani specjalnie naszego rynku podbić, ani wykorzystać jako pola ćwiczebnego dla innowacyjnych produktów - wątpię, czy wyciągnięto wnioski umożliwiające ekspansję w rodzimej Belgii. Część zagranicznych banków w Polsce tak właśnie postępuje, postrzegając nas jak kolejny, zapóźniony rynek, gdzie konieczny jest "kaganek oświaty" organizacyjnej i w ramach tego próbuje się wykorzystać stare metody, produkty i czerpać zyski. To właśnie te banki wycofują się od nas najszybciej. Są jednak przypadki grup bankowych, gdzie postawiono na innowacje od początku lub uczyniono z nich istotne narzędzie - z sukcesem rynkowym.

piątek, 10 sierpnia 2018, cyfrowyja

Polecane wpisy

Opinie na blogu nie stanowią rekomendacji inwestycyjnej.